Miesiąc: czerwiec 2015
Podarek
Drogi Czytelniku,
jestem związany z warszawskim klubem Toastmasters Leaders od początku jego istnienia, czyli od 20. kwietnia 2011 r. Przeżyłem w nim piękne chwile i kilkoro prezesów. I oto ostatni z nich Maciej Kietliński, którego kadencja właśnie dzisiaj dobiegła końca, niespodziewanie na ostatnim spotkaniu obdarzył prezentami mnie i Monikę Kowalik – jedną z poprzednich prezesek.
Maciek na każdym kroku podkreśla , że przydały mu się moje uwagi, żeby stał się znakomitym mówcą. Owszem, ma on do tej roli dryg. Jednocześnie jednak cały czas pracuje nad swoim warsztatem mówcy i słucha podpowiedzi, co można zrobić jeszcze lepiej. A Monika potrafi „podpowiedzieć”!
Przez tyle lat pobytu w klubie Toastmaster widziałem niejeden talent, nawet niejednokrotnie większy od Maćka. A jednak tym ludziom brakło wytrwałości i już ich nie ma w naszej organizacji. Szkoda! Niestety, prawdopodobnie bezpowrotnie zmarnowali swój talent do przemawiania. W przeciwieństwie do Maćka, który nie tylko jest świetnym mówcą, lecz także znakomitością w ocenie mów wygłaszanych przez inne osoby.
Wróćmy do otrzymanego podarka. Jest nim książka Briana Tracy’ego pt. „Jak przewodzą najlepsi liderzy”. Dla mnie to wielki zaszczyt otrzymać właśnie taki bestseller. Zdaję sobie bowiem sprawę z przykrego faktu, że daleko mi jeszcze do dobrego lidera.
Owszem, usilnie nad tym pracuję i widzę pewne postępy. Niemniej w tej dziedzinie daleka droga przede mną. Za to rozwijam znacznie szybciej swoje umiejętności inspiratora, mentora i człowieka dodającego innym otuchy.
Dedykacja znajdująca się w książce wskazuje, że właśnie te moje kompetencje zostały wysoko ocenione przez obecnego prezesa.
Maćku, dziękuję i życzę Ci dalszych osiągnięć. Zasługujesz na nie.
Pozdrawiam z wdzięcznością,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Miesiąc: maj 2015
Panie Prezydencie
Drogi Czytelniku,
chętnie bym napisał do urzędującego jeszcze Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego list o treści zbliżonej do tej poniżej. Ponieważ jednak nie bardzo wierzę, aby on był nim zainteresowany, jego treść będziesz znał tylko Ty. Być może mierzi Cię polityka, niemniej proszę dotrzeć do końca tego wpisu.
Panie Prezydencie, jak Pan mógł… w tak idiotyczny sposób roztrwonić poparcie wyborców sięgające 80%, które miał Pan na początku swojej kadencji. Przecież jeszcze kilka miesięcy temu wynosiło ono 68%.
Panie Prezydencie, jak Pan mógł… pozwolić okraść rządowi Naród ze środków finansowych zgromadzonych w OFE. Zamiast spowodować działania służące poprawie tej instytucji, przyłożył Pan rękę do unicestwienia co najmniej 150 mld zł naszych społecznych pieniędzy.
Panie Prezydencie, jak Pan mógł… mimo deklarowanej apolityczności i formalnego wypisania się z PO w dalszym ciągu chodzić na pasku tej partii. Przecież nie tak dawno, bo 5 lat temu przed Zgromadzeniem Narodowym wypowiedział Pan m.in. takie słowa przysięgi: „…dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”. No i co???
Panie Prezydencie, jak Pan mógł… godzić się na rosnące poczucie niesprawiedliwości w Polsce przez brak własnych inicjatyw legislacyjnych i nacisków na rząd. Sądy, Służba Zdrowia, Policja, Spółki Skarbu Państwa – długo by wymieniać. Tolerował Pan, że to Obywatele są dla państwa polskiego, a nie odwrotnie, tzn. że państwo ma służyć Obywatelom. Za czasów Pana prezydentury widać jak na dłoni, że Obywatele stali się mięsem wyborczym, a nie suwerenem Polski.
Panie Prezydencie, jak Pan mógł… iść w kampanii wyborczej pod hasłami bezpieczeństwa i zgody, a potem jeszcze nagle stać się orędownikiem JOW-ów, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych. Czy Pana zdaniem one rozwiążą problemy nurtujące społeczeństwo? Przecież jeśli jest kiepska diagnoza, również metody uzdrowienia są błędne. Zamiast głosić takie knoty, w pierwszej kolejności Pana powinnością było uświadomić sobie, że Prezydent Polski powinien rozumieć los Polaków i dać temu wyraz. Niestety, w tym zakresie okazał się Pan dyletantem.
Panie Prezydencie, jak Pan mógł… tak bardzo zawieść tych, co 5 lat temu oddali na Pana głos.
Czy zastanawiałeś się, że wobec Ciebie też mogą być i z pewnością są oczekiwania: od najbliższych, rodziny, współpracowników, szefa, znajomych czy jeszcze kogoś innego? Czy jesteś przygotowany na to, że ktoś pokłada w Tobie nadzieje, a Ty zawodzisz na całej linii? Czy w ogóle jesteś tego świadomy, bo przecież może brakować wskaźników, że już się to stało? Wszak nie każdemu jest dane uzyskać werdykt w postaci liczby głosów oddanych do urn, jak w przypadku prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Oceń wnikliwie siebie, zanim ktoś inny zweryfikuje Twoje postępowanie. Naucz się na cudzych błędach. A te jak na dłoni podsunął Ci urzędujący prezydent.
Pozdrawiam niepolitycznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Miesiąc: kwiecień 2015
Szpital
Drogi Czytelniku,
w końcu nadchodzi taki okres w życiu człowieka, gdy ma on dużo czasu na przemyślenia. Długość życia rośnie, więc prawdopodobieństwo, że zahaczymy o szpital też wzrasta. Wtedy – czy to jako pacjent, czy też tylko odwiedzający – widzimy świat z zupełnie innej perspektywy.
Niby jesteśmy tego świadomi. A jednak taka sytuacja zaskakuje Cię, gdy do niej dojdzie. Wydaje Ci się niemożliwe, aby mogła przydarzyć się akurat Tobie. Przecież przyjmujesz tyle zajęć na swoją głowę, więc jak masz podołać jeszcze temu nowemu wyzwaniu. Cóż, los potrafi być złośliwy.
Moja Mama trzy miesiące temu siedziała w fotelu. Chciała wstać i w tym momencie runęła na podłogę. Co prawda był z nią kontakt werbalny, lecz ona nic nie kojarzyła, co się zdarzyło. Na dodatek nie czuła lewej części ciała.
Zaraz przyjechało pogotowie. Akurat w ekipie był lekarz, który udzielał Mamie pomocy w innych przypadkach. – Niestety, tym razem jest źle. To wylew – powiedział. Natychmiast zabrali ją do szpitala.
Diagnoza lekarza potwierdziła się. Tomografia komputerowa wykazała, że do mózgu wlało się kilkanaście mililitrów krwi. Za mało, żeby otwierać czaszkę. Za dużo, aby nie zostały skutki uboczne.
Oddział udarowy w Szpitalu Bielańskim w Warszawie zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Ciężko chorzy, w tym moja Mama , leżeli na korytarzu. Ot, specyfika polskiej Służby Zdrowia.
Za każdym pobytem podczas odwiedzin dostrzegałem coraz więcej szczegółów. Widziałem, jak pacjenci w amoku szarpią poręcze łóżek, wygadują lub wykrzykują niestworzone rzeczy, wyrywają cewniki czy wygryzają welfrony. Słyszałem modlitwy bezradnych rodzin nad ukochaną osobą bez kontaktu z otoczeniem.
Byłem też świadkiem bezmiaru nieszczęścia zapłakanej pielęgniarki, która z rozmazanym od łez makijażem, szlochając mówiła lekarzowi: – Miał pan rację, nie dam rady. Ja tutaj nie wytrzymam dłużej.
Mówię o tych strasznych rzeczach nie po to, aby Cię przerazić, zadziwić lub wzruszyć. Chcę, abyś w pełni uświadomił sobie, że Twoje życie może ulec gwałtownej zmianie. Dopiero wtedy możesz zrozumieć, na czym polega wartość upływającego czasu i co jest w życiu ważne.
Bo codzienne obowiązki, takie jak choćby nauka, poszukiwanie drugiej połówki do związku, wychowanie dzieci, pęd do sukcesu zawodowego, walka o spłatę długoletniego kredytu i wiele innych przyziemnych spraw odrywa nas od myślenia o ważnych, choć nieoczywistych zagadnieniach. Również takich jak nasi rodzice.
Przyzwyczailiśmy się, że to my, ich synowie lub córki, jesteśmy od nich zależni. Tak jest w istocie, zwłaszcza w naszych szczenięcych latach. Tymczasem potem nadchodzi zamiana ról. Choćby z powodu wieku, choroby lub wypadku możemy stanąć przed koniecznością otoczenia opieką naszych rodziców.
Czy zawsze jesteśmy gotowi mentalnie na sytuację, że musimy podporządkować własne życie dla nich? Czy stać nas to zrobić? Zwłaszcza jeśli mamy pretensje do swoich rodziców, że nas za mało przytulali, wspierali bądź chwalili. Z pewnością chcieli dla Ciebie jak najlepiej, tylko nikt ich nie nauczył, jak to optymalnie zrobić.
A przecież może się zdarzyć, że niespodziewanie znajdziesz się w miejscu, jak choćby szpital, gdzie dla wielu spraw i zdarzeń jest już stanowczo za późno. Pozostaje tylko smutek i żal, że brakło Ci czasu na pocałunek, gest, czy rozmowę z tak bliską osobą, z którą teraz nie ma już kontaktu. Jedyne co Ci pozostaje, to do niej mówić mimo braku odzewu i ją dotykać. Czy znajdziesz na to czas? Czy możesz sobie na to pozwolić, aby zaglądać do szpitala, bo może mieszkasz dziesiątki czy setki kilometrów w oddaleniu?
Owszem, to o czym dzisiaj piszę to skrajność. Póki nie jest za późno, znajdź tym bardziej dla swoich bliskich „godzinkę” na odwiedziny czy chociaż telefon. Może na to czekają? Niech choć przez chwilę Tobą się nacieszą. Masz wspaniałą okazję jak najszybciej ukazać swoje prawdziwe uczucie i stosunek do nich.
PS
Dużo się słyszy o przypadkach korupcji i zaniedbań wśród personelu medycznego i pomocniczego. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że nigdy czegoś podobnego nie doświadczyłem w Szpitalu Bielańskim. Wręcz przeciwnie, widziałem pełne zaangażowanie pracowników tego szpitala, aby ratować życie i zdrowie pacjentów. Namacalnym tego faktem jest to, że moja Mama przez dwa i pół miesiąca przykucia do łóżka nie miała żadnych odleżyn.
Pozdrawiam refleksyjnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Miesiąc: marzec 2015
Śmierć Dyrektora
Drogi Czytelniku,
miałem sposobność porozmawiać kilka razy w swoim życiu z panem Krzysztofem Goykiem. Był on długoletnim dyrektorem Biblioteki Publicznej Gminy Gardeja w województwie pomorskim. Niestety, zmarł nagle 15.03.2015 r.
Dla mnie był fantastycznym rozmówcą. Wszystko zaczęło się na początku października 2014 r. To właśnie wtedy zadzwoniłem do biblioteki w Gardei, żeby poinformować o swojej książce Przywilej wyboru. Telefon odebrał sam Pan Dyrektor. Tak nastąpiło rozpoczęcie naszych konwersacji.
Szybko okazało się, że jesteśmy z pokolenia 60+. To znaczy, ja na początku tej grupy wiekowej, a pan dyrektor na jej końcu. Jednak te kilka lat różnicy nie miało dla nas żadnego znaczenia. Doskonale się rozumieliśmy. Ubolewaliśmy, że nasz piękny kraj, jest od wielu lat tak źle rządzony. Ba, do tej pory brzmią mi w uszach Jego słowa, że „na starość robi się czarnowidzem”, bo nie ma nadziei, aby w Polsce nastąpiły korzystne zmiany.
Czyż można się temu dziwić? Wszak był wnukiem powstańca wielkopolskiego, miłośnikiem historii i znawcą fortyfikacji wokół Gardei. Urodził się w Lipnie – podobnie jak prof. Leszek Balcerowicz, a więc na historycznej ziemi dobrzyńskiej. Jego poglądy określiłbym jako mocno prawicowe.
Rozmawiałem z nim trzy dni przed śmiercią. Cieszył się, że wreszcie znalazły się w bibliotece drobne środki finansowe. Dzięki temu mógł zamówić moją książkę. Wysłałem ją natychmiast do biblioteki.
Zadzwoniłem – tak jak prosił – dwa tygodnie później. Chciał przejrzeć nowy nabytek biblioteki i przekazać swoje uwagi. Obawiam się, że nie zdążył mieć mojej książki w ręku. Wszak Poczta Polska potrzebuje zazwyczaj 4-7 dni, aby dostarczyć taką przesyłkę.
Chyba nie muszę Ci mówić, jak prawie ścięło mnie z nóg, gdy pani bibliotekarka z wielkim smutkiem oznajmiła mi, że Pan Dyrektor nie żyje i był już pogrzeb. Szok!!!
Czuję się szczęśliwy, że mogłem odbyć te kilka rozmów z takim Człowiekiem. Żałuję, że nie może być ich więcej. Byłbym rad, gdyby każdy kto w Gardei weźmie do ręki książkę Przywilej wyboru, pamiętał, że to ostatni zakup Pana Dyrektora Krzysztofa Goyka dla Jego czytelników.
Pozdrawiam w przedwielkanocnej zadumie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Miesiąc: luty 2015
W pogoni za trofeum
Drogi Czytelniku,
właśnie dzisiaj nadeszła do mnie przesyłka z USA. Zawierała ona cenny dla mnie certyfikat organizacji Toastmasters, a mianowicie tytuł ACS (Advanced Communicator Silver), czyli Zaawansowany Srebrny Mówca. Najwyższym jest ACG, czyli Zaawansowany Złoty Mówca. Jak widzisz, znacznie zbliżyłem się do jego zdobycia.
Uzyskanie ACS zajęło mi prawie cztery lata. Nie jest to może rewelacyjny wynik, bo z pewnością można taki tytuł zdobyć szybciej. Jednak dla mnie o wiele ważniejszą sprawą jest być coraz lepszym mówcą. Certyfikat jest tylko tego pokłosiem , a nie odwrotnie. Niemniej zdobycie go bardzo mnie cieszy.
To prawda, że w naszym warszawskim klubie Toastmasters Leaders jestem pierwszą osobą, która go uzyskała. Ten przykład dosadnie ukazuje, że jak w przypadku każdego sukcesu liczy się przede wszystkim wytrwałość, a nie wyjątkowe zdolności.
Przez te kilka lat przewinęło się przez klub wielu fantastycznych kandydatów na znakomitych mówców. Mieli prawie wszystko, co potrzeba, aby dobrze przemawiać: doskonałe warunki fizyczne, tembr i siłę głosu, doświadczenie, wiedzę, empatię, pewność siebie na scenie. Brakło im tylko jednego: motywacji, żeby wytrwać.
W rezultacie to ja cieszę się takim tytułem i wraz ze mną członkowie naszego klubu, a nie oni. Wielka szkoda, że tak się stało, bo gdyby wytrwali, byłoby to z korzyścią dla nich i dla nas, aby czerpać z najlepszych wzorców.
Bo widzisz, w życiu tak już jest, że zwycięstwa odnoszą ci, którzy najbardziej w nie wierzą i najdłużej. Wciąż wierzę, że coraz więcej ludzi będzie chciało się dowiedzieć, co mam do powiedzenia. Skoro tak, to muszę być do tej sytuacji przygotowany. Moim marzeniem jest przemówić kiedyś do widowni liczącej 3000 osób. Na pewno się to spełni, bo konsekwentnie do tego dążę.
Na razie są mniejsze audytoria. Za to z niezwykle wspaniałą publiką. We czwartek 26.02.2015 r. byłem jako gość specjalny w klubie Toastmasters WordBusters na Politechnice Gdańskiej. Zaprosili mnie, bo temat spotkania brzmiał „Masz wybór”.
Jak wiesz, tytuł mojej książki to Przywilej wyboru. Jedno z drugim dobrze się więc uzupełniało. Na spotkanie przyszło 56 osób. Aplauz, który mi zrobili na stojąco po godzinnej prelekcji o tym, co mi dał Toastmasters, przeszedł wszelkie oczekiwania. Warto było tam pojechać.
Pozdrawiam, życząc wytrwałości
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Komentarze: Jedna odpowiedź do “W pogoni za trofeum”
Gratuluję!
Dziękuję za miłe spotkanie w smoku 🙂
Pozdrawiam z uśmiechem Andrzej
Dodaj komentarz
Miesiąc: styczeń 2015
Na pierwszej linii książki
Drogi Czytelniku,
w zeszłym roku w czerwcu miałem okazję porozmawiać z Michałem Jagiełłą – alpinistą, byłym Naczelnikiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, poetą, pisarzem, publicystą, byłym wiceministrem kultury i długie lata dyrektorem Biblioteki Narodowej. Mam egzemplarz jego wielokrotnie wznawianej książki Wołanie w górach – oczywiście z autografem Autora.
To właśnie wtedy zdecydowałem, że o swojej książce Przywilej wyboru poinformuję wszystkie biblioteki publiczne w Polsce. Natychmiast przystąpiłem do działań.
Owszem, mógłbym wysłać na chybił-trafił kilka tysięcy mejli. Obawiam się, że efekt byłby mizerny, pomijając słuszne pretensje do mnie o spam. Dlatego wybrałem kontakt telefoniczny. Cóż, idzie to wolniej niż bym chciał, bo nie zawsze udaje mi się skontaktować z właściwymi, decyzyjnymi osobami. Dlatego jeszcze mam parę województw do obdzwonienia. Niemniej lista bibliotek, w których jest moja książka, przekroczyła już liczbę 270.
Z rozmów – głównie z paniami bibliotekarkami, bo to bardzo sfeminizowany zawód – wyłania się nieciekawy obraz. Tyle trudności, jakie one muszą pokonać, aby biblioteka funkcjonowała, niejednego menedżera zwaliłyby z nóg. Nierzadko szefowie bibliotek publicznych borykają się z kiepskimi warunkami lokalowymi, niedogrzanymi pomieszczeniami, niewystarczającą obsadą etatów, czy nawet cieknącymi dachami (sic!).
Do tego dochodzą „tony papierów” do wypełniania, które niczemu nie służą, a jedynie zabierają czas, który należałoby poświęcić czytelnikom i księgozbiorowi. No i drażliwą sprawą są finanse. Pieniędzy najczęściej brakuje na wszystko. Zwłaszcza wtedy, gdy biblioteka jest łączona z domem kultury, czy nawet jeszcze dodatkowo z ośrodkiem sportu i rekreacji. Zgroza! Przecież te instytucje mają zupełnie inne, specyficzne formy działania.
Niestety, biblioteki są samorządowymi jednostkami kultury. Ponieważ radni bardzo rzadko są ich czytelnikami, tak trudno uzyskiwać bibliotekom odpowiedni poziom finansowania. A nawet żeby dostać dotację z Biblioteki Narodowej na zakup książek, potrzeba własnego wkładu finansowego.
Aż dziw, że kierownictwa tysięcy bibliotek – zagryzając wargi – dają sobie radę w tej trudnej rzeczywistości. Tyle się narzeka, że czytelnictwo spada, lecz jak ma być inaczej, gdy nie dostrzega się rangi, którą spełniają biblioteki. Przecież nic tak nie rozwija naszej wyobraźni jak czytanie książek.
W tym roku, podobnie jak w poprzednim, też będę miał spotkania autorskie. Znowu poznam kolejnych czytelników i pracowników bibliotek. Dowiem się paru nowych historii. A co najważniejsze, podczas takich spotkań będę mógł umieścić dedykację w swojej książce. Widać to na załączonym zdjęciu.
Pozdrawiam czytelniczo,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl