Miesiąc: czerwiec 2011
Rodzina priorytetem w karierze
Drogi Czytelniku,
uczestniczyłem dzisiaj w siedzibie PKPP Lewiatan w niezwykle ciekawym spotkaniu zorganizowanym przez klub THINKTANK, na którym pani Zofia Dzik mówiła o umiejętności pogodzenia życia zawodowego z rodzinnym. Z pewnością jest to osoba, która ma dużo do powiedzenia w tej kwestii, bo kilkanaście lat przepracowała z pasją w korporacjach. Ostatnio była prezesem Towarzystwa Ubezpieczeń Link4, a teraz jest członkiem jego Rady Nadzorczej.
Od paru miesięcy realizuje własny projekt, o którym myślała od 6 lat. To założona przez nią i Jolantę Jakóbczyk Fundacja Humanites, której jest prezesem. Misją tej organizacji jest pomóc rodzicom i dzieciom odnaleźć się we współczesnym zwariowanym świecie.
W swoim wystąpieniu pani Prezes poruszyła na początku kluczową sprawę związaną z rodziną. Otóż spoiwem jej nie powinny być dzieci, jak się powszechnie uważa, lecz wspaniałe relacje między małżonkami. Z logicznego punktu widzenia to niezwykle ważny postulat, bo przecież dzieci kiedyś „wyfruną” z domu, a założyciele rodziny muszą żyć dalej ze sobą. Tymczasem wiele kobiet zachłystuje się swoimi dziećmi, a partner idzie w odstawkę na dalszy plan.
Odwrotnie bywa też. Często mąż jako menedżer wysokiego szczebla jest kilka razy w tygodniu na służbowym lunchu lub wystawnym obiedzie, a nie umie zaprosić żony do restauracji chociaż raz w miesiącu. Ba, bywa też, że woli popieścić się z psem niż z nią. W rezultacie pies staje się coraz bardziej zachwycony swoim panem, a u żony pogłębia się frustracja!
Dlatego zdaniem pani Prezes tak ważną sprawą jest wewnętrzny rozwój każdego z partnerów. Bardzo trudno utrzymać rodzinę jako całość, gdy tylko jedno z rodziców nabiera nowych umiejętności do pokonywania pojawiających się problemów związanych z ewolucją związku i dorastaniem dzieci. Pomocą dla nich jest utworzony przez fundację portal Mam Rodzinę. To też jedno z marzeń zrealizowanych przez nią.
Pani Prezes uważa, że mimo pracy, która wymaga najczęściej około 10 godzin dziennie „siedzenia” w firmie, można w miarę dobrze funkcjonować w rodzinie. Owszem, pozostają wtedy dla niej tylko 2-3 godziny, ale można je intensywnie wykorzystać na budowę głębokich relacji z bliskimi. Tak naprawdę to kwestia priorytetów i czy umiesz tak samo zaangażować się w sprawy rodziny jak w życie korporacji.
Odrębnym tematem pozostaje zrozumienie przez kierownictwo firmy wpływu prawidłowego funkcjonowania rodziny na wydajną pracę personelu. Pani prezes przytaczała skandaliczne przypadki, gdy prezesi zamiast kończyć pracę 0koło 18 potrafili wynajmować miejsca w hotelu, żeby siedzieć miesiącami w robocie do 2 w nocy zamiast jechać do domu pod Warszawę i – co gorsza – wymagali takich samych zachowań od podwładnych. Czyż to nie chore?
Dla malkontentów dodam, że Zofia Dzik jest matką trójki chłopaków. Z pewnością nie było jej łatwo zachować równowagę między życiem prywatnym, dbałością o rodzinę i koncentrowaniem się na sprawach firm, którymi kierowała. Tym bardziej że jej mąż pracuje w firmie konsultingowej i mieli wiele okazji, aby w domu się nie spotykać. W końcu zaczęli stawać się obcymi sobie ludźmi, bo przestali umieć ze sobą rozmawiać. Ten kryzys stał się dla niej powodem ograniczenia obowiązków zawodowych oraz wypracowania równowagi między pracą a życiem rodzinnym i jednocześnie początkiem realizacji nowego wyzwania, jakim jest Fundacja Humanites.
A czy dla Ciebie kariera jest ważniejsza niż budowanie zdrowych i głębokich relacji w rodzinie? Czy określiłeś swoje priorytety, aby w momencie kryzysu – jak u pani Prezes – umieć wybrać właściwą drogę odbudowania więzi z najbliższymi? Jaką strategię chcesz przyjąć w budowie swojego szczęścia osobistego?
Pytam o te sprawy, abyś określił już teraz, a nie dopiero w obliczu kryzysu, na ile rodzina jest dla Ciebie ważnym priorytetem, by uznać ją za równie ważną bądź nawet ważniejszą niż kariera zawodowa. Skorzystaj z przemyśleń pani prezes Zofii Dzik, które tu przedstawiłem. W miarę swoich możliwości wspomóż działania jej fundacji. A może już teraz zdecydujesz się wziąć udział 27.10.2011 r. w organizowanej przez nią II Konferencji „Sukces w pracy=Sukces w rodzinie?„. Tytuł mówi sam za siebie.
Cóż, warto w powyższej kwestii znać przestrogę Davida O. McKaya: „Żaden sukces nie jest w stanie zrekompensować porażki w domu„.
Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl
Istota miłości w małżeństwie
Drogi Czytelniku,
ciekaw jestem, czym dla Ciebie jest miłość w małżeństwie i jak Ty podchodzisz do tego tematu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że seks z pewnością stanowi integralny element życia małżeńskiego, bo nieskonsumowane pod tym względem małżeństwo uznaje się za nieważne. Niemniej z czasem atrakcyjność fizyczna przemija, a mimo to długoletni małżonkowie potrafią wciąż być sobą zafascynowani. Na czym polega ten fenomen?
Moim zdaniem, aby go zrozumieć, trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, z jakiego budulca tworzy się nasza miłość. Co to jest w Twoim przypadku? Dopóki brakuje Ci odpowiedzi na to ważne pytanie, wciąż tylko będziesz myślał o seksie w nadziei, że on załatwi wszystkie inne problemy. W rezultacie będzie to tylko przejściowe zauroczenie drugą osobą, a nie głębokie i trwałe uczucie.
Owszem, jak zauważył Honoriusz Balzak reprezentując męski punkt widzenia: „Żona jest dla młodego mężczyzny kochanką, dla dojrzałego towarzyszką, a dla starego pielęgniarką. Zatem w każdym wieku jest pretekst, aby się ożenić.”, ale przecież szczęśliwe małżeństwo to nie tylko sam akt zaślubin. Tak jest tylko w bajkach, gdzie było huczne wesele królewicza i królewny, po którym żyli długo i szczęśliwie. W realnym życiu jest odwrotnie. Niestety, w wielu przypadkach dopiero wtedy – po podpisaniu stosownego aktu – zaczynamy sobie uświadamiać, w co się wpakowaliśmy.
Im szybciej zrozumiesz, że to, co jest po ślubie, stanowi inną rzeczywistość, niż była przed nim, tym bardziej zaczniesz poczuwać odpowiedzialność za swoje małżeństwo. Bowiem teraz odpowiadasz nie tylko za siebie, ale też za swoją drugą ukochaną osobę, a potem jeszcze za wasze dzieci, a czasami też rodziców, czyli całą rodzinę. Poza tym w małżeństwie tracisz trochę niezależności, bo musisz zrezygnować z niektórych swoich zajęć, przyzwyczajeń, a nawet kompanów do towarzystwa. Z pewnością takiego „poświęcenia” nie brałeś pod uwagę przed ślubem.
A potem jako owoc waszej miłości rodzi się pierwsze dziecko. Zaczynają się nieprzespane noce dla Ciebie i żony z powodu jego płaczu wywołanego przez kolki, rosnące ząbki , grymasy, żądanie cyca bądź inne przypadłości. Potem dziecku trzeba poświęcać coraz więcej czasu, bo śpi coraz krócej. Do tego dochodzą obowiązki małżeńskie, prace domowe, życie towarzyskie, zajęcia zawodowe bądź inne i w końcu doby nie starcza. Brakuje czasu na odpoczynek, refleksje, rozwój osobisty, więc rodzą się wzajemne żale. Potem może być następne dziecko i problemy rosną – że o kwestiach finansowych nie wspomnę.
W tej sytuacji jedynym ratunkiem jest wzajemne zakochanie. To stan długotrwałej miłość między Tobą i tą ukochana osobą, którą lubisz ponad wszystko, podziwiasz ją. Można rzec, fascynujesz się nią i to niezależnie od okoliczności, które się trafiają. Jeśli takiego stanu nie ma w małżeństwie, to ono szybko runie, bo braknie w nim siły napędowej i wygrają z nim bolączki dnia codziennego.
Dlatego musisz robić wszystko, aby nie wpaść w rutynę, bo ona zabije każdy związek. Nie możesz spocząć na laurach, bo wciąż Twoim celem jest doskonalić się w roli członka rodziny. Owszem, w wielu przypadkach jest trudno doprowadzić do małżeństwa. Chociaż w tej dziedzinie zazwyczaj znajdujemy dość siły i wytrwałości. Gorzej jest z jego utrzymaniem, bo jakoś się już mniej do tego przykładamy. Tymczasem właśnie wtedy spadają na nas nowe wyzwania i im trzeba stawić czoła.
Jednym słowem, jakość małżeństwa jest Twoim wyborem. Możesz je wieść byle jak i wciąż narzekać, że życie kładzie Ci kłody pod nogi bądź stworzyć sobie wspaniałe małżeństwo, z którego będziesz dumny, bo dzięki niemu stałeś się lepszym człowiekiem. Na tym polega istota miłości w małżeństwie, że dzięki zakochaniu wpływacie na siebie nawzajem doskonaląc swoje talenty, umiejętności, wiedzę, relacje międzyludzkie, wzajemny szacunek itp. Każde małżeństwo ma tutaj swoje wybrane obszary.
Człowiek jest tak skonstruowany, że niezależnie jaka rola mu przypada, chce w niej się zrealizować. Tak jest też z małżeństwem, gdzie też potrzebujesz samorealizacji. Teraz gdy o tym wiesz, zacznij z większym zrozumieniem budować wytrwale swój związek z ukochaną osobą, a poziom zadowolenia z osiągniętych rezultatów z pewnością Cię zadziwi.
Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl
Honoriusz Balzak reprezentując męski punkt widzenia w tej kwestii użył mniej więcej takich słów: „Żona jest dla młodego mężczyzny kochanką, dla dojrzałego towarzyszką, a dla starego pielęgniarką. Zatem w każdym wieku jest pretekst, aby się ożenić.”.*****to nie wyświetla się na blogu – pojawia się, gdy kopiuję i wklejam zaznaczony fragment ***
Dodaj komentarz
Miesiąc: maj 2011
Rocznica ślubu
Drogi Czytelniku,
właśnie minęła 23 rocznica naszego ślubu. Dlatego też powziąłem decyzję, aby parę najbliższych wpisów na blogu dotyczyło spraw udanego małżeństwa. Co tu dużo mówić. Odczuwam satysfakcję, że moje małżeństwo jest szczęśliwe, więc chcę abyśmy wspólnie przeanalizowali, jakie są tego przyczyny. Może niektóre doświadczenia zechcesz zastosować u siebie?
Przecież udane małżeństwo to nie przypadek, jak się powszechnie sądzi. To wynik działań podjętych przed i po ślubie, aby zminimalizować ryzyko kryzysu. Jednym słowem, trzeba na taki sukces zapracować, aby po latach z satysfakcją mówić, że jesteśmy w naszym małżeństwie szczęśliwi.
W poprzednim wpisie pytałem Cię o Twoje nadrzędne wartości. Być może zaliczysz do nich udane małżeństwo. W każdym bądź razie zarówno ja jak i moja Żona nadaliśmy mu w naszym życiu bardzo wysoką rangę. W hierarchii wartości stało się ono jednym z najważniejszych celów życiowych. Przetrwało ono mimo wielu braków na starcie i negatywnej opinii otoczenia, że nam się też nie uda. Ba, zaryzykuję twierdzenie, że nasze małżeństwo jest coraz lepsze.
Owszem, brakowało nam wielu atrybutów przydatnych młodemu małżeństwu: własnego mieszkania, niezależności finansowej, dobrej pracy, wpływowych popleczników, umiejętności towarzyskich itp. Ale z drugiej strony, od początku decydowaliśmy sami, jak ma wyglądać nasze życie. Najczęściej tzw. wpływowe nurty rodzinne nie akceptowały naszych zachowań.
Szokiem było to, że nasze wesele odbyło się przy ognisku. Jednak w nosie miałem to, że część rodziny je zbojkotowała. Ważne, że nasi goście w majową noc bawili się do białego rana na świeżym powietrzu. A swary rodzinne z czasem ucichły, bo nie byliśmy na ich pasku zależności.
Takie były nasze początki małżeńskie. Ty też masz od początku wybór i możesz zadecydować o jakości swojego małżeństwa. Oczywiście, skoro bierzesz za nie pełną odpowiedzialność, licz się z tym, że tylko Ty poniesiesz za nie wszystkie konsekwencje.
A jak wygląda teraz Twoje małżeństwo? O czym po latach możesz z uśmiechem wspominać, gdy nadeszła rocznica ślubu? Co Twoim zdaniem warto w nim poprawić? Pytam, bo z pewnością odczujesz ogromną satysfakcję, gdy Twój związek stanie się jeszcze lepszy.
Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl
Miesiąc: kwiecień 2011
Jakie są Twoje wartości?
Drogi Czytelniku,
już jutro przeżyjemy beatyfikację naszego Wielkiego Papieża Jana Pawła II. Gdy Go ujrzałem i usłyszałem po raz pierwszy 2 czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa (teraz Pl. Piłsudskiego) w Warszawie byłem pewien, że to niezwykły Człowiek wyznający tak podstawowe wartości jak wiara, nadzieja i miłość. Zaświadczał o tym przez cały czas pontyfikatu i również wcześniej.
Niestety, odnoszę wrażenie, że teraz oddziaływanie nowego Błogosławionego jest coraz mniejsze. Słuchaliśmy Go, gdy żył. Ale żeby wcielać w życie to, o czym nauczał, gdy umarł, jest dla nas zbyt trudne. Uważam jednak, że bardzo trudno będzie Ci zachować równowagę w życiu, gdy zagubisz się i przestaniesz wiedzieć, co dla Ciebie jest ważne.
Zastanawiałeś się, co to może być w Twoim przypadku: relacje rodzinne, praca zaspokajająca ambicje, wyjątkowy biznes, służba innym, żarliwa wiara, miłość, ekologia, kasa, uczciwość, przyjaźń, honor bądź coś jeszcze innego?
Dlatego właśnie dzisiaj pytam Cię o Twoje nadrzędne wartości? Może jesteś zaskoczony tym pytaniem? Widzisz, kwestie wartości – niezależnie, czy o nich wiesz lub nie – mają dla Ciebie zasadnicze znaczenie. Dają Ci poczucie sensu życia. Decydują o tym, kim jesteś lub – co ważniejsze – kim możesz się stać!
Jeśli ich nie poznasz, prawdopodobnie przegrasz swoje życie, bo braknie Ci motywacji, pasji lub wytrwałości w działaniach. Ponadto odczuwasz wielki wewnętrzny dyskomfort, gdy zdajesz sobie coraz bardziej sprawę, że kierunek Twojego życia jest niezgodny z tym, co dla Ciebie jest tak istotne lub – co gorsza – inne niż nauczał Jan Paweł II.
Określ zatem, co dla Ciebie liczy się najbardziej. Odpowiedz, czemu przypisujesz największe znaczenie. Ustal, co stawiasz najwyżej w swoim życiu? Sprawdź, na ile Twoje wybory etyczne są zbieżne z tym, czego nauczał nas Papież.
Dlaczego pytanie o nadrzędne wartości jest takie ważne? Bo życie w zgodzie z nimi daje Ci siłę i spokój wewnętrzny. Określa Twoje poczucie satysfakcji z życia. A bycie szczęśliwym, wartościowym i szanowanym człowiekiem to najwspanialsza z nagród. I właśnie zdobycia takiej nagrody Ci życzę.
Swoją homilię na Pl. Zwycięstwa Papież zakończył słowami: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Uważam, że tak samo może być z Twoim życiem. Też możesz je znacząco poprawić lub – używając słów Papieża – odnowić, gdy z powrotem sięgniesz do swoich nadrzędnych wartości zgodnych z Jego nauką.
Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl
Zastanawiałeś się , co to może być w Twoim przypadku: relacje rodzinne, praca zaspokajająca ambicje, wyjątkowy biznes, służba innym, żarliwa wiara, miłość, ekologia, kasa, uczciwość, przyjaźń, honor bądź coś jeszcze innego? *****to nie wyświetla się na blogu – pojawia się, gdy kopiuję i wklejam zaznaczony fragment ***
Dodaj komentarz
W co Ty wierzysz?
Drogi Czytelniku,
minął okres Wielkiego Postu i przyszedł czas na Wielki Tydzień. Dla ludzi wierzących w Boga to święty Czas Odnowy. Bóg odnawia Przymierze z człowiekiem przez Zmartwychwstałego Chrystusa. Urodziła się Nadzieja, gdy zmarła Ofiara, bo Chrystus do końca wypełnił wolę Ojca wierząc Mu bezgranicznie. Na szczęście od nas Bóg nie wymaga aż takich poświęceń. Twierdzę, że w naszych czasach przejawem Twojej wiary może być też głębokie przekonanie, że spełni się coś, do czego wytrwale dążysz.
No właśnie, czy już masz wytyczone cele swojego życia? Czy straciłeś czas – jakby niektórzy powiedzieli – i określiłeś, jakie zadania masz do wykonania w nadchodzących tygodniach, miesiącach bądź nawet latach? Zakładam, że TAK i mniemam, że im masz większy projekt, tym potrzebujesz dłuższą perspektywę czasową – że tak powiem – na jego wykonanie. To zrozumiałe!
Czy jednak zdajesz sobie sprawę, że właśnie wtedy rodzi się nowe niebezpieczeństwo? Co to jest? Otóż w obliczu nieuniknionych trudności rośnie rzesza tych, co byli pewni, że Ci nie wyjdzie i coraz śmielej szepczą, że mieli rację. Często robią to tak namolnie, że sam zaczynasz wątpić, czy piękne plany uda Ci się zrealizować. Dzieje się tak, bo powtarzające się niepowodzenia podkopują Twoją motywację i kuszą, aby poddać się i zrezygnować ze swoich zamierzeń. Wtedy Twoja klęska jest bliska!
Co Ci wtedy pozostaje, gdy zostałeś spisany przez innych na straty? Co masz robić, gdy inni przestali wierzyć w Ciebie? Jak się masz zachować, gdy przyszło zmagać Ci się samotnie z kolejnymi przegranymi i czujesz się wdeptywany w błoto?
Jedyną Twoją szansą jest twórczo przeczekać i zachować własną niezmienną wiarę, że zły czas minie. To jest właśnie jedna z naczelnych tajemnic sukcesu: zasada wiary. Chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że sprawy idą w złym kierunku, Ty wierzysz, że podejmowane przez Ciebie działania zakończą się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. To najczęściej jest bardzo trudne dla Ciebie wyzwanie, bo musisz zachować postawę zwycięzcy, gdy prawie wszyscy Cię postrzegają jako przegranego.
W tym wypadku słówko prawie ma niezwykle ważny wymiar i stanowi istotną różnicę. Dlaczego? Bo dopóki Ty wierzysz w siebie i sens Twoich działań, zawsze znajdą się ludzie, którzy Ci pomogą. Nieważne, czy jesteś trenerem, szefem projektu, rodzicem, prezesem bądź inną osobą walczącą z wyzwaniami i wszystko idzie Ci jak po grudzie. Ważne, że Ty wciąż wierzysz w sukces swój, swojego zespołu lub poszczególnych ludzi, którzy może nawet wątpią i tym bardziej potrzebują Twojej determinacji.
W końcu zaplanowany wielki sukces osiągniesz, bo znajdziesz nowe, lepsze rozwiązania postawionych zadań, a także nowych pomocników lub współpracowników, bo silna wiara jest zaraźliwa. I jest to możliwe nawet w Polsce! W kraju o najniższym zaufaniu do drugiego człowieka w skali Europy i prawdopodobnie świata. Spadliśmy w badaniach do 9,5% (źródło: European Social Survay). To oznacza, że nawet jednemu z dziesięciu nie ufamy i ten stan się pogarsza, co jest koszmarem z punktu widzenia relacji międzyludzkich i prowadzenia biznesu.
A zatem, w co Ty wierzysz? W swoją wygraną, czy przegraną? Jeśli w to pierwsze, to pomogę Tobie, a Ty pomóż mi. Razem wygramy na pewno!
Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.jekos.pl
Dodaj komentarz
Miesiąc: luty 2011
Marcin
Drogi Czytelniku,
w ostatni czwartek pożegnaliśmy na warszawskich Powązkach naszego kolegę Marcina Buczkowskiego. To strasznie przykre, gdy w wieku zaledwie 34 lat umiera tak wartościowy człowiek jak On. Nie miał szans, bo zaatakowała go bezlitosna choroba. Po jej wykryciu lekarze dawali Mu co najwyżej kilkanaście tygodni życia. Jednak Marcin niezłomnie z nią walczył i przeżył jeszcze kilkanaście miesięcy do końca pozostając troskliwym ojcem swoich 2 córeczek, wspaniałym mężem Joanny i nietuzinkowym prezesem giełdowej spółki – że o koleżeństwie dla znajomych nie wspomnę.
Poznaliśmy się prawie 10 lat temu, gdy pracowałem w Nafcie Polskiej SA. On tam już był parę miesięcy wcześniej. Potem został członkiem Zarządu Zakładów Azotowych „Puławy” (i nawet przez kilka miesięcy im prezesował), aby wprowadzić tę spółkę na giełdę. Od 2006 r. poświęcił się całkowicie swojemu nowemu „dziecku biznesowemu”, tj. spółce CP Energia – nowemu „graczowi” na rynku gazu ziemnego, w której był do końca Prezesem Zarządu.
Pod koniec lata 2009 r. przyszedł mail w sprawie krwi na operację Marcina. Zdarza się, bo przecież w takich sytuacjach szpitale chcą krwi na wymianę. Trudno było uznać tę informację za dramatyczną. Dopiero później, gdy w marcu 2010 r. byłem zaproszony na Mszę z modlitwą o uzdrowienie Marcina, zrozumiałem, jak jest źle. Wtedy mi też powiedział, co za paskudztwo go zaatakowało, a guz okazał się nieoperacyjny.
Rozmawiałem z Nim ostatnio na przełomie roku. Podsuwałem kolejne pomysły, jak może wzmocnić organizm. Był po niedawnym wyjeździe na narty z rodziną i przyjaciółmi. Tryskał optymizmem , że radzi sobie coraz lepiej z chorobą. Niestety, miesiąc później już nie żył. Ale ten jego hart ducha na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
To pierwszy przypadek w moim życiu, gdy uczestniczyłem w czyimś ślubie, a teraz pogrzebie. I te zdarzenia dzieli zaledwie kilka lat. Zwyczajnie, po ludzku trudno zrozumieć śmierć Marcina. Jakiż subtelny musi być zamysł Boga, aby wydać nagle wyrok śmierci na Syna, Męża, Tatę, Przyjaciela czy Szefa! Przecież z zaciśniętego gardła wyrywa się pytanie: Boże, dlaczego właśnie jego nam zabierasz?
Owszem, wierzymy, że nasza ziemska wędrówka to tylko fragment życia. I słyszeliśmy nieraz od księdza bądź czytaliśmy w Piśmie, że Pan Bóg zabiera nas z tego świata w najkorzystniejszym dla nas momencie. Ale jakie to pocieszenie, gdy bezpośrednio dotyka nas taka sytuacja? Ile pokory trzeba w sobie mieć, żeby pogodzić się z decyzją Boga odnośnie śmierci najbliższej osoby, gdy jesteś matką, żoną jak Joanna czy małą córeczką, która nigdy już nie ujrzy swojego Tatusia.
Gdy wracałem z cmentarza, rozmawiałem w czasie drogi z muzykiem, który grał na trąbce podczas uroczystości żałobnych i wkładania trumny do grobu. Powiedział mi: –„Wie pan, od lat nie widziałem tylu ludzi na pogrzebie. I to w taki mróz. To musiał być niezwykły człowiek!„. Tak, to prawda.
Czy zatem może dziwić smutek, który ogarnął nas wszystkich, znających Marcina? Czy może dziwić wspaniała mowa pożegnalna wygłoszona łamiącym się ze wzruszenia głosem przez Jarka Patyka nad grobem Przyjaciela? Czy może dziwić tęsknota za jego uśmiechem, który Mu towarzyszył w każdej sytuacji?
Właśnie, ten uśmiech! Skoro już nie ma wśród nas Marcina, chociaż zachowajmy na zawsze w pamięci Jego uśmiech. Uśmiech dodający otuchy najbliższym i przyjaciołom. Wszak kiedyś spotkamy się!
PS. A co będzie w Twoim przypadku? Jak zostaniesz zapamiętany przez swoje otoczenie? Co odciśniesz na życiu innych? Czy też okażesz się wartościowym człowiekiem, za którym ludzie płaczą po stracie jak za Marcinem? Czy Twój styl życia dla innych będzie przykładem?
—
Pozdrawiam pozostając w smutku i zadumie,
Jerzy
—
Pozdrawiam pozostając w smutku i zadumie,
Jerzy
Komentarze: Jedna odpowiedź do “Marcin”
Dziękuję.
Dodaj komentarz
Miesiąc: styczeń 2011
Siedem sekund
Drogi Czytelniku,
niedawno uczestniczyłem w autorskim seminarium Alicji Moszyńskiej „Różne oblicza komunikacji w biznesie”. Szkoda że Ciebie na nim nie było, bo miałbyś okazję wykonać niezwykle trudne ćwiczenie. Twoim zadaniem byłoby przekonać uczestników o Twojej wyjątkowej atrakcyjności lub kreatywności w ciągu zaledwie 7 sekund. Nieważne, czy byś to zrobił za pomocą obrazów, słów czy gestów. Ważne, żeby zajęło Ci to tylko siedem sekund!
Czemu ten krótki czas jest tak istotnym czynnikiem? Bo właśnie wtedy decydują się losy, jak zostaniesz odebrany przez drugą osobę. Te kluczowe siedem sekund jest Twoją przepustką lub Twoją przegraną. Możesz wtedy prawie wszystko zyskać lub stracić!
Pytasz, dlaczego tak się dzieje? Bo w tak krótkim czasie dajesz swojemu odbiorcy wystarczająco dużo wskazówek, jak ma Cię traktować. Niejednokrotnie wspominałem, że ludzki mózg jest wspaniałym procesorem i w oka mgnieniu – na poziomie podświadomości – oceni, czy druga osoba jest szczera w swoich intencjach i zadowolona z tego co robi. Jednym słowem, czy można jej ufać, czy też lepiej czegoś się obawiać, a wtedy zadziałają mechanizmy obronne i kontakt zostanie na wszelki wypadek odrzucony!
Twój mózg też instynktownie dostarczy Ci informacji o drugiej osobie poprzez jej tembr głosu, intonację, gesty/mowę ciała, mimikę twarzy a nawet emanowaną przez cały organizm energię. Ten odbiór musi być spójnym pakietem. Jeśli tak nie jest, od razu „zapala Ci się światełko”, że coś mi tu nie gra: ten człowiek coś przede mną ukrywa.
Jest jeszcze jedna sprawa, na którą chcę Cię uczulić. Otóż żyjemy w czasach, gdzie ludzie uzyskują informacje głównie za pomocą obrazu: telewizja, bilbordy, komputery itp. A zatem zwróć szczególną uwagę na swój przekaz wizualny. Mam tu na myśli nie tylko Twój ubiór i wygląd, co jest bardzo ważne, lecz także szczególnie Twoją twarz.
Jeśli brakuje jej Twojego naturalnego uśmiechu wynikającego z Twojej postawy i stanu ducha, wszystkie inne zabiegi mogą okazać się bezprzedmiotowe. Twarz wyraża Twoje autentyczne uczucia, a drugi człowiek też jest przecież istotą emocjonalną. Pamiętaj o tym bez przerwy!
Cóż Ci mogę doradzić? Po prostu, przygotuj sobie siedmiosekundową prezentację. Jej formuła zależy wyłącznie od Twojej wyobraźni i zewnętrznych inspiracji. Zobacz, jak zachowują się ludzie, którzy zawodowo się z Tobą spotykają. Z pewnością zauważysz wśród nich mistrzów, od których warto się tej umiejętności nauczyć.
Zapamiętaj, proszę, że im krótszy przekaz, tym więcej musisz poświęcić godzin (sic!) na jego przygotowanie. Siedem sekund to naprawdę mało czasu na komunikat i z tego względu zrób wszystko, co w Twojej mocy, aby on był perfekcyjny! Bo na to właśnie zwracała uwagę Alicja podczas seminarium.
Sprawdź, ile czasu zajmuje Ci wypowiedzenie tylko swojego imienia i nazwiska. A gdzie reszta informacji w ciągu tych 7 sekund? Ale ćwiczenia uczynią z Ciebie mistrza. Zatem do dzieła!
Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Komentarze: Jedna odpowiedź do “Siedem sekund”
Jerzy,
dziekuje za prezentacje tego trudnego cwiczenia.
ps. preznetacje przesle, mam klopoty z komputerem
pozdrawiam
Alicja
Dodaj komentarz
Komentarze: 2 odpowiedzi na “Rodzina priorytetem w karierze”
Poszukiwanie równowagi miedzy pracą zawodową a rodziną jest w obecnych czasach wyzwaniem, ale jest możliwe. Najważniejsza jest świadomość, że się na to decydujemy.
Miałam okazję uczestniczyć w tej dyskusji. To bardzo ważny temat.
Zazwyczaj w naszym zapracowanym życiu nie myślimy o konsekwencjach jakie mogą nas spotkać przy długofalowym zaniedbywaniu naszych rodzin. Najczęściej dopiero, gdy zaczyna się źle dziać, na bieżąco staramy się reagować i naprawiać błędy. Znalezienie równowagi między życiem zawodowym i osobistym, to bardzo ważna sprawa, może uchronić nas przed życiowymi dramatami.