2010 – brudnopis 2 – czerwiec-styczeń

 

Sztaba złota

Drogi Czytelniku,
niecałe dwa tygodnie temu skorzystałem z okazji i zobaczyłem od środka Centralę Narodowego Banku Polskiego podczas Dni Otwartych. Tak naprawdę zależało mi na tym, aby potrzymać w ręku prawdziwą sztabę złota. Chciałem doświadczyć, jak to jest poczuć chociaż przez chwilę urok bogactwa i co ono wywołuje. Mówiąc szczerze dziwię się, że ludzie aż tak bardzo boją się zostać prawdziwie bogatymi.

Od jakiegoś czasu rozsyłam i rozdaję opracowaną przez siebie krótką „Ankietę milionera„. Chcę w ten sposób dowiedzieć się,  jacy ludzie wierzą, że wykorzystując w tym celu swoje talenty osiągną życiowy sukces . Co prawda tytuł ankiety może sugerować, że przeznaczona ona jest tylko dla „milionerów”, ale przecież  w każdej dziedzinie zasady odniesienia sukcesu są podobne, więc nie jest ważne, czy chodzi o pieniądze,  czy  też  inne cele. To od nas zależy, do czego dążymy i jaką wybieramy drogę.  Poza tym ta ankieta może stać się dla kogoś cennym źródłem inspiracji.

Wyobraź sobie, że wg moich obserwacji i doświadczeń ludzie tak bardzo boją się bogactwa, że nawet strachem napawa ich samo wypełnienie ankiety. Ba, nawet musiałem zmienić jedno z pytań, bo nawet ci, co zdecydowali się wypełnić ankietę, na pytanie „Czy wierzysz, że zostaniesz milionerem?” w miażdżącej większości odpowiadali NIE! Cóż, gdy nie masz wiary w powodzenie tego, co robisz, sukces nie nadejdzie.

Moim zdaniem takie negatywne podejście do bogactwa wynika ze złego rozumienia tematu. Przecież jeśli to będą cenne kruszce, waluty, monety itp., one same w sobie nie są dobre ani złe. To dopiero od Ciebie zależy, co z nimi uczynisz, do jakich celów wykorzystasz i czy im się oprzesz. To nie  bogactwo jest groźne, ale przywiązanie do niego!

Przecież kwadrant przepływu pieniędzy R. Kiyosakiego wyraźnie pokazuje, że celem naszych działań powinny być dochody pasywne, a więc ze zgromadzonego majątku, a nie wyłącznie z pracy. Uważasz, że gdy zamieniasz swój cenny czas na pieniądze, to jest CACY, a gdy pieniądze pracują dla Ciebie, to jest BE? Jeśli dobrowolnie uciekasz od bogactwa, to znaczy, że takie masz właśnie zdanie w tej! Nic bardziej błędnego. Nic w tym złego. To jest Twój wybór sposobu myślenia.

A przecież do tego zagadnienia można podejść zupełnie inaczej. Właśnie w najbliższy weekend odbywa się seminarium, na którym przedstawią swój punkt widzenia ludzie, którzy o bogactwie wiedzą od przeciętnego obywatela ogromnie dużo. Zachęcam Cię do posłuchania milionerów takich właśnie jak K. Habich i T. Witkowicz. Ich drogi do zdobycia majątku były diametralnie różne, ale wyznaczone przez siebie cele osiągnęli.

Co Tobie stoi na przeszkodzie w realizacji własnego sukcesu, w tym finansowego? Wolisz iść na łatwiznę i być wciąż biedny?

Wracając do NBP, powiem Ci, że taka sztaba złota waży równo 400 uncji, czyli ok. 12 kg. Przy obecnych cenach złota jej wartość  wynosi  jakieś 1,7 mln PLN (słownie: jeden milion siedemset tysięcy złotych polskich).

Miałem ją w ręce. Ta bryła złota nie wywołała we mnie żadnych emocji. Być może przede wszystkim dlatego, że nie należała do mnie, a ja nigdy nikomu niczego nie zazdroszczę. Niemniej mogłem obserwować, że gdy ludzie podchodzili do niej, zaczynali mieć przyspieszony oddech, coraz bardziej czerwone policzki, a oczy robiły im się wielkie jak berety i świeciły jak u kota. Może to było z wysiłku, bo jednak sztaba złota trochę waży.

Strasznie jestem ciekaw, jak Ty byś się zachował w podobnej sytuacji. Wierzę, że tak jak ja nie ulegasz żądzy tego „świecidełka”. Ale wiesz co? Sprawdź to na własnej skórze. Potrzymaj taką sztabę złota chociaż przez chwilę w swoim ręku!

Pozdrawiam życząc sukcesów,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz


 

Efekt decyzji

Drogi Czytelniku,
rozszalała się nowa burza po opublikowaniu nagrań z czarnych skrzynek samolotu TU-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem 10.04.2010 r. Cóż, nieprzekonani i tak będą wierzyć w spisek Rosjan! Z pewnością zaś wielu ludzi podejdzie racjonalnie do wyjaśnień i uzna, że do tej katastrofy przyczyniła się załoga, a nie brzoza, którą ściął skrzydłem samolot tuż przed katastrofą, zasadzona jakoby przez J. Stalina i Ł. Berię w 1940 r., o czym świadczy zdjęcie krążące po Internecie.

Wspominam sprawę TU-154M, bo niedawno o ciekawym przypadku lotniczym przeczytałem u mojego ulubionego autora Johna C. Maxwella w książce „Przywództwo – złote zasady”. Kiedyś wracał on ze swoim zespołem prywatnym odrzutowcem, na którego pokładzie świętowano sukces po udanej promocji jednej z jego książek. I nagle, w ułamku sekundy wszystko się zmieniło!

Silny podmuch wiatru zachwiał małym samolotem, gdy siadał do lądowania, co spowodowało, że koła nierówno uderzyły o pas i samolot stracił stateczność. Pilot natychmiast zwiększył maksymalnie ciąg silników i poderwał maszynę w powietrze. Samolot wykonał krąg nad lotniskiem i po chwili z gracją wylądował na płycie lotniska. Wszystkim napięcie opadło. Pasażerowie zaczęli cieszyć się, bić brawo i dziękować pilotowi.

Wychodząc z samolotu John. C. Maxwell zapytał kapitana:
– Zareagował Pan natychmiast na niebezpieczeństwo. Kiedy Pan zdecydował, by wznieść samolot ponownie w powietrze?

Odpowiedź pilota zdziwiła go niepomiernie:
– Piętnaście lat temu!

Następnie nasz bohater wyjaśnił, że już jako dopiero co szkolący się pilot postanowił, że przećwiczy wszystkie możliwe sytuacje awaryjne, które mogą wystąpić w czasie lotów i w ten sposób przygotuje się mentalnie na błyskawiczne rozwiązywanie problemów, gdyby pojawiły się w powietrzu. Tak więc pilot dokonał życiowego wyboru zdecydowanie wcześniej i gdy zaszła potrzeba, mógł skorzystać z wyćwiczonych umiejętności. Dzięki temu lądowanie małego odrzutowca zakończyło się w krytycznym momencie pełnym sukcesem. Cóż za wspaniały efekt decyzji! Jak wspomniałem uprzednio, podjętej 15 lat wcześniej!

Z pewnością nieraz spotykasz się z sytuacją, gdy ktoś narzeka na swoje obecne warunki życia, bo ma kiepską pracę , pogmatwane relacje rodzinne czy też inny brak sukcesów. Oczywiście można mu współczuć, że życie tak się z nim okrutnie obchodzi. A może jego przypadek powinien być właśnie przestrogą dla Ciebie? Może akurat to, co masz dzisiaj jest rezultatem zaniechanych działań wiele lat wcześniej? Taki jest efekt braku wcześniejszych decyzji. Cóż, niepodejmowanie w odpowiednim czasie odpowiednich decyzji też jest decyzją – tyle że z pewnością błędną.

Jak widziałeś na przykładzie pilota, samo podjęcie decyzji to za mało. Trzeba jeszcze ją wytrwale realizować, jak to on czynił. Wtedy nie dasz się zaskoczyć, gdy coś niespotykanego trafi Ci się w życiu.

Jaką decyzję Ty podjąłeś o pokierowaniu swoim życiem? Czy w ogóle już to zrobiłeś? Co chcesz osiągnąć? Do czego zmierzasz? Jak zdefiniowałeś swój sukces?

Być może brakuje Ci w tej chwili rezultatów, których oczekiwałeś, że przyjdą łatwo i szybko. Jeśli jednak uzbroisz się w cierpliwość i konsekwentnie będziesz realizował wytyczone cele, to tylko kwestia czasu, abyś zobaczył efekty swoich decyzji. Wytrwałość w dążeniu do realizacji własnych marzeń da Ci w końcu oczekiwane wyniki. Od Ciebie zależy, czy nie zrezygnujesz za wcześnie!

W chwili, gdy piszę te słowa, mija właśnie 21 lat od pamiętnych wyborów 4 czerwca 1989 r. To wtedy na nowo pojawiły się w Polsce sprzyjające warunki do działania i osiągania efektów, na które masz wpływ, bo to Ty decydujesz, jak kierujesz swoim życiem. Z przykrością obserwuję, ilu z nas nie wykorzystuje danych nam od tego czasu możliwości.

A  jak jest u Ciebie? Czy boisz się zmian i wolisz wciąż siedzieć w swojej strefie komfortu? Czy masz coś przeciwko,  abyś jednak pokierował swoim życiem, a nie był tylko pasażerem swojego losu? Przecież i tak kiedyś doświadczysz efektu decyzji, którą dzisiaj podjąłeś. Oby to była mądra i przemyślana decyzja!

PS 1. Parę tygodni temu podjąłem złą decyzję i w rezultacie jestem do niedzieli poza Warszawą, przez co nie będę na jutrzejszym, sobotnim spotkaniu z Wandą Loskot. Przez 3 ostatnie lata, jeśli tylko Wanda przyjeżdżała do Polski, uczestniczyłem w spotkaniach z nią – zarówno oficjalnych jak i nieoficjalnych. Może Tobie uda się jeszcze z nią zobaczyć?

PS 2. Możesz sobie zrobić test StrengthsFinder, aby odkryć 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu do testu Instytutu Gallupa wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.

Pozdrawiam życząc sukcesów,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz


 

Pamięć mięśniowa

Drogi Czytelniku,
za tytuł dzisiejszego wpisu posłużyło mi zupełnie nowe dla mnie określenie „pamięć mięśniowa”, o którym opowiedział mi poznany niedawno były policjant Dariusz Loranty z Centrum Studiów Podyplomowych w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej. Od niego dowiedziałem się, że np. członkowie elitarnych jednostek specjalnych wcale nie muszą celować w przeciwnika. Są tak wyszkoleni, że nie patrząc na cel z pewnością w niego trafią.

Nam, zwykłym zjadaczom chleba, może się to wydawać wyjątkowo trudne, ale dobrej klasy komandos z zawiązanymi oczami praktycznie zawsze trafi w tarczę. Jak to się dzieje? Ano właśnie dzięki pamięci mięśniowej. Zakodowana w mózgu postawa ciała, czyli system napięcia mięśni w organizmie, pozwoli mu podświadomie, „na czuja” złożyć się bezbłędnie do strzału.

W kwestii formalnej, takie umiejętności nie dotyczą tylko wyszkolonych żołnierzy czy policjantów. Tak samo jest, gdy w cyrku magik rzuca nożami tuż obok ciała swojej asystentki. Najczęściej robi to na publiczności duże wrażenie, zwłaszcza gdy mistrz ma zawiązane oczy, a tarcza z asystentką się obraca. Jednak i w tej sytuacji jest to tylko kwestia wprawy i wynik długotrwałego treningu.

Jak dowiedziałem się od pana Dariusza, prawdziwy problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba strzelać bądź rzucać nożem czy innym ostrym narzędziem będąc w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego. Tak naprawdę na tym polega trening komandosów, aby właśnie również wtedy potrafili bezbłędnie trafić do celu!

Nie osiągniesz takiego rezultatu inaczej niż przez mordercze ćwiczenia. Tylko dzięki nim w krytycznym momencie użyjesz właściwej siły, przyjmiesz odpowiednią pozycję ciała, zrobisz unik, szybciej i celniej strzelisz czy wyprowadzisz cios. Zrobisz to w ten sposób, bo już nie będziesz analizował całej sekwencji zdarzeń. Dzięki pamięci mięśniowej od razu osiągniesz zamierzony cel, bo to stanie się Twoim wyuczonym nawykiem – nowym odruchem. Będziesz szybszy od swojej świadomej myśli i i najczęściej działań przeciwnika.

Rozpisałem się tak obszernie na temat pamięci mięśniowej, gdyż widzę daleko idące analogie między treningiem komandosa a sposobem, w jakim powinniśmy podchodzić do życia. Zastanawiałeś się nad tym, że też należy stale doskonalić swoje umiejętności, aby z wielką wprawą, wręcz wdziękiem pokonać czyhające na Ciebie życiowe „niespodzianki”?

No właśnie, jak Ty jesteś przygotowany do stawienia czoła tym wszystkim przeciwnościom, które spotykasz na swojej drodze sukcesu? Zakładam bowiem, że już określiłeś, co dla Ciebie jest sukcesem! Czy już jesteś tak wytrenowany, że byle jakie przeszkody nie odwiodą Cię od działań, które chcąc nie chcąc musisz wykonywać? Czy z „zawiązanymi oczami” wciąż widzisz swój cel, do którego zmierzasz?

Zastanówmy się jeszcze przez chwilę, jak możesz ćwiczyć. Uważam, że w pierwszej kolejności nie możesz uciekać od tych spraw, które budzą w Tobie lęk lub strach. To może być niechęć do wystąpień publicznych, telefonowania do nieznajomych osób, wyartykułowania swojego zdana w danej kwestii, odezwanie się do drugiej osoby i setki innych sytuacji, z którymi w każdej możesz mieć do czynienia.

Jeśli nie stawisz im teraz czoła, będziesz stopniowo wyrzekał się swoich wartości, miał coraz większe pretensje do innych a nie siebie, aż w końcu każda podobna sytuacja stanie się dla Ciebie fobią. W rezultacie zamiast w pełni wykorzystać swój potencjał i posiadane umiejętności, z premedytacją doprowadzisz do swojej klęski.

Niekoniecznie osiągniesz pełne mistrzostwo w danej dziedzinie, jeśli nie masz do tego predyspozycji. Jednakże wszystkie badania pokazują, że sam talent to za mało. Jeśli mimo talentu robisz coś niezbyt wytrwale i byle jak, nigdy nie osiągniesz nawet takich rezultatów, które są udziałem cierpliwie trenującego „beztalencia”. Tak jest wśród artystów, w sporcie, w pracy – jednym słowem w życiu. Zatem dąż do tego, aby w danej dziedzinie stawać się coraz lepszy. To przecież jest gra o Twoje satysfakcjonujące życie. Wtedy poczujesz się spełniony.

Zapewniam Cię, że każda, nawet najgorsza sytuacja w pracy, rodzinie, biznesie ma swoje pozytywne rozwiązanie. Tylko od Ciebie zależy, jak się do niej ustosunkujesz. Najczęściej nie masz wpływu na to, co Cię doraźnie spotyka. Ale z pewnością masz wpływ na to, jakie podejmujesz działania, aby korzystnie dla siebie zmienić zaistniały stan rzeczy. No cóż, im jesteś lepiej „wytrenowany” w pokonywaniu podobnych trudności, tym łatwiej wygrasz kolejny raz. „Pamięć mięśniowa” Twojego umysłu kolejny raz zatriumfuje!

I potem, trawestując myśl XIX-wiecznej amerykańskiej dziennikarki Margaret Fuller, możesz powiedzieć: „Wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe.

Pozdrawiam życząc wytrwałości,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Komentarze: 2 odpowiedzi na “Pamięć mięśniowa”

Zgadza się. Od lat trenuję walkę mieczem i stwierdziłem że nawet ludzie którzy zaprzestali treningów i wracają do nich po latach, bardzo szybko odzyskują dawne umiejętności. Do tego jeszcze muszą podreperować kondycję, ale to już inna bajka. „Technicznie” bardzo szybko są sprawni.

wyrabianie pamięci mięśniowej jest niezwykle trudne i skierowane dla lubiących medytacje i ruch jednocześnie lub lubiących nie myśleć gdy coś robią; dla pozostałych raczej nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


 

Panowanie nad emocjami

Drogi Czytelniku,
ostatnie dni po katastrofie rządowego samolotu TU-154M przyniosły nam mnóstwo emocji. Nie wyobrażam sobie , aby ktoś mógł obojętnie przejść obok tego, co zdarzyło się w Smoleńsku. Uczestniczyłem w kilku Mszach za ofiary wypadku i widzę wciąż twarze ludzi zbolałych od smutku. I to ludzi, którzy tak jak ja byli obcy dla osób, które tam straciły życie. A jeśli ktoś był z rodziny ofiar, to aż trudno sobie wyobrazić, co musiał przeżywać.

Zastanawiałem się wtedy, co można zrobić w takiej sytuacji. Jak zapanować nad emocjami, które są naszym udziałem. Na szczęście w zdecydowanej większości przypadków emocje wywołane katastrofą były pozytywne. Ale przecież nie zapominajmy, że każdy z nas może się też znaleźć w szponach emocji negatywnych. Jak sobie możesz wtedy z tym poradzić?

Z kłopotu myślowego wybawił mnie Łukasz Przekaza, z którym znam się od ładnych kilkunastu miesięcy. Wspieramy się wzajemnie na naszych drogach do sukcesu. Mogę z pełnym przekonaniem rzec, że im dłużej się znamy, tym te drogi coraz bardziej się nam zbliżają. Cóż, staramy się działać na emocjach pozytywnych, a zatem skoro podobnie myślimy, to zacieśniamy kontakty.

Osobiście zdecydowanie nastawiam się na pozytywne aspekty naszego życia. Szukam ludzi pozytywnie myślących, unikam sytuacji, gdzie górę mogą brać emocje negatywne. Ale zdaje sobie sprawę, że Ty możesz mieć z tym problem, jeśli krócej ode mnie żyjesz w świecie pozytywnym. Praca na etacie, własny biznes czy nauka szkolna bądź akademicka dostarcza nam wielu niekomfortowych sytuacji. I co wtedy robić?

Z pewnością jednym z rozwiązań jest właśnie propozycja od Łukasza Przekazy. Podesłał mi on link na warsztat pt. Technika Uwalniania swojego kolegi Adam Krasowskiego. Jak zapewne wiesz, własne działania podejmujemy najczęściej pod wpływem emocji.  Wszystko jest OK, gdy masz pozytywny stan świadomości. Wtedy odczuwasz radość, miłość, spokój i akceptujesz świat, jaki Cię otacza. A co, gdy targają Tobą uczucia negatywne?

Czy wiesz co robić, gdy jesteś na coś lub kogoś zły, boisz się nie wiadomo czego, masz poczucie winy albo zamartwiasz się sprawami dnia codziennego? Jeśli nie masz na to własnych rozwiązań, to rozważ, czy nie warto zapisać się na to szkolenie. Może akurat będzie dla Ciebie niezwykle owocne?

Jak wspominałem powyżej, warsztat Adama jest bardzo polecany po koleżeńsku przez Łukasza Przekazę. Jeśli więc przy rejestracji wpiszesz w polu UWAGI słowo mindskills, otrzymasz 15% rabatu. Uważam, że warto skorzystać z tego dodatkowego bonusu, niezależnie od tego, że po szkoleniu będziesz wiedział, w jaki sposób uwolnić się od swoich negatywnych emocji. Powodzenia!

PS. U Wandy Loskot w najbliższy piątek 23 kwietnia 2010 r. znowu zaczyna się świetny kurs internetowy Zarabiaj Na Wiedzy. Zapisz się w odpowiednim czasie, bo zawsze wtedy masz okazję wygrać gratisowy dostęp na to szkolenie o wartości 297 USD, czyli prawie 900 PLN.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz

——————-

Zacznij działać dla siebie

Drogi Czytelniku,
wiesz co, zdumiewa mnie to, że tak wiele wspaniałych osób z niezwykłym oddaniem realizuje marzenia innych ludzi, a zupełnie zapomina o własnych. Potrafią oni poświęcić dla kogoś swoje najlepsze lata życia i potem, gdy już są niepotrzebni, bo przychodzi nowe pokolenie adeptów żądnych pracy, nie usłyszą nawet na pożegnanie słów: „Dziękujemy Ci za te lata oddane firmie”. Oczywiście na szczęście nie zawsze tak jest, ale przykładów można by mnożyć.

Źle by się stało, gdybyś w związku z tym myślał, że kogoś za to ganię. Chodzi o refleksję, co można z tym stanem rzeczy zrobić. Przecież w jakiejś mierze również ja byłem takim pracownikiem, który często przedkładał interesy firm, w których pracowałem, nad własne czy też mojej rodziny. To stąd się brały zmiany terminów wyjazdu na urlop lub jego odwołanie, zarwane weekendy bądź wieczory i noce, parędziesiąt dni w roku w delegacjach itp. moje zachowania. Ale wtedy wydawało mi się to normalne i byłem dumny, że jestem dobrym pracownikiem.

Na szczęście moi zwierzchnicy chcieli mi dokopać i zwolnili mnie 3 lata z okładem temu z pracy po 30 latach wykonywania zawodu inżyniera chemika. Wyszło zupełnie inaczej niż zamierzali. Zamiast w ich mniemaniu kary dostałem w rzeczywistości nagrodę, którą była szansa na rozpoczęcie nowego życia, w tym wypadku biznesowego.

A jak to wygląda u Ciebie? Czy robiłeś czynności, które nikomu nie były potrzebne? Czy ślęczałeś nad projektami, o których wiedziałeś, że nigdy nie będą zrealizowane? Czy też miałeś pomysły, które szły do szuflady i nigdy już nie ujrzały światła dziennego?

Może trzeba było zadziałać inaczej?

Mój młodszy kolega z wydziału po zrobieniu doktoratu zaczął pracować w prywatnej firmie, gdzie mógł wykorzystać swoją wiedzę. W ciągu paru miesięcy małą „firmę garażową” rozwinął do fabryczki zatrudniającej kilkanaście osób. Dalszy proces uniemożliwiła niechęć jego szefa do proponowanych dróg rozwoju i bieżącego zarządzania firmą. W rezultacie ów twórca sukcesu tego przedsiębiorstwa odszedł i prowadzi teraz działalność gospodarczą na własny rachunek, m.in. wykorzystując Internet: www.biotern.pl, zaś w jego starej firmie został już tylko jej szef.

Opiszę Ci jeszcze inny przypadek. Niedawno usłyszałem w TVP o Natalii Kowalskiej. Ta młoda dziewczyna potrafiła w zeszłym roku legalnie zorganizować z budżetem 4000 PLN (słownie: cztery tysiące złotych – sic!) wielki Festyn Lotniczy u siebie we wsi Czarże pod Bydgoszczą. Jednak zamiast „orderów” i dyplomów uznania dostała po uszach, bo trafiła na zawiść i instytucjonalną głupotę. W rezultacie jest teraz wzywana na policję i ciągana po sądach. Cóż za paranoja!

Jednocześnie jednak ma wyrazy poparcia wielu ludzi i instytucji, zwłaszcza lotniczych. Dzięki nim zmieniła zdanie i jednak zorganizuje następny festyn w Czarżach 31.07.2010. Z pewnością na nim będę.

Nawiązaliśmy bowiem ze sobą kontakt i okazało się, że jej marzeniem jest mieć własny śmigłowiec Robinson R44. Ba, ona już nawet nim latała. W tym względzie Natalia wyprzedza mnie o kilka miesięcy działań i przemyśleń, bo ja mam podobne marzenie, ale chciałem wybrać model śmigłowca dopiero jesienią tego roku. W zaistniałej sytuacji niewątpliwie będzie to też produkt Robinsona.

Historia amerykańskiej firmy lotniczej Robinson Helicopter Company (RHC) z Kalifornii bardzo dobrze wpisuje się w treść dzisiejszych rozważań. Jej założyciel Frank Robinson długie lata pracował dla Bella i Hughesa. Miał wizję stworzenia lekkiego, taniego śmigłowca dwumiejscowego. Jednakże jego szefowie nie chcieli o tym słyszeć, gdyż zainteresowani byli wyłącznie dostawami śmigłowców dla policji i wojska, a nie dla odbiorców cywilnych.

Ale na szczęście Frank był uparty i w celu realizacji swoich marzeń zdecydował się w latach 70-tych ub. wieku otworzyć własną firmę  i produkować opracowany przez siebie model śmigłowca Robinson R22. Obecnie RHC jest wiodącą firmą w tej branży, produkuje prawie tysiąc śmigłowców rocznie, w tym właśnie większy model R44, o którym marzy Natalia. Przygotowuje się też do seryjnej produkcji modelu z napędem turbinowym R66.

Niekoniecznie trzeba od razu tworzyć fabrykę lotniczą jak to zrobił Frank Robinson. Bardziej chodzi o pokazanie Ci sposobu myślenia wielkimi kategoriami ludzi dążących do swoich celów, a nie tylko wykonujących posłusznie cudze zamierzenia. Zachęcam Cię, zacznij działać dla siebie zanim będzie za późno i braknie Ci czasu, determinacji czy sił. Jeśli tego nie zrobisz teraz, możesz w końcu przegrać swoje życie, bo sprzyjające warunki miną i nie osiągniesz oczekiwanych efektów.

Rozlicz się sam przed sobą, co Cię powstrzymuje przed podjęciem działań korzystnych dla Ciebie! I nie teoretyzuj, tylko wkrocz na swoją drogę sukcesu. Jeśli Ty jesteś gotowy jako uczeń, nauczyciel z pewnością się znajdzie i poda Ci sprawdzone rozwiązania! Ale to Ty musisz je wcielić w życie, a nie on.

PS. Tradycyjnie zachęcam Cię, abyś zajrzał do Wandy Loskot, bo zawsze na jej łamach jest coś nowego i ciekawego.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz


 

Czas na zmianę

Drogi Czytelniku,
parę dni temu wydarzyło się w naszej rodzinie nieszczęście. Moja Mama usiłowała zapisać się do lekarza specjalisty na wizytę pod koniec lata lub początku jesieni. Niestety, dziki tłum chorych (?), gdy tylko otworzyły się drzwi do przychodni, rzucił się na oślep, tratując moją Mamę, która przewróciła się na śliskiej posadzce. Skończyło się uszkodzeniem kręgosłupa, miednicy i złamaną kością udową.

Wczoraj Mama wróciła do domu ze szpitala. Na szczęście mimo choroby serca udało się przeprowadzić operację i ma teraz wszczepioną endoprotezę biodra. Czeka ją jeszcze wielotygodniowa rehabilitacja, a do pełni zdrowia już raczej nie dojdzie. No i dom, w którym mieszka okazał się słabo przygotowany dla osoby niepełnosprawnej. Cóż, ta sytuacja nas wszystkich zaskoczyła.

Piszę Ci o tym dlatego, abyś przez chwilę zastanowił się, że warto być przygotowanym na zmianę. Ba, najlepiej ją wręcz wykreować! Nie musi to być tak dramatyczne zdarzenie, jak wspomniany powyżej wypadek, ale inna sytuacja jak np. konieczność zakupu samochodu, bo stary się rozleciał, okradzenie przez wspólnika, czy rosnące potrzeby finansowe dzieci.

Stajesz przed faktem, że oto niespodziewanie nadszedł czas na zmianę. Jak jesteś do tej sytuacji przygotowany?

Pytam o to, bo sam kiedyś byłem do nowych warunków nieprzygotowany. Ponad 3 lata temu utraciłem ukochaną pracę inżyniera chemika – moje źródło satysfakcji i jednocześnie jedyne źródło dochodu. Co prawda spodziewałem się, że prędzej czy później to nastąpi, a jednak dałem się zaskoczyć i nie miałem odskoczni, aby płynnie wejść na nową drogę życia.

Niemniej właśnie wtedy podjąłem ostateczną i nieodwołalna decyzję, że już nigdy dla nikogo nie będę pracował na etacie. To postanowienie było tak silne, że stanowiło motyw moich dalszych działań. A wcale na początku przez wiele miesięcy nie było łatwo, bo kiedy nagle nadszedł czas na zmianę, nie wiedziałem, co robić w nowej sytuacji. Nie znałem odpowiednich ludzi, praktycznie nie miałem żadnej wiedzy o prowadzeniu biznesu, a zaplecze finansowe stanowił kilkusettysięczny dług kredytowy. Co tu dużo mówić. Po prostu było niewesoło.

Jednak tak już jest w życiu, że jeśli czegoś bardzo pragniesz i czynisz odpowiednie kroki w realizacji swoich marzeń, to zawsze nadejdzie czas zbierania owoców Twoich wcześniejszych działań. Dzięki temu, że nie pracuję zawodowo, mogłem w dowolnym czasie odwiedzać Mamę w szpitalu, a zdobyte umiejętności interpersonalne pozwoliły dogadywać się z personelem czy pocieszać pacjentów.

Widzisz, ze zmianą jest tak, że kiedy ona następuje, jest już za późno, aby się do niej przygotować. Jeśli nie jesteś przygotowany, miną Cię różne możliwości, które decydują o Twojej przyszłości. Wtedy po latach będziesz mógł co najwyżej powiedzieć: „Ach, gdybym wtedy wiedział, …”.

Teraz już wiesz i tylko od Ciebie zależy, jak tę wiedzę wykorzystasz. Zapamiętaj, proszę, że żyjemy w czasie niezwykle szybkich zmian technologicznych i społecznych, wiele zagadnień staje się innymi niż dotychczas, więc każdy dzień siedzenia w swojej strefie komfortu oddala Cię od sukcesu życiowego, na który z pewnością zasługujesz.

Pytasz, co masz robić? Mogę Ci tylko rekomendować drogę, którą sam podążam. Oczywiście jest wiele metod zmiany swojego życia, ale ja postawiłem na rozwój osobisty. Codziennie w tym kierunku podejmuję wysiłki czytając odpowiednie książki, słuchając nagrań mądrych ludzi, rozmawiając z tymi, którzy już są w miejscu, do którego dążę, kontaktując się z osobami, które są zainteresowane swoim rozwojem osobistym, aby stawać się lepszym człowiekiem.

Najważniejsze, że ta metoda daje oczekiwane przeze mnie rezultaty i nie muszę chodzić do pracy. Oczywiście chcę jeszcze znacznie poprawić skuteczność swoich działań, ale ich kierunek jest jak najbardziej słuszny. Dla mnie czas na zmianę nastąpił na szczęście parę lat temu. Jak jest w Twoim przypadku? Co sądzisz o tym, aby teraz zapoczątkować zmianę w swoim życiu?

PS 1. Zapraszam Cię serdecznie na witryny Wandy Loskot.

PS 2. Na początku swojego procesu zmiany zrobiłem test StrengthsFinder, aby odkryć swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz


 

Warto zdziecinnieć

Drogi Czytelniku,

z pewnością  dziwi Cię dzisiejszy tytuł felietonu. Spieszę więc od razu wyjaśnić, że nie chodzi mi o to, abyś zachowywał się nieodpowiedzialnie jak dziecko lub miał stan umysłu osoby z jakiś przyczyn zdziecinniałej. Zależy mi natomiast, abyś przez chwilę oczami swojej wyobraźni zechciał myśleć po dziecięcemu.

Otóż zauważ, że dziecko jest najczęściej niezwykle ufne i bezpośrednie, dopóki nie zazna upokorzeń ze strony otoczenia, w którym przebywa. Nie traci czasu na zbędne konwenanse, nie opowiada Ci dyrdymałów typu osiągnięcia naukowe, tytuły, znajomości, czy stan posiadania majątku, tylko od razu przechodzi do konkretów.

Dlaczego tak się dzieje? Uważam, że wynika to z faktu, że dziecku obca jest bufonada, nie przeszkadza mu własne EGO i przede wszystkim jest autentycznie zainteresowane Tobą. Ono chce Ciebie poznać i dowiedzieć się o Tobie jak najwięcej. Dla niego najważniejsza jest informacja.

Z pewnością zauważyłeś, że dziecko jest niezwykle cierpliwie dociekliwe. Finezyjnie potrafi Cię przepytać np. tak: „Jak podoba Ci się moja lalka Milka?” (dzieci, które znam, zawsze nadają imiona), „Kiedy przyjdziesz znowu ją zobaczyć?”„Co byś zrobił, żeby ona wygodnie spała?”.

Ha! Jest jeszcze jedno słowo, które dzieci używają z lubością: „Dlaczego?”. Jeśli jesteś słabo odporny psychicznie, może Cię ono wyprowadzić z równowagi.

Założę się, że Ty w podobnej sytuacji zadałbyś pytanie najwyżej takie: „Podoba Ci się moja bryka?”. No i wtedy masz klasyczną odpowiedź zero-jedynkową: TAK lub NIE, chociaż oczywiście oczekujesz odpowiedzi wyłącznie na TAK. Czy już dostrzegasz różnicę w sposobie zadawania pytań przez dzieci i Ciebie?

Znawcy tematu mówią, że zasadnicza różnica polega na tym, że dziecko zadaje pytania otwarte. Często jesteś przez to zmuszony intensywnie pomyśleć, co masz odpowiedzieć. W tym wypadku nie da się mechanicznie warknąć: nie wiem, tak lub nie. Dlatego właśnie pytania dziecka mogą Cię zirytować, bo one wymagają wysiłku intelektualnego. Jak zapewne wiesz, myślenie jest najtrudniejszą umiejętnością, ba – wręcz sztuką. Dlatego tak niewielu wykorzystuje w pełni swój umysł do tego celu. A przecież zawsze myślenie ma kolosalną przyszłość!

Gorąco Cię zachęcam, abyś na swojej drodze do sukcesu czasami zdziecinniał. Tylko wtedy uda Ci się – że tak powiem – otworzyć Twojego rozmówcę. Zamiast zgadywać, daj mu szansę wypowiedzieć się, po co zajmuje się danym tematem, czego potrzebuje, jakie ma przeszkody do pokonania, co go dręczy i niepokoi, na czyje wsparcie liczy itp.

Muszę Ci się przyznać, że przez długi czas przykładałem zbyt małą wagę do umiejętności zadawania pytań. Zagadnienie wzajemnej wymiany myśli za pomocą słów wydawało mi się mało istotne w stosunku do innych pokładów mojej niewiedzy biznesowej. Jednak teraz, gdy już mam setki rozmów za sobą, widzę, że bez osiągnięcia biegłości w tej dziedzinie masz bardzo małą szansę na sukces.

Skoro już wiesz, że stawianie pytań jest tak ważną sprawą, zrób wszystko, aby mieć jak największą liczbę spotkań. Nie zawsze będziesz przecież pytał. Radzę Ci też słuchać. Wykorzystaj wszelkie nadarzające się okazje do rozmów i potem naśladuj sposoby zadawania pytań swoich najlepszych rozmówców. To najłatwiejszy sposób zdobycia mistrzostwa w tej dziedzinie.

PS 1. A u Wandy Loskot znowu coś nowego w Klubie Przedsiębiorcy. Już teraz mogę Ci powiedzieć, że na początku czerwca będzie w Polsce i możesz jej wtedy posłuchać na żywo.

PS 2. Test StrengthsFinder pozwoli Ci szybko odkryć swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz


 

„Nie proś o pracę!”

Drogi Czytelniku,
tytułem dzisiejszych rozważań jest wypowiedź Pawła Gniazdowskiego, szefa DBM Polska – oddziału międzynarodowej firmy konsultingowej w zakresie doradztwa personalnego. Te jego słowa „Nie proś o pracę” padły w środę 3.02.2010 w klubie EMPiK na Nowym Świecie podczas debaty nt. networkingu prowadzonej przez Iwonę D. Bartczak.

Zdaję sobie sprawę, że ta rada może być dla Ciebie szokująca, bo przynajmniej dla mnie ona taką była, dopóki nie zrozumiałem jej głębokiego przesłania. Po prostu, działając w ten nieprofesjonalny sposób znacznie zmniejszasz swoje szanse uzyskania pracy z dwóch przyczyn. Po pierwsze, oczekujesz czegoś, co Ci się od drugiego człowieka nie należy. Po drugie, narażasz na szwank dalszą znajomość, co może mieć dla Ciebie w przyszłości poważne konsekwencje.

Wyjaśnił to dodatkowo kolejny prelegent debaty prof. Marek Kosewski  (niestety, zmarł w 2020 r.). Jego zdaniem, prosząc kogoś o coś trzeba mieć wewnętrzne przekonanie, że osoba, którą o coś prosisz, ma prawo Ci odmówić!!! Tymczasem Ty wchodzisz butami w życie kogoś, dla którego najczęściej nic wcześniej nie zrobiłeś i jesteś jeszcze zdziwiony, że druga osoba nie podchodzi entuzjastycznie do Twojej prośby.

Świetnie tę sytuację podsumował trzeci z prelegentów Grzegorz Turniak z BNI Polska maksymą: „Nie zabieraj się na pierwszej randce do całowania!”.

A zatem co masz robić, gdy szukasz pracy? Pewną wskazówką na znalezienie przez Ciebie odpowiedzi na to pytanie było wczorajsze, a więc następnego dnia, spotkanie w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, gdzie przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Kariery i G. Turniak przedstawiali swoje poglądy nt. ważności networkingu w karierze zawodowej.

Okazuje się, że 60-70% ludzi znajduje pracę przez kontakty. To, co jest nagminnie robione przez szukających zatrudnienia, a więc wysyłanie mailingów, daje wysycenie tylko 10-15% puli stanowisk pracy przy strasznie małej skuteczności w stosunku do liczby przesyłek. Zatem sam zobacz, jak dużo jest jeszcze miejsca na kumoterstwo, gdzie jesteś bez szans jako człowiek z ulicy.

Co robić? Wszyscy mówcy podkreślali, że niezależnie od swojej obecnej sytuacji zawodowej zacznij „kopać drugą studnię”, czyli nawiązuj kontakty networkingowe. To jest takie ogóle przesłanie G. Turniaka, jako inicjatora obchodzonego właśnie po raz kolejny Tygodnia Networkingu.

Co więcej, im masz wyższe stanowisko, tym bardziej powinieneś dbać o relacje z innymi ludźmi, bo czas na zbudowanie sieci kontaktów zajmie Ci kilka lat. Gdy stracisz pracę, jest już najczęściej za późno, aby zdobyć potrzebne kontakty z ludźmi, którzy Cię będą promować. A nawet jako menedżer wysokiego szczebla wbrew pozorom możesz też mieć duże kłopoty z pracą. Jeśli masz dobre kontakty, rozwiniętą sieć networkingu budowaną chociaż 2-4 lata, dasz sobie radę nawet wtedy, gdy z braku zatrudnienia założysz własną firmę.

Piszę Ci o tym, co słyszałem od mądrych ludzi. Chociaż sam bezpośrednio z tych rad nie skorzystam, bo nie interesuje mnie kariera zawodowa, tylko wolność, to jednak uważam, że warto, abyś docenił się networkingu. Poza tym już kiedyś pisałem, że networking – umiejętność budowy sieci kontaktów to również znakomite narzędzie biznesowe, którego wartość stale rośnie.

G. Turniak twierdzi, że networkingu każdy może się nauczyć. Ja też tak uważam i powiem Ci, że nawet gdy nie będziesz tego robił tak fantastycznie jak Grzegorz, to i tak na tej umiejętności niezwykle dużo skorzystasz, czego Ci życzę.

PS 1. Zajrzyj do bloga biznesowego Wandy Loskot. Poza tym po co masz uczyć się na własnych błędach, więc może uda Ci się zostać członkiem Klubu Przedsiębiorcy.

PS 2. Test StrengthsFinder pozwoli Ci szybko odkryć swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Komentarze: 2 odpowiedzi na “”Nie proś o pracę!””

Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden pomysł na wywarcie dobrego wrażenia i zdobycie pracy jednocześnie. Otóż skoro:
„Ty wchodzisz butami w życie kogoś, dla którego najczęściej nic wcześniej nie zrobiłeś”, zrób coś najpierw dla potencjalnego szefa. Co ?

Ano zaproponuj jakieś rozwiązanie, które usprawni pracę w danej firmie. Prowadzenie firmy to ciągłe usprawnianie tego mechanizmu dlatego przychodząc z gotowym rozwiązaniem możesz liczyć ma przychylne przyjęcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


 

Siła marzenia

Drogi Czytelniku,
kilka dni temu byłem na występie lekarskiego zespołu rockowego „Emergency band”. To  taka grupa muzyczna powstała w 2005 roku w warszawskim środowisku lekarskim. Założycielami jej byli dr Wojciech Dubrawski i dr Dariusz Bień.

Obecnie zespół liczy pięć osób: 3 gitarzystów, klawiszowca i perkusistę. Wykonują oni przede wszystkim własne utwory, których twórcami i aranżerami są właśnie ci dwaj doktorzy. Że tak powiem, osobnym elementem zespołu jest jej konferansjer Andrzej Frajndt, stary wyga tras koncertowych zespołów własnych i cudzych jeszcze z czasów socjalizmu w Polsce.

Jak było na takich występach – nawet po kilka dziennie i o warunkach, w jakich się one wtedy odbywał, najlepiej oddają jego własne słowa:
Młodość grzała i gorzała.
W hotelu herbata zamarzała.

Osobiście mam bardzo pozytywny stosunek do pieniędzy, gdyż uważam je za niezwykle użyteczne narzędzie w ułatwianiu życia. Pewnie z tego względu wyłapałem na koncercie np. takie słowa jednej z piosenek:
Kasa to niezła rzecz,
Każdy chciałby ją mieć.

Właśnie, wielu ludzi chciałoby rezultatów – choćby finansowych. Natomiast zupełnie nic w tym kierunku nie robią, bo nie chcą coś w zamian poświęcić, czyli zapłacić ceny za sukces. A przyrody nie da się oszukać, bo rządzi się niezmiennymi od zawsze prawami: jest czas siewów i jest czas zbiorów. Co zatem zbierzesz, jeśli nie zasiałeś?

Tak się składa, że bardzo dobrze znam jednego z założycieli zespołu „Emergency band”, bo z Wojtkiem Dubrawskim chodziłem do jednej klasy warszawskiego liceum im.  J. Lelewela. Już wtedy jego pasją – oprócz biologii – była muzyka. Sam grał na gitarze i zachwycał się Beatlesami. Napisałem mu nawet jakieś „libretto” na szkolną akademię, po której nas chcieli – niesłusznie – wyrzucić z tej zasłużonej placówki edukacyjnej.

Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie ówczesna wicedyrektorka liceum i późniejsza wiceminister oświaty nieodżałowana dr Anna Radziwiłł, która była wtedy w zastępstwie naszą nauczycielką języka polskiego, nasza edukacja mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Ostatecznie skończyło się na ostrej reprymendzie z jej strony.

Potem Wojtka rzuciło w objęcia medycyny i został jednym z 3 lekarzy wywodzących się z naszej klasy. Dorobił się nawet renomowanej Kliniki Endokrynologii Ginekologicznej i Ogólnej, ale muzyka – oprócz żony Ewy – była wciąż jego miłością życia i wciąż marzył o własnym zespole.

W końcu, jak możesz widzieć i słyszeć, dopiął celu. Czy mógłby tego dokonać bez marzeń? Osobiście wątpię, bo prędzej czy później brakłoby mu motywacji, aby zrealizować swój cel. Poza tym nie byłby w stanie zarazić swoją pasją innych członków zespołu ani porwać publiczności na swoich występach.

Na koncercie, który miałem zaszczyt posłuchać, Wojtek dał jak zawsze z siebie wszystko. Wystarczyło popatrzeć jak jest zmęczony, można rzec: wypruty z energii, która została na scenie. Jednocześnie promieniowało z niego zadowolenie, że warto było poświęcić swój czas, umiejętności czy środki finansowe na sprzęt muzyczny, aby dążyć do samorealizacji. Wojtku, dzięki za zaproszenie na koncert.

Czy już rozumiesz, czym jest siła marzenia?

PS 1. Zachęcam Cię tradycyjnie poczytać blog Wandy Loskot, bo znajdziesz w nim mnóstwo inspiracji życiowych i biznesowych.

PS 2. Tradycyjnie też polecam Ci test StrengthsFinder, abyś odkrył swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.

Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Komentarz: Jedna odpowiedź do “Siła marzenia”

Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden pomysł na wywarcie dobrego wrażenia i zdobycie pracy jednocześnie. Otóż skoro:
„Ty wchodzisz butami w życie kogoś, dla którego najczęściej nic wcześniej nie zrobiłeś”, zrób coś najpierw dla potencjalnego szefa. Co ?

Ano zaproponuj jakieś rozwiązanie, które usprawni pracę w danej firmie. Prowadzenie firmy to ciągłe usprawnianie tego mechanizmu dlatego przychodząc z gotowym rozwiązaniem możesz liczyć ma przychylne przyjęcie.

Dodaj komentarz