Miesiąc: grudzień 2009
Rok Forexu
Drogi Czytelniku,
dobiegł końca 2009 rok. Dla mnie pod względem biznesowym ten rok pozwolił mi odkryć pozytywne oblicze Forexu. Jak zapewne wiesz, 96% ludzi parających się Forexem ponosi na nim straty. Jak to się dzieje? Wg mnie gubi ich pazerność. Ulegają własnym podszeptom lub rozpalonym nadziejom podpuszczaczy (zobacz np. artykuł o 1000% zyskach) i potem się dziwią, że działając nieprofesjonalnie stracili swoje pieniądze.
I co wtedy? Ano zawsze to samo w takich przypadkach: mają pretensje do Foreksu jako takiego, a nie do siebie jako głupiej siły sprawczej. Przecież tu Forex nic nie jest winien. To jest takie samo narzędzie jak młotek, samochód, Windows itp. Zależy kto i do czego go użyje!
Jeśli chodzi o mnie, jestem w grupie tych 4% ludzi, którzy wygrywają na Forexie. Zadowalam się ~20% zyskiem z kapitału, bo dla mnie decydującym kryterium w tym wypadku jest bezpieczeństwo zainwestowanych środków finansowych. Wielu „znawców tematu” żachnie się karcąco: – Ależ to skandalicznie mały zarobek jak na Forex!. No więc proszę bardzo, zarabiajcie więcej na swoich poczynaniach zamiast krytykować moje.
Forex testuję od 12 miesięcy i od sierpnia 2009 r., gdy miałem już pewność, że wszystko gra, głoszę, że można na tym biznesie zarobić. A niedowiarkowie mówią, że to niemożliwe, bo oni już parę razy grali i przegrali. Cóż, powinni uczyć się na błędach, a nie popełniać wciąż te same. Najbardziej jestem rad z tego, że osoby, które mi zawierzyły i skorzystały z tej możliwości inwestowania swoich pieniędzy już teraz, po kilku miesiącach, uzyskały wyniki lepsze od jakichkolwiek lokat bankowych liczonych w skali roku. A więc to działa!
W każdym biznesie znajdują się ludzie, którzy sobie z nim nie poradzili. Może mieli pecha, może za słabo się do niego przygotowali, może zostali oszukani przez kontrahenta, może przegapili zmianę sytuacji na rynku itp. Czy to znaczy, że inni w tych samych warunkach nie odniosą sukcesu? I tak samo jest z Forexem. Tu też są wygrani i przegrani, więc lepiej działać na tyle mądrze, aby być wśród tych pierwszych – wygranych.
Przestrzegam grać na Forexie samemu. Tak jak potrzeba z 10 lat praktyki po studiach, aby zostać dobrym inżynierem, to mniej więcej tyle samo czasu potrzebuje dobry analityk finansowy, aby zgryźć temat zarabiania na rynku walutowym. Ja potrzebowałem półtora roku, aby znaleźć takiego. Bo pierwszy raz o Forexie usłyszałem dopiero na wiosnę 2007 roku i niestety tamci ludzie nie chcieli ze mą gadać o zainwestowaniu moich pieniędzy. Za to udzielili mi mnóstwo cennych rad, na co zwracać uwagę, aby znaleźć się wśród tych 4% ludzi wygrywających na Forexie i jestem im za to serdecznie wdzięczny.
Ten biznes ma jeszcze jedną ważną cechę: Forex należy do tych z prawej strony kwadrantu przepływu pieniędzy R. Kiyosakiego, a więc tam, gdzie pieniądze pracują dla Ciebie, a nie Ty dla pieniędzy, czyli masz dochód pasywny. Jeśli zajmujesz się tradycyjnym biznesem, najlepiej wiesz, ile się trzeba natrudzić, aby osiągnąć jakiś zysk, a 20% wziąłbyś w ciemno. Zatem takie rozwiązanie może być przez Ciebie traktowane jako jedna z nóg biznesowych, jak to jest np. w moim przypadku.
Może się dziwisz, że tak jawnie mówię o takim wspaniałym biznesie. Przede wszystkim nie chcę być psem ogrodnika, a poza tym pamiętam, jak mnie do tego biznesu nie chciano dopuścić. Dlaczego miałbym postępować tak samo? Czy myślisz, że gdy Ty wejdziesz do Forexu, to ja coś stracę? Wyobraź sobie, że na rynkach walutowych obroty dziennie grubo przekraczają 1,5 biliona USD, więc tego tortu starczy i dla Ciebie, i dla mnie.
Zatem nie boję się powiedzieć, że dla mnie upływający 2009 rok, to rok Forexu. Ciekaw jestem, jakiego odkrycia biznesowego doświadczę w Nowym Roku. Jestem pewien, że będzie to coś równie ciekawego dla Ciebie jak tegoroczny Forex.
Do siego Roku 2010!
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Daj początek nowej jakości życia
Drogi Czytelniku,
zapewne z żalem zauważyłeś, że właśnie mijają – a właściwie już minęły – tegoroczne Święta Bożego Narodzenia. Niewątpliwie to dobra okazja, aby przez chwilę zastanowić się, jak spodziewasz się je spędzić następnym razem. A może nawet co ważniejsze: jakie refleksje będą Ci towarzyszyć za rok?
Czy miałeś chwile zadumy przez te dni, że warto coś usprawnić w swoim życiu? Jeśli tak, to w jakim kierunku podążają Twoje myśli: mieć więcej czasu, wypracować dodatkowe pieniądze, poprawić relacje z dziećmi, odwiedzić dawno niewidzianych członków rodziny i znajomych, poznać nowych, ciekawych ludzi, uzyskać nowe umiejętności itp.?
Cóż, każda zmiana poprzedzona jest myślą. Wpierw Ci się coś lęgnie w umyśle, a dopiero potem przekładasz to na język realizacji, a więc na rozwiązanie problemu, czyli jak to zrobić.
W ostatnich tygodniach wielokrotnie zachęcałem swoich rozmówców do zrobienia bardzo ważnego ćwiczenia. Otóż prosiłem ich, aby koniecznie zapisali swoich 100 marzeń. Dla kogoś, kto nigdy tego nie robił, jest to – wbrew pozorom – bardzo trudne zadanie. Pierwsze dwadzieścia kilka zapisów idzie w miarę gładko, przy 40 czy 50 zaczyna brakować weny twórczej, a potem już jest tylko pod górkę i nachodzi Cię niemoc pisarska.
Wiesz co, przyznam Ci się od razu. Sam na pierwszym posiedzeniu nie wykonałem tego zadania!!! Gdzieś tak przy 70 punkcie okazało się, że to, co zapisałem, całkowicie mi wystarcza i brakło marzeń. Gdy teraz wspominam tę chwilę, tylko pusty śmiech mnie ogarnia, jak sam siebie wtedy tak ograniczyłem.
Potem dopisywałem do tej listy kolejne pragnienia, bo w końcu Twoje oczekiwania od życia rosną. Uzmysławiasz sobie, że masz prawo i obowiązek żądać od siebie tak pokierować swoim życiem, aby te zapisane marzenia stały się rzeczywistością.
Tak przy okazji powiem Ci, że bardzo niewielka liczba osób zapisuje swoje marzenia. Ocenia się, że robi to tylko ~3% ludzi. Katastrofalnie mało! A reszta populacji wie swoje, ma własne przemyślenia i nie będzie tracić czasu na błahostki. Nic dziwnego, że Ci, którzy nie spisali swoich marzeń, potem gubią się w życiu, uzyskują gorsze rezultaty, bo nie potrafią wyznaczyć sobie priorytetowych celów do działań.
Pytasz, dlaczego tak się dzieje? Otóż na podstawie odbytych przeze mnie rozmów uważam, że decydującym czynnikiem jest brak wiary, że można osiągnąć coś, co wydaje się całkowicie nierealne. Nasz system wychowawczy sprawił, że nie przystoi wyobrażać sobie, czego się pragnie, rozmyślać o sprawach przyjemnych i często na pozór nierealnych. W rezultacie przedmioty pragnień i dążeń sam kasujesz z własnej świadomości.
Tylko 10% ludzi powyżej 7 roku życia marzy. U pozostałych zabito tę umiejętność. Jeśli weźmiesz pod uwagę lenistwo, które nam towarzyszy, od razu zrozumiesz, dlaczego tylko 30% z nich swoje marzenia zapisuje. A bez zapisu nie ma realizacji. Myśl jest ulotna!
Zachęcam Cię, abyś znając powyższe fakty dał początek nowemu spojrzeniu na swoje możliwości. Zacznij pragnąć nawet tych rzeczy, które są dla Ciebie w tej chwili nierealne, ale które wbrew rozsądkowi kiedyś możesz uzyskać. Nie wiesz przecież, jakich ludzi na swojej drodze spotkasz, jakie książki przeczytasz, jakie szkolenia ukończysz – jednym słowem – jak się rozwiniesz. A jeśli na skutek swojego rozwoju zmienisz na lepszy swój sposób myślenia, uzyskasz rewelacyjne rezultaty, które zadziwią nie tylko Ciebie.
Guru sukcesu Brian Tracy powtarza wielokrotnie: „Nie jesteś taki jak myślisz, lecz stajesz się taki, jak myślisz”. Zatem zmień swój dotychczasowy – samoograniczający Cię – sposób myślenia i daj początek nowej jakości swojego bytu. Niech Twój nowy sposób myślenia doprowadzi Cię do nieznanego Ci w tej chwili stylu życia, czego Ci serdecznie – jeszcze świątecznie – życzę.
OK, ale na początek musisz dać sobie radę z zadaniem spisania 100 marzeń. Do kiedy się z tym uporasz? Jeśli potrzebujesz większej motywacji, to napisz mi na adres: jerzy.kostowski(at)jekos.pl maila, w którym „zobowiązujesz się” zrobić to w określonym przez siebie terminie, a ja nie omieszkam Cię dla Twojego dobra sprawdzić.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Dodaj komentarz
Miesiąc: listopad 2009
Siła zapisanych celów
Drogi Czytelniku,
wyobraź sobie, że wczoraj w niedzielę obserwowałem ciekawą sytuację, która w końcu okazała się zaczątkiem tego felietonu. Otóż na Mszy Świętej dla dzieci ksiądz zamiast kazania, czy też raczej jakbyśmy dziś powiedzieli homilii, zaprosił „maluchów” przed ołtarz, aby sobie z nimi pogadać. Wziął mikrofon i dzieciaki mogły przez niego udzielać odpowiedzi na poruszane kwestie i wszystko było słychać na cały kościół.
Mała dziewczynka, gdy w końcu doczekała się mikrofonu, aby odpowiedzieć na jedno z pytań księdza , powiedziała tylko cichym głosem: „Zapomniałam”. A to ci pech!
W rzeczy samej, czy nie zdarzyło Ci się nieraz coś podobnego? Może nie była to tak spektakularna klapa, jak w przypadku tego dziecka, ależ ile to razy sami usprawiedliwiamy się podobnie: „Zapomniałem”.
Wbrew pozorom nie ma w tym nic dziwnego. Po prostu, umysł jest dość zawodny i nie wszystkie „wryte” w nim informacje są natychmiast dostępne. One siedzą gdzieś tam w głębi naszych zwojów mózgowych, lecz w danej chwili nie mamy do nich dostępu. Co zatem robić, by to zmienić?
Z własnego doświadczenia wiem, że ważne sprawy – nie tylko te doraźne do załatwienia „na wczoraj” – trzeba zapisywać. Dotyczy to również spraw perspektywicznych, naszych wspaniałych celów, do których dążymy – a przynajmniej chcielibyśmy dążyć – ustawicznie.
Fakt, kiedyś tego nie robiłem. Po pierwsze, byłem znacznie młodszy, więc bardziej dowierzałem swojej pamięci. Po drugie, nie wiedziałem, jakie to ważne, że to co zapiszesz, jest dodatkowym bodźcem dla Twojego podświadomego umysłu – owego wspaniałego komputera biologicznego. Można rzec, że Twój mózg dostał zadanie i przystąpił do jego realizacji niezależnie od tego, czy go świadomie kontrolujesz.
Im bardziej wierzę w ukryte mechanizmy funkcjonowania naszego umysłu i głoszę konieczność zapisywania mu celów do realizacji, tym częściej spotykam się z oporem ludzi, którym doradzam to robić.
Wiesz, to jest zdumiewające, jak ludzie sami potrafią torpedować swoje szanse na sukces. Gdy pytam, co stoi na przeszkodzie, że nadal nie zapisali tego, co chcą w życiu osiągnąć, najczęściej słyszę odpowiedź, że mają tak fantastyczne marzenia, że ich nigdy nie zrealizują (sic!).
W rzeczy samej mają rację. Jak można osiągnąć coś, w co sam nie wierzysz! Ale czy warto dodatkowo zmniejszać swoją szansę i nie zapisać tego, do czego możesz dążyć? Przecież na razie nie wiesz, jakie sytuacje Ci się przytrafią, jakich ludzi spotkasz, którzy Ci mogą pomóc bądź Ty osiągniesz inny zasób wiedzy.
Dopóki patrzysz na swoje szanse poprzez pryzmat dotychczasowych umiejętności, dopóty stoisz praktycznie w miejscu i Twoje szanse życiowe maleją. Wiem, że brzmi to dla Ciebie przykro, ale temu stanowi rzeczy sam jesteś winien, bo tylko Ty możesz zmienić koncepcję swojego życia.
Chcesz nadal słuchać tylko siebie, czy wolisz zacząć uczyć się na sukcesach innych ludzi? Jeśli TAK, to nie trać czasu i natychmiast weź kartkę i zapisz swoje cele do zrealizowania za miesiąc, rok, a nawet w dłuższej perspektywie. I czytaj to, co zapisałeś jak najczęściej, aby cieszyć się, że podążasz we właściwym kierunku.
Nie chcę Ci zabierać czasu, aby Ci go nie brakło na zapisanie swoich celów i dlatego jest to ostatnie zdanie tego wpisu.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Dodaj komentarz
Kółeczko historii
Drogi Czytelniku,
po dłuższej przerwie spowodowanej przenosinami na inny serwer znowu goszczę na Twoim ekranie. Jest to możliwe dzięki uprzejmości Kamila Cebulskiego. Poza tym musiałem też zmienić wersję WordPressa na nowszą, o co skutecznie zabiegał Rafał Bieleniewicz. W każdym bądź razie po pracy informatycznej wykonanej przez Maćka Budzisza możesz przeczytać nowy wpis.
A tym razem chcę Ci powiedzieć, że miałem w ostatnim tygodniu prelekcję nt. związany z psychologią sukcesu w warszawskiej firmie Proffes. W rzeczy samej możesz powiedzieć, że nic w tym nadzwyczajnego, bo przecież nie jest to dla mnie nic nowego. Głoszę przecież od wielu miesięcy tezę, że zmiana Twojego stanu finansowego może nastąpić tylko poprzez Twój rozwój osobisty. A zatem pieniądze są rezultatem innego sposobu myślenia niż miałeś dotychczas.
Ale ta moja 3 godzinna pogadanka miała dla mnie szczególne znaczenie emocjonalne. Otóż 2,5 roku temu, gdy zamierzałem dopiero rozpocząć działalność gospodarczą, byłem uczestnikiem podobnego kursu „ABC Przedsiębiorczości”. Popatrz sam, ile zmieniło się przez ten czas w moim życiu. Wtedy byłem kursantem, teraz jestem na takim kursie wykładowcą. W ten sposób obróciło się kółeczko historii.
Bynajmniej nie mówię Ci o tym, aby się chwalić. Mam raczej na uwadze fakt, że warto przyglądać się swojej swojej drodze do sukcesu i znajdować na niej punkty odniesienia. Tylko wtedy masz pewność, że podążasz we właściwym kierunku i jednocześnie możesz zobaczyć, ile drogi już pokonałeś.
Jeśli tego nie robisz, może się zdarzyć, że stoisz w miejscu mimo intensywnych starań. Przypomina to wtedy buksowanie kół samochodu na grząskim podłożu. Słychać ryk pracującego na pełnej mocy silnika, a ruchu pojazdu nie uświadczysz. Masz pewność, że Twoja energia wykorzystywana jest w dobrym kierunku? Oczywiście życzę pozytywnej odpowiedzi na to pytanie!!!
PS 1. U Wandy Loskot trwa kurs Zarabiaj Na Wiedzy. Na razie nie możesz w nim uczestniczyć, bo nie zdążyłeś zapisać się w odpowiednim czasie, ale niedługo znowu będzie taka okazja.
PS 2. Tradycyjnie zachęcam do przeprowadzenia testu StrengthsFinder, abyś odkrył swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Dodaj komentarz
Miesiąc: wrzesień 2009
Trudna droga do sukcesu
Drogi Czytelniku,
w zeszłym tygodniu miałem u Ewy Damentki wykład/prelekcję/pogadankę* (*-niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać) pt. „Kluczowe czynniki Twojego sukcesu”. Było to niejako kontynuowanie mityngu z 1.04.2009 r., a więc w prima aprilis, o tym jak przeżyć 20 lat małżeństwa lub nawet dłużej.
Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile te dwa – niby tak różne ideowo – spotkania ze sobą łączy. Przekonałem się o tym przygotowując prezentację na to ostatnie. Musiałem się sporo nagimnastykować, aby nie zrobić takich samych slajdów jak pół roku temu.
Wydawać by się mogło, że sprawy małżeństwa to coś zupełnie innego niż sukces w innych dziedzinach. Tymczasem nic bardziej błędnego! Ogólne zasady sukcesu odnoszące się do poszczególnych dziedzin życia są takie same.
Musisz działać zgodnie z nimi, jeśli oczekujesz pozytywnych rezultatów. Nieważne, czy Twoim sukcesem ma być worek pieniędzy, szczęśliwa żona bądź mąż i wasze dzieci, kariera zawodowa lub inne określone przez Ciebie cele, których realizację uznajesz za swój sukces. Ważne, abyś nieodłącznie związane z nim zasady stosował w praktyce.
Dziś skupię się jednak nie na poszczególnych czynnikach prowadzących do sukcesu (obiecuję o nich napisać innym razem), lecz na przyczynie, która pcha Cię do odniesienia sukcesu i w konsekwencji spowoduje oczekiwany skutek.
Właśnie! Co jest Twoim powodem, że chcesz coś w swoim życiu zmienić? Co jest tym motywem, który pozwoli Ci kroczyć drogą sukcesu niezależnie od przeciwności, jakie niewątpliwie będą Twoim udziałem. Co w razie czego zadecyduje, że nie poddasz się łatwo przejściowym trudnościom, lecz nabierzesz nowych sił do działania? Dla kogo to wszystko robisz?
Bez wiarygodnej odpowiedzi na te pytania trudno mi sobie wyobrazić, abyś wyruszył śmiało w drogę i trzymał się ustalonego kursu na sukces.
Zapamiętaj, proszę, że przepisy, w jaki sposób go odnieść są powszechnie znane od setek lat. Zaś tylko od Ciebie zależy, czy znajdziesz w sobie ten warunek krytyczny, ten decydujący powód, który będzie źródłem Twojej siły, aby starczyło Ci silnej motywacji do długofalowych działań. Dlatego właśnie musisz wiedzieć, co jest dla Ciebie tą palącą okolicznością, że nagle decydujesz się wieść inne życie.
Uważam, że właśnie brak odpowiednio ważkiej przyczyny wyrwania się ze strefy komfortu powoduje, że droga do sukcesu jest tak trudna. Cóż, już na samym początku musisz pokonać największą przeszkodę – siebie!!!
Dopiero wtedy, gdy to Ty definitywnie zadecydujesz, że niezależnie od okoliczności zmienisz się, przesądziłeś o tym, że nie popełniłeś falstartu i możesz być pewien, że wyścig do sukcesu, Twojego sukcesu, rozpoczął się na dobre.
Widzisz, drogę do niego przyrównałbym do biegu na orientację. Tutaj ogromnie dużo zależy od Ciebie, zwłaszcza na etapie przygotowań. I to nie tylko pod względem „wydolności organizmu”, ale też „oprzyrządowania”, z którego korzystasz.
Czy ruszysz w drogę licząc na dobry wynik po upojnej nocy? (Chyba tylko nasi piłkarze w to wierzą, bo stosują-sic!). Czy wybierzesz niewygodne buty w takim momencie? Czy zbagatelizujesz otrzymywane przed biegiem mapy i weźmiesz swoje bez naniesionych punktów trasy? Czy rzeczywiście nie słuchasz się trenera, bo to Ty biegniesz, a nie on?
Oczywiście, w przypadku biegu przełajowego odpowiedzi nasuwają się same. Popatrz, a jeśli chodzi o wyścig do sukcesu, nie zawsze chcesz stosować te reguły! Wydaje Ci się, że możesz biec na skróty „po swojemu” i w konsekwencji wpakujesz się na takie przeszkody, których sam nie pokonasz i w konsekwencji musisz przegrać. I to w tak głupi sposób! Moim zdaniem nie warto tego robić, ale to jest Twoja decyzja.
PS 1. W tekście wspominałem, że w drodze do sukcesu ważny jest poziom Twojego „wytrenowania”. Do rozważenia jest pomoc ze strony Wandy Loskot, zwłaszcza dla Ciebie, gdy interesujesz się zagadnieniami informatyki i Internetu. Właśnie rozpoczęły się zapisy na jej kurs Zarabiaj Na Wiedzy. Potraktuj go jako obóz przygotowawczy przed startem do Twojego sukcesu. Jeśli poczujesz, że jesteś zbyt słabo wytrenowany, co najwyżej przesuniesz termin startu. Jeśli zaś lepiej przygotujesz się od konkurencji, z pewnością zajmiesz lepsze miejsce.
Wybór należy do Ciebie. Przecież to Ty tutaj jesteś zawodnikiem. Ja podjąłem taką decyzję już rok temu i dlatego gorąco Ci rekomenduję kurs Zarabiaj Na Wiedzy, bo z własnego doświadczenia wiem, że warto go przerobić.
PS 2. Również tradycyjnie zachęcam do przeprowadzenia testu StrengthsFinder, abyś odkrył swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Dodaj komentarz
140 lat
Drogi Czytelniku,
kiedy ostatni raz zastanawiałeś się nad jakimś przedziałem czasu? Pytam, bo zazwyczaj ludzie myślą, a tym samym rozmawiają o pieniądzach, a nie o upływającym czasie, którego już nie odzyskasz.
To zrozumiałe, że np. dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, bo je, po prostu, mają. Nie muszą więc zajmować się ich zdobywaniem, czego i Tobie życzę. Nie chcę jednak poprzestać na samych życzeniach, lecz zastanowić się nad tym, co możesz zrobić, aby je mieć.
Niewątpliwie do ich zdobycia potrzebujesz czasu. Kiedyś tego nie rozumiałem i byłem niecierpliwy, ale obecnie całkowicie zgadzam się z tezą, że czas jest o wiele bardziej wartościowy niż pieniądze. Zatem zróbmy dziś inaczej i zamiast o pieniądzach, porozmawiajmy o czasie.
Dlaczego? Bo gdy stracisz nawet cały swój majątek, to mając odpowiednią ilość czasu, możesz wszystko odzyskać lub nawet zdobyć więcej. Gdy zaś bezproduktywnie mielesz tyko swój czas nad litowaniem się nad sobą, to w końcu nie masz ani jednego, ani drugiego.
Do rozważań nad czasem skłoniła mnie rocznica sprzed kilku dni. Zostałem bowiem zaproszony przez prof. Andrzeja Blikle na uroczystą Mszę św. z okazji 140 lecia firmy Blikle. Sam doskonale rozumiesz, że gdy Profesor zaprasza, to się nie odmawia!
Było warto tam być!
Choćby z tego względu, aby wysłuchać jego przemówienia z tej okazji. Właściwie to było coś więcej niż przemówienie. Osobiście odczułem je jako swego rodzaju przesłanie nie tylko dla dalszych pokoleń właścicieli firmy Blikle, ale dla nas wszystkich, którzy rozumieją, że firma to nie tylko zysk, lecz także misja z nią związana, a tym samym właściwe wykorzystanie danego nam czasu.
No powiedz sam, czy rozważałeś kiedykolwiek swoją działalność gospodarczą jedynie w kategoriach doraźnych korzyści finansowych, czy też szerzej jako pro publico bono? Radzę Ci o tym pomyśleć teraz, abyś po latach był dumny z tego, co przez ten czas zrobiłeś.
Widzisz, członkowie rodu Blikle mają czym się pochwalić. Nie tylko za znakomite pączki (i oczywiście inne wyroby cukiernicze), za którymi kiedyś w Warszawie na ul. Nowy Świat stało się w długich kolejkach. Ale także za przykłady działań patriotycznych: a to za dostarczanie broni powstańcom styczniowym 1863, a to za paczki na „Pawiak” w czasie wojny, czy do internowanych w stanie wojennym. Nie wspomnę o działaniach edukacyjnych, jak choćby ogólnodostępne konwersatoria TQM, gdzie poznałem Profesora.
Później w krużganku kościoła usłyszałem wypowiedź jednej ze starszych osób o tym, jak to czasy się zmieniły. Otóż ta pani wspomniała, jak kiedyś aresztowano Jerzego Bliklego za to, że kupił w sklepie spożywczym kilkanaście jajek do produkcji ciast (sic!). A teraz – mówiła dalej – przedstawiciele różnych władz przychodzą na Mszę świętą z okazji jubileuszu firmy.
Gdy mi teraz powiesz, że w naszym kraju są trudności w działalności gospodarczej, że jeszcze nie ten czas, abyś otworzył własną firmę, chociaż wiesz, co chcesz w niej robić, to po opowieści o jajkach wiem, że tylko szukasz wymówek, aby nie zacząć.
Stań przed lustrem i wymień realne powody, że wciąż stoisz w miejscu i marnujesz dany Ci czas. Jestem przekonany, że widzisz tylko okoliczności zewnętrzne, a nie dostrzegasz, że główna bariera tkwi wewnątrz – w Tobie. Po prostu, Twój umysł nie jest jeszcze gotowy, aby pokierować Cię na nowe tory życia. Bacz, bo czas ucieka!
Wiem z własnego doświadczenia, że zawsze możesz dokonać kluczowych zmian w swoim życiu. To nie Twój wiek lub upływ czasu o tym decyduje, lecz wystarczająco silny powód, abyś wyszedł ze swojej strefy komfortu. Wtedy nic Cię nie zatrzyma w działaniach!
Co prawda może Ci potem zabraknąć determinacji, bo gdy jesteś młody, masz jeszcze trochę czasu poczynić kolejne próby. Świadczą o tym badania, które pokazują, że ludzie starsi (oczywiście pod względem biologicznym, bo przecież nie hartu ducha) mają ~70% więcej szans na sukces. Bo tak jak ja – oni już nie mogą sobie pozwolić na rozpoczęcie kolejnych działań biznesowych, lecz konsekwentnie i uparcie muszą rozwijać swój „stary” biznes. Z drugiej strony, gdy jesteś młody, masz więcej siły na prowadzenie biznesu, a to duży handicap.
Jeśli dodatkowo przebywasz w otoczeniu ludzi podobnych do tych, co są związani z tak wspaniałą i długoletnią firmą jak BLIKLE, masz pewność, że warto poczekać na odroczoną gratyfikację, bo ona Cię nie minie. Cierpliwie poczekaj, bo gdy się rozwijasz, czas pracuje na Twoją korzyść, a rezultaty Cię zaskoczą.
Zauważ, z punktu widzenia ówczesnych władz, a zapewne i części społeczeństwa, założycielem omawianej dziś firmy był „kryminalista” – cukiernik Antoni Kazimierz Blikle. Dziś go słusznie uznajemy za wielkiego patriotę, od którego nazwiska pochodzi sławna na cały świat marka. Musiał być nieprzeciętną osobowością, skoro jego idea firmy rodzinnej utrzymała się tak długo.
Popatrz, on i jego następcy nie zmarnowali czasu. Ich firma zdobyła renomę na cały świat i nadal wspaniale się rozwija. Może więc i Ty masz teraz wspaniałą okazję być pierwszym w rodzie założycielem firmy, która przetrwa porównywalnie długo jak firma Blikle?
- Co Cię powstrzymuje?
- Jakie bariery stawiasz przed sobą?
- Dlaczego nie znajdujesz sojuszników w realizacji swojej koncepcji biznesowej?
- Kto Ci przeszkadza dotrzeć do ludzi, którzy już są tam, dokąd Ty chcesz podążyć?
- Kiedy ruszysz z miejsca, w którym się teraz znajdujesz i które Cię dusi?
Zadaję Ci te pytania teraz, bo jeszcze masz czas i dużo możesz zmienić w swoim życiu, bo na biznes zawsze jest właściwa pora. Pomyśl co będzie, gdy Twój praprawnuk zapyta za 140 lat, jak pradziadek wykorzystał wspaniały okres początku XXI wieku do robienia interesów? Wiem, że może Ci się to nie podobać, ale radzę mieć przygotowaną odpowiedź na to pytanie już dzisiaj.
A firmie BLIKLE pozostaje złożyć gratulacje i życzenia dalszego rozkwitu. Do zobaczenia na kolejnych – nie tylko „okrągłych” – rocznicach dla nowych inspiracji o właściwym wykorzystaniu czasu.
PS 1. A może w Twoim przypadku początkiem drogi na lepsze wykorzystanie czasu okaże się przeprowadzenia testu StrengthsFinder, abyś odkrył swoich 5 dominujących talentów i wiedział, na jakim obszarze działań powinieneś się skupić? Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
PS 2. Tradycyjnie zachęcam, abyś został członkiem Klubu Przedsiebiorcy. Nie przegap i śledź blog Wandy Loskot. Może jeszcze załapiesz się na kurs Zarabiaj Na Wiedzy?
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Dodaj komentarz
Miesiąc: sierpień 2009
Kwadrant z Marzeną
Drogi Czytelniku,
dziś chcę Ci zaproponować chwilę wspomnień. Są to moje własne wspomnienia, ale tak dla mnie ważne, że postanowiłem Ci o nich napisać. Jestem bowiem pewien, że mogą one być dla Ciebie inspiracją, do ewentualnych zmian w życiu.
Tak się składa, że właśnie mijają 3 lata od czasu, gdy po raz pierwszy zetknąłem się w Internecie z pojęciem „kwadrant przepływu pieniędzy”.
Pokazuje on 4 sposoby zarabiania pieniędzy: P oznacza Pracowników, S osoby samozatrudnione, B biznesmenów, a I Inwestorów.
Osoby po lewej stronie tego kwadrantu, a więc Pracownicy i Samozatrudnieni, zamieniają swój czas na pieniądze, czyli w skrócie mówiąc, pracują za jakąś stawkę godzinową. Dla odmiany osoby po prawej stronie kwadrantu, a więc Biznesmeni i Inwestorzy mają źródła dochodów z włożonego kapitału. Dysponują więc swoim czasem i mogą go przeznaczyć tak, jak się im podoba. Może to być rozwój własnego biznesu, akcje charytatywne, podróże w ciekawe zakątki świata, zapewnienie rozwoju dzieciom poprzez studia zagraniczne i wiele innych pomysłów.
Dzieje się tak, bo statystycznie rzecz ujmując jakieś 95% ludzi gnieździ się po lewej stronie, a tu jest tylko około 5% dostępnych środków finansowych świata. Odwrotnie jest po drugiej stronie. Tutaj 95% majątku świata jest w ręku tylko 5% ludzi. Zatem ci ostatni mają zarówno do swojej dyspozycji czas, jak i pieniądze.
Dziś czasami łapię się na tym, że wydaje mi się, iż znam ten termin od zawsze. I wtedy dziwię się, że ktoś mógł jeszcze o nim nie słyszeć. A przecież ja sam jeszcze niedawno – bo co to są 3 lata wobec nieskończoności – nie od razu zrozumiałem, jak ten kwadrant zdefiniowany przez amerykańskiego milionera Roberta Kiyosakiego może wpłynąć na decyzje życiowe każdego z nas.
Dopiero gdy parę dni później trafiłem na wykład Marzeny Bogdańskiej opowiedziała mi, że trzeba zrobić wszystko, aby przestać zamieniać swój czas na pieniądze, bo to pieniądze mają pracować dla mnie. Z tego powodu, że doba ma tylko 24 godziny, Ty zamieniając swój czas na pieniądze, nigdy nie będziesz miał ich wystarczająco dużo.
To był początek przewartościowania moich dążeń. W pracy czułem się coraz bardziej niepotrzebny, więc gdy po kilku miesiącach ją straciłem, postanowiłem już nigdy dla nikogo nie pracować.
Co więcej, zacząłem szukać takich biznesów, które wymagały jak najmniejszego wkładu czasu. Przyznaję, nie było łatwo i gdyby nie Wanda Loskot, to pewnie bym nie znalazł w sobie tyle motywacji, aby iść do upragnionego celu wolności finansowej.
Od tego czasu każdy biznes analizuję z punktu widzenia nie tylko efektów finansowych, ale przede wszystkim, czy zapewnia mi odpowiednią ilość czasu. Bo gdy mam czas, mogę się rozwijać dzięki rozmowom z ciekawymi ludźmi, czytaniu książek, słuchaniu wartościowych nagrań motywacyjnych, udziałowi w różnych szkoleniach itp. ekstrawagancjach – jakby powiedziały osoby niedoceniające rozwoju osobistego.
Zauważ, powszechnie ludzie walczą o pieniądze, bo wydaje im się, że konsumpcja zapewni im szczęście i radość. Fakt, pieniądze szczęścia nie dają, ale można za nie kupić jakieś 90% tego, co szczęście daje. Ale czy na dłuższą metę Ci to wystarczy?
Tymczasem prawdziwa walka powinna toczyć się o jedno i drugie. Bo co Ci po pieniądzach, gdy nie masz czasu się nimi nacieszyć. I na co Ci czas, gdy nie masz pieniędzy, aby coś pożytecznego zrobić. Ale wg mnie to mimo wszystko lepsza sytuacja. Po prostu, możesz zacząć myśleć nad podjęciem decyzji, co zrobić, abyś miał pieniądze.
A czy jesteś wystarczająco zdeterminowany, aby osiągnąć swój finansowy i czasowy sukces, to już inna sprawa. Jeśli jesteś gotów zapłacić odpowiednią cenę za nową jakość swojego życia, to nagroda z pewnością Cię nie minie.
Wyobraź sobie, że Marzenę spotkałem dopiero teraz, parę dni temu na jednym ze szkoleń organizowanych przez PARP.
Mogłem jej tylko podziękować za to, że wtedy potrafiła mnie zainspirować innym spojrzeniem na świat biznesu. Bez Marzeny „kwadrant przepływu pieniędzy” nigdy by tak trwale nie zagościł w moim umyśle. Czułem też dumę, że obecnie mogłem rozmawiać z nią jak równy z równy, a nie tylko jako początkujący adept sukcesu, jak to było 3 lata temu.
Jednoczesne posiadanie czasu i pieniędzy daje Ci nieprawdopodobnie fantastyczne poczucie wolności. Spójrz zatem wnikliwie na swój obecny biznes bądź pracę etatową i szczerze sobie odpowiedz, czy jesteś po właściwej stronie „kwadrantu przepływu pieniędzy”.
A może nie rozumiesz do końca tego zagadnienia i potrzebujesz więcej czasu na jego przyswojenie bądź takiego przewodnika, jaki mi się trafił? Dlatego nie zawahałem się wymienić w tytule tego felietonu imienia Marzeny Bogdańskiej, bo to ona wprowadziła mnie w arkana kwadrantu R. Kiyosakiego.
Sam widzisz, że od Marzeny „przejąłem pałeczkę” edukacyjną i zachęcam Cię do twórczych przemyśleń, abyś wiedział, dlaczego jedni są biedni, a drudzy bogaci i kto ma czas. Co Ty wybierasz?
PS 1. Zachęcam Cię do wykonania testu StrengthsFinder, abyś w końcu i Ty poznał swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
KategorieRozważania
————————————
Siła w spokoju
Drogi Czytelniku,
wyobraź sobie, że znowu miałem potyczkę z instytucją publiczną, tym razem z Narodowym Funduszem Zdrowia. Sprawa zaczęła się kilka miesięcy temu. Wynikła z zupełnie jeszcze innego powodu, a mianowicie zmiany ustawy sejmowej. Domyślasz się więc już, że chodzi o podatki.
Na wstępie zaznaczę, że jestem wielkim zwolennikiem płacenia podatków. Zgadzam się, że trzeba składać pewne kwoty na dobro wspólne. Jednakże czym innym jest podatek, a czym innym haracz. Za ten ostatni uważam np. wszystkie składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Innymi słowy, ja nie chcę mieć przymusowej emerytury! Uzyskam ją własnymi metodami i w takiej wysokości, jak mi odpowiada, a nie ZUS-owi.
Dlatego nie widzę powodu, aby płacić za coś, czego dobrowolnie i świadomie nie chcę. Jednocześnie przyzwyczaiłem się do obniżonych składek ZUS, gdyż objęła mnie reforma ministra J. Hausnera. Przez pierwsze 2 lata swojej działalności gospodarczej takowe płaciłem i zamierzałem płacić nadal korzystając z przepisów o pracy nakładczej.
Niestety, Sejm zmienił ustawę i z tej furtki nie mogłem już skorzystać. Groziło więc, że zamiast jak dotychczas płacić miesięcznie 300 parę złotych, będę musiał bulić ~900 PLN haraczu za coś, z czego nie skorzystam.
Na szczęście okazało się, że nie na darmo głosowałem za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Dzięki temu jak wszyscy obywatele tej wspólnoty, więc Ty również , podlegamy przepisom Rozporządzenia Rady (wtedy EWG – Europejska Wspólnota Gospodarcza) nr 1408/71. Możemy więc nadal prowadzić bez zmian działalność gospodarczą w Polsce, a zatrudnić się na część etatu np. na Litwie – jak w moim przypadku – gdzie są odprowadzane stosowne składki.
Tak, tak, wiem, że to na piśmie wygląda mocno skomplikowane, ale w rzeczywistości wszystko za Ciebie załatwia odpowiednia firma, a Ty cieszysz się sukcesem z podjętej decyzji nadal płacąc mniej więcej tyle samo, jak dotychczas, gdy prowadziłeś firmę na preferencyjnych warunkach przez 2 pierwsze lata działalności.
Oczywiście powyższy wybieg możesz zastosować również wtedy, gdy ponosisz pełne opłaty na ubezpieczenie społeczne. Od Ciebie zależy, czy chcesz w skali roku zaoszczędzić ~5000 PLN, czy też dla Ciebie to gra nie warta świeczki. Ja się po takie pieniądze schyliłem!
Wracam jednak do początku historii, czyli do warszawskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, dokąd udałem się po poświadczenie potwierdzające prawo do bezpłatnych świadczeń opieki zdrowotnej w pełnym zakresie.
Okazało się, że pierwsza urzędniczka nie zrozumiała sprawy, z którą przyszedłem i kazała wypełnić wniosek o wydanie EKUZ – Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego. Zorientowałem się, że jest coś nie tak, bo w mojej sytuacji wiele rubryk było nie do wypełnienia. Młoda dziewczyna była jednak na tyle miła, że sprowadziła swojego kierownika, a ten od razu zrozumiał, że tu chodzi o coś innego.
Niestety, zażądał ode mnie 2 oryginałów druku E106, a ja otrzymałem z Litwy tylko jeden. Co prawda nie umiał wskazać na podstawie jakich przepisów prawnych tak jest, ale uznał, że stosownego poświadczenia nie dostanę z przyczyn formalnych. Pech!
Ale teraz zaczyna się najciekawszy fragment opisu zdarzenia!
Otóż jestem pewien, że kiedyś w takiej sytuacji puściłyby mi nerwy. No bo co mnie obchodzi, że ktoś może i ma swoje przepisy, gdy mnie interesuje tylko moja sprawa. Traktowałbym tych urzędników jako wrogów, którzy się akurat na mnie uwzięli.
Jednak miesiące pracy nad własnym rozwojem osobistym spowodowały, że moje zachowanie w relacjach międzyludzkich, w tym jako petenta, uległy diametralnej zmianie. Rzeczywiście, mój spokój musiał być ujmujący, skoro urzędniczka podpowiedziała mi, aby „iść wyżej do centrali”, czyli z drugiej strony budynku i tam mi może coś poradzą i pomogą.
Poszedłem więc do kancelarii i siedzącego za kontuarem urzędnika zapytałem na pełnym luzie: „W jaki sposób załatwić w NFZ sprawę nie do załatwienia?„. – A w czym rzecz? – zapytał.
Wyjaśniłem więc, o co mi chodzi, a on poszperał w komputerze i podał telefon do odpowiedniego – jego zdaniem – człowieka. Rzeczywiście, pan X.Y. (nie podaję prawdziwego imienia i nazwiska, aby komuś z centrali NFZ nie przyszło do głowy go zwolnić) potwierdził, że w zasadzie wymagane są 2 oryginały poświadczonego na Litwie druku E106. Skoro jednak jest 1 oryginał, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby na jego podstawie pracownik NFZ zrobił sobie uwierzytelnioną kopię i sprawę załatwił.
Tak też się stało i po kilku minutach miałem w ręku Poświadczenie nr 07/106/09/00807 ważne do 2012 r.
Oczywiście, możesz powiedzieć, że tym razem miałem szczęście i trafiłem na odpowiednich ludzi, a nie takich jak w salonie sieci PLUS, o czym pisałem tutaj. Jednocześnie jednak jestem przekonany, że wielką rolę odegrał w tym wypadku mój spokój. Przecież świat by się nie zawalił, gdybym nie uzyskał tego dokumentu. Czy zatem warto byłoby tracić energię nad użalaniem się nad swoim losem, co skutkowałoby tylko wpierw pyskówką, a potem wzajemną agresją?
Zauważ, użyłem w tym wypadku słowa „spokój” w rozumieniu stanu równowagi psychicznej. Bowiem często w niezbyt komfortowej dla nas sytuacji ulegamy złym emocjom i „wykładamy się jak na łyżwach”. Jako oferent, klient bądź petent dajemy drugiej stronie sygnał, że bardzo nam egoistycznie na czymś zależy. Tym samym niejako automatycznie stawiamy się w złym świetle i – co gorsza – podświadomość drugiego człowieka z łatwością wyłapuje Twoją słabość. I wtedy przegrywasz!
Oczywiście nie zawsze wygrasz, ale zawsze będzie trudniej Twojemu „przeciwnikowi” zapałać do Ciebie wrogością, gdy działasz z pełną swobodą i zachowujesz spokój. Przy czym pamiętaj, tu chodzi o autentyczny spokój wypływający w sposób spontaniczny z Twojego umysłu. W przeciwnym wypadku byłaby to ordynarna manipulacja, co ma bardzo „krótkie nóżki”.
Życzę Ci, abyś nawet w najtrudniejszych chwilach podejmował działania nie pod wpływem gwałtownych emocji, lecz w całkowitym spokoju umysłu. W tym tkwi Twoja siła!
PS 1. Tradycyjnie zachęcam Cię do odwiedzenia blogu i kursów Wandy Loskot.
PS 2. Zachęcam Cię do wykonania testu StrengthsFinder, abyś odkrył swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Miesiąc: lipiec 2009
Blokady
Drogi Czytelniku,
miałem ostatnio „przygodę” z operatorem sieci komórkowej PLUS GSM. Owszem, to dobra firma, można dzwonić praktycznie w każdym zakątku kraju, bo prawie wszędzie jest zasięg. A jednak nigdy nie poczułem, że jestem poważnie traktowany jako długoletni klient. Mimo że w tej sieci cała moja rodzina miała telefony, to nawet między sobą nie mieliśmy tańszych połączeń. Cóż, nie udawało nam się łapać na promocje, które były w danej chwili.
Gdy tylko nadarzyła się okazja, skorzystałem z usług innej sieci. Wtedy zaczęły się prawdziwe schody. Postanowiłem bowiem przejść ze swoim dotychczasowym numerem telefonu, co wymagało dobrej woli i koordynacji działań dwóch operatorów. Na dodatek potrzebowałem mieć zdjętą blokadę karty SIM w mojej poczciwej Nokii 6310i.
Telefoniczne biuro obsługi klienta sieci PLUS zapewniało mnie, że to żaden problem, bo wystarczy udać się do większego Punktu Obsługi Klienta i tam mi to zrobią za darmo od ręki. W POK-u okazało się jednak, że to nie takie proste, bo te sprawy załatwiają w Warszawie tylko 2 salony sprzedaży.
No więc udałem się do jednego z nich w Hotelu Marriott, bo chciałem oddać swój ulubiony telefon we właściwe ręce. Wyobraź sobie, że zamiast zdjąć szybko tę blokadę z karty SIM, zażądano ode mnie karty gwarancyjnej, faktury zakupu lub pierwszej umowy telefonicznej sprzed lat. Jakaś totalna paranoja!
Owszem, rozumiem interesy operatora, który uważa, że w ten sposób klienci mu nie „uciekną”, bo karta SIM innej sieci nie będzie działać w jego telefonie. Ale przecież zdjąć simlocka można w dowolnym kantorku sprzedającym używane telefony komórkowe. Po co więc wprowadzać takie durnowate ograniczenia? Czy doprawdy tylko na tym ma polegać strategia PLUSA w utrzymaniu swoich klientów? Nie wystarczy mieć najlepsze reklamy przygotowane przez kabaret Mumio, aby tracić klientów. Trzeba też się z nimi liczyć! I tak jest w każdym biznesie!
A ja jednak chciałem mieć zdjęty simlock w salonie firmowym. Dlatego zażądałem uzasadnienia na piśmie odmowy wykonania bezpłatnej usługi. W swojej naiwności sądziłem, że jak mają mi coś napisać, to dla świętego spokoju odblokują mi telefon. Ale gdzież tam!
Przez 1,5 godziny 4 osoby obsługi wolały wertować wszystkie dostępne regulaminy, aby mi wykazać, że nie mają prawa zdjąć simlocka. W przeciwieństwie do nich, dla mnie nie był to czas zmarnowany. Czytałem sobie wtedy „cegłę” Jacka Canfielda o sztuce osiągania sukcesu pt. „Zasady Canfielda”.
Oczywiście, chociaż J. Canfield zaleca wytrwałość i cierpliwość w dążeniu do celów, być może wypadało sobie ten temat w salonie PLUSA odpuścić. Ale zbliżał się weekend i nie mogłem zostać bez łączności telefonicznej, bo sam wiesz, jak to jest. Akurat wtedy oczekiwałem na kilka ważnych telefonów.
Poza tym do końca wierzyłem, że któraś z tych 4 osób personelu salonu zdejmie mi „po cichu” tego simlocka, bo zanim poszło „na noże”, usilnie prosiłem o pomoc. Czyż nie mogłem liczyć na odruch dobrej woli z ich strony? Ja bym na pewno tak postąpił, bo żaden przepis nie może godzić w dobro drugiego człowieka! Warto czasem chwilę pomyśleć i zrozumieć ducha danej regulacji prawnej. Czy rzeczywiście ktoś wymyślił regulamin przeciwko klientom takim jak ja?
Niestety, w salonie PLUSA przegrałem. W końcu znaleźli odpowiedni paragraf, wydrukowali stosowny akapit i odprawili mnie z kwitkiem. Dopiero wtedy zaczęło się najciekawsze!
Popatrzyłem zupełnie inaczej na mój problem i postanowiłem go rozwiązać inaczej. Do tej pory nie wyobrażałem sobie, że mogę tę blokadę zdjąć samodzielnie. Bowiem gdzieś głęboko w mojej podświadomości tkwi strach przed zagadnieniami informatycznymi. Nie dziw się. W czasie studiów widziałem najlepszą w tamtym czasie maszynę liczącą ODRA 1305 za szybą w gmachu Politechniki. Dziś mój stary telefon ma większe możliwości niż ona!!!
A więc w moim umyśle siedziała blokada, że sam nie poradzę sobie z blokadą założoną w telefonie! Dopiero gdy nie miałem innego wyjścia, zacząłem myśleć inaczej, bo kreatywnie. Sięgnąłem do Internetu i dosłownie po kilkunastu minutach wiedziałem, w jaki sposób „zdjąć” simlocka w Nokii 6310i. Do tej pory wydawało mi się, że trzeba mieć wyszukane oprogramowanie, specjalistyczne narzędzia i ogromną wiedzę, aby nie uszkodzić telefonu.
Nic bardziej błędnego! Okazało się, że wystarczy ściągnąć jeden programik, odczytać nr IMEI telefonu i wpisać w nim wygenerowany kod. Jednym słowem, zamiast jeździć do salonu, marnować czas i denerwować się, wystarczyło ruszyć intelektem i mieć problem z głowy.
Teraz gdy już wiem, jak ściągnąć simloka, wydaje się to dziecinnie proste. „Wszystko jest trudne, dopóki nie stanie się łatwe” – jak twierdził niemiecki poeta i dramaturg J. W. von Goethe (w każdym bądź razie jemu też przypisuje się tę myśl).
Popatrz sam, ile razy traktujesz siebie jako kogoś gorszego. Twojego ograniczające przekonania, owe blokady – często również wpojone przez innych – powodują, że nie wierzysz w siebie. Nie wierzysz, że dasz radę rozwiązać problemy, z którymi masz do czynienia.
Tymczasem prawda jest inna. Każdy problem ma już swoje rozwiązanie, bo już to ktoś kiedyś zrobił. Coś, co wydaje Ci się blokadą nie do przezwyciężenia, w rzeczywistości jest błahostką. Przynajmniej dla kogoś, kto zmierzył się zwycięsko z taką przeszkodą.
Blokady nie są straszne, jeśli uwierzysz, że dasz im radę. Zachęcam Cię, abyś uwierzył, że największa blokada umysłu siedzi w Tobie. Pokonasz ją tylko wtedy, gdy uwierzysz w swoje możliwości. Przykład mojego telefonu najlepiej to pokazuje. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaką miałem radość i satysfakcję, gdy mój aparat zaczął działać w innej sieci. I takiego przezwyciężenia blokad Tobie życzę.
PS 1. Tradycyjnie zachęcam, abyś został członkiem Klubu Przedsiębiorcy. Zapisy będą prawdopodobnie od września więc nie przegap i śledź blog Wandy Loskot. A za kilka dni zaczną się zapisy na kurs Zarabiaj Na Wiedzy.
PS 2. Również tradycyjnie zachęcam do przeprowadzenia testu StrengthsFinder, abyś odkrył swoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Komentarze: 2 odpowiedzi na “Blokady”
Witaj Jerzy!
Baaardzo podoba mi się Twoje podejście do tej sytuacji i to jak z otwartym umysłem z niej wybrnąłeś 🙂
To o czym piszesz, w moim odczuciu w dużym stopniu dotyka również obszaru ZAUFANIA DO SIEBIE.
W ostatnim czasie temat ZAUFANIA DO SIEBIE i DO SWOICH MOŻLIWOŚCI jest mi szczególnie bliski.
Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Czytelników,
Ania Laskowska
http://www.annalaskowskablog.pl
Idealny przykład! Bravo, bravo! to uniwersalna prawda.
Dodaj komentarz
Sztuka pokonywania odmowy
Drogi Czytelniku,
przypomnij sobie, kiedy ostatni raz spotkałeś się z odmową. Pewnie było to niedawno, bo jednak co chwila mamy do czynienia z przykrym faktem, że ktoś coś zrobi nie tak, jak sobie założyliśmy. No i jak sobie wtedy radzisz, gdy ktoś nie wyraził zgody na coś, na czym Ci zależało?
Muszę Ci się przyznać, że mnie w takiej sytuacji zawsze ogarniało ogromne rozgoryczenie. Szczególnie ten stan nasilił się w ciągu ostatnich dwóch lat. Jak zapewne wiesz, na Święta Bożego Narodzenia 2006 r. straciłem pracę i postanowiłem już nigdy nie wrócić na etat. Zacząłem robić różne interesy i bardzo często ludzie, na których szczególnie liczyłem mówili mi NIE! Czy u Ciebie też to występuje?
Właściwie dopiero kilka dni temu sytuacja w tej dziedzinie uległa diametralnej zmianie, gdy uświadomiłem sobie, że odmowa jest fantastycznym drogowskazem życiowym. I chcę Ci w tym momencie powiedzieć, że poczułem olbrzymią ulgę zmieniając swoje podejście do występujących sytuacji, które nie poszły po mojej myśli. A właściwie to zmieniłem myślenie o nich. Zobacz, co jednak znaczy rozwój osobisty!
Uświadomiłem sobie bowiem, że popełniałem wielki błąd. Traktowałem poszczególne odmowy jako wielce osobistą sprawę, życiowe niepowodzenie czy wręcz katastrofalną porażkę. Było mi strasznie przykro i czułem się ugodzony w samo serce z powodu – jak mniemałem – niezasłużonego „ataku” na mnie!
Działo się tak dlatego, że zupełnie niepotrzebnie zakładałem, że propozycje, które przedstawiam swoim przyjaciołom i znajomym, a nawet całkiem obcym osobom, powinny być przez nich bezwzględnie zaakceptowane. A niby z jakiej racji? Bo przecież to JA im o tym mówię! Cóż to była za pycha z mojej strony.
Co z tego, że Ty im coś mówisz, skoro oni akurat nie są gotowi na przyjęcie Twojej propozycji. Zamiast wściekać się i samemu siebie dołować, zauważ, że jest racjonalne wytłumaczenie powyższej – Twoim zdaniem niekorzystnej dla Ciebie – sytuacji. Po prostu, oni nie zrozumieli Twojej informacji, bo ją źle przekazałeś, lub z pewnością była ona dla nich nieodpowiednia akurat w tym czasie. Nie byli na nią gotowi. Czy z tak błahego powodu ma nastąpić koniec Twojego świata? Ty rób nadal swoje!
Zauważ, nawet jeśli ktoś Ci czegoś odmawia lub coś nie idzie tak, jak akurat Ty chcesz, to przecież Twoja sytuacja wcale nie ulega zmianie. Co więcej, zdobyłeś za darmo nowe, być może bardzo cenne doświadczenie. Właściwie powinieneś z góry założyć, że jeśli Twoja prośba o coś zostanie spełniona lub propozycja przyjęta, to spotka Cię bardzo miła niespodzianka. I niby z jakiej racji za każdym razem ma to być pewnik, że tak się stanie?
W historii techniki też było wiele spektakularnych odmów. Ot, weźmy choćby przypadek A. G. Bella uznawanego za wynalazcę telefonu, a przynajmniej patentu na niego. Przez wiele miesięcy usiłował on sprzedać swoje prawa do tego wynalazku i zawsze mu odmawiano, bo uważano, że taka elektryczna zabawka nie ma żadnej przyszłości. Cóż za błąd jego oponentów! Bo przecież nie jego! On robił swoje.
W końcu Bell, który – w kwestii formalnej- był z wykształcenia lekarzem (właściwie foniatrą jak byśmy dzisiaj powiedzieli), a nie inżynierem, miał dosyć kolejnych odmów i założył ze swoim teściem własną firmę, której cena akcji w krótkim czasie wzrosła ponad dwudziestokrotnie. Sam widzisz, że liczne odmowy doprowadziły w tym wypadku tego człowieka do spektakularnego sukcesu. I śmiem twierdzić, że tak jest zawsze, gdy mówisz NIE odmowie! Coś, co w danym momencie traktujesz jako dopust boży, okazuje się później Twoim błogosławieństwem stanowiącym podwalinę sukcesu.
Zatem zamiast zadręczać się kolejną odmową, która akurat Tobie się przytrafiła, dostrzeż w niej kapitalną okazję wprowadzenia modyfikacji w tym, co dotychczas robisz. Zmiana Twojego postępowania, która jest wynikiem właśnie tak nielubianej przez Ciebie odmowy, może przecież zapoczątkować Twój sukces.
Proponuję Ci więc, abyś zmienił swoje negatywne nastawienie do odmowy. Przekuj ją z porażki w coś wartościowego dla Ciebie. Niech Twoje kreatywne działania w tym zakresie staną się prawdziwą sztuką, a Ty podziwianym mistrzem.
I tego na Twojej drodze do wymarzonego celu Ci życzę, bo radzenie sobie z odmową to jeden z decydujących czynników sukcesu.
PS 1. U Wandy Loskot stale coś nowego, co może być dla Ciebie inspiracją w prowadzeniu firmy lub zachowań w życiu.
PS 2. Test StrengthsFinder pozwoli Ci odkryć Twoich 5 dominujących talentów. Cena kodu dostępu wynosi u mnie 147 PLN. Otrzymasz fakturę VAT za jego zakup.
Pozdrawiam życząc sukcesów
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
Komentarze: Jedna odpowiedź do “Rok Forexu”
Jerzy,
gratuluję serdecznie! Mam nadzieje, że Twoja droga do miliona jest już krótsza i mniej wyboista!