2013 – brudnopis 2 – czerwiec-styczeń

 

Wstań i jedź

Drogi Czytelniku,
czy jesteś sobie w stanie wyobrazić radość młodych rodziców, gdy rodzi się ich pierwsze dziecko i to od razu oczekiwany syn? Tak, to świetnie. Czujesz więc też zapewne, jak muszą się cieszyć,  gdy dziecko pięknie się rozwija i jest niezwykle radosne. Ba, przychodzi nawet na świat następny potomek rodu.

I oto nagle po czterech latach cały ten świat się wali. Nie tylko dla rodziców, lecz także dla tego małego Łukasza. Z bliżej nie znanych powodów zaczynają mu zanikać mięśnie. Od szóstego roku życia, a więc od osiemnastu lat, jest już na stałe przykuty do wózka inwalidzkiego. Co z tego, że w momencie urodzenia osiągnął maksymalny wynik, a więc 10 punktów , skoro to nie ma żadnego znaczenia w późniejszym jego życiu.

Łukasza Krasonia, bo o nim tu mowa, poznałem w styczniu tego roku podczas weekendowych zajęć TLI organizacji Toastmasters, czyli naszego Instytutu Przywództwa. Swoją drogą, właśnie przed chwilą wróciłem z podobnej imprezy w Bydgoszczy. Gratulacje dla Organizatorów. Czapki z głów, jak ją znakomicie przygotowaliście, mimo że po raz pierwszy.

Wtedy to w styczniu br. mogłem wysłuchać na żywo krążącej po Internecie przejmującej opowieści Łukasza. W piątek 28.06 przed wyjazdem na TLI do Bydgoszczy byłem na spotkaniu z nim w Warszawie, aby poprzeć akcję „Wstań i Jedź„. To konwój rowerowy, podczas którego Łukasz z Małgosią, swoją żoną i przyjaciółmi, odwiedza różne miasta Polski i zachęca słuchaczy do akceptacji siebie i rozpoczęcia batalii o to, aby każdy z nas mógł dokonać czegoś wielkiego. Ma na to wystarczające atuty.

Przy okazji nabyłem z autografami książkę autorstwa naszego bohaterskiego małżeństwa, zilustrowaną przez Anetę Skórnicką. Ma ona nieprawdopodobny talent do rysowania. Popatrz tylko na jej autograf w moim egzemplarzu książki.Wstań i Jedź-1 wersja2

Wykonanie go zajęło jej tylko kilkanaście sekund. Niesamowicie utalentowana dziewczyna! Jeśli potrzebujesz rysunków do publikacji, czasopisma, plakatu czy na inną okoliczność, wal do niej, jak w dym. Mam jej wizytówkę, więc w razie czego służę pomocą w kontakcie.

Może biadolisz nad swoim losem? Masz pretensje do wszystkich, że Ci nie idzie? W rzeczy samej, tak jest wygodnie. A czy wiesz, czego tak naprawdę chcesz od życia? Czy potrafisz wziąć przykład z Małgosi i Łukasza? Czy zdecydujesz się podjąć decyzje, które pozwolą Ci zmierzyć się z własnymi problemami?

I jeszcze jedno. Na kole wózka, na którym porusza się Łukasz, znajduje się napis: Koniec z narzekaniem. Weź sobie to hasło do serca! Ty też możesz wstać i pojechać swoją drogą. Stać Cię dokonać takiego wyboru.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl


 

Wolność tworzenia

Drogi Czytelniku,
sypnęło mi w tym tygodniu rocznicami. W kościele pw.  o. Rafała i br. Alberta na warszawskim Żoliborzu odbyła się Msza św. dziękczynna z okazji 25 rocznicy naszego ślubu. Co ciekawe kościół ten erygowano też 25 lat temu, a obecny jego proboszcz ks. Dariusz Kowalski otrzymał święcenia kapłańskie tego samego dnia, co my braliśmy ślub, więc też minęła mu 25 rocznica. Na dodatek Mszę koncelebrowali zaprzyjaźnieni księża Łukasz Kadziński i Jacek Gomulski, którzy w sobotę 25 maja obchodzili swoje rocznice święceń.

Latający Holender plakat-1Jednak to nie koniec rocznic, bo wśród otrzymanych prezentów znalazły się bilety do Teatru Wielkiego na operę Latający Holender Ryszarda Wagnera. Akurat przypada w tym roku 200 rocznica urodzin kompozytora i 130 rocznica jego śmierci, a także 170 rocznica wystawienia tej opery w Dreźnie i 111 rocznica polskiej prapremiery we Lwowie.

Wyreżyserowana przez Mariusza Trelińskiego opera szokuje od początku. Mnie zadziwiła scenografia opracowana przez Borisa Kudlićkę. Ten Słowak współpracuje z reżyserem od lat i za każdym razem wspólnie osiągają fantastyczne rezultaty.

Przyznaję, że przez pierwsze kilkanaście sekund od rozpoczęcia opery zastanawiałem się, w jaki sposób udało się uzyskać efekt fal na deskach scenicznych. Kombinowałem, że to pewnie rezultat jakiegoś tricku nagrania wideo i gry świateł. Dopiero po dłuższej chwili dodarło do mnie, że całą scenę pokrywa woda, w której szaleje naga tancerka Kaya Kołodziejczyk.

Latający Holender plakat-2No właśnie, gdy powstaje coś nowego, czasami jest świetne, a najczęściej kontrowersyjne. Tym razem mamy do czynienia z pierwszym przypadkiem. W tym widzę cały urok tworzenia: wykreować coś odmiennego od dotychczasowych wyobrażeń.  Scenografia tej opery na wodzie zachwyca pomysłem i wykonaniem, a także poświęceniem zwłaszcza tancerek, które taplają się w wodzie. Śpiewacy są w lepszej sytuacji, bo występują w gumowcach.

Nie każdemu jest dane tworzyć aż takie arcydzieła. Jednak każdy z nas może w swoim zakresie wymyślić coś, co zrobi w swoim życiu po raz pierwszy. Masz przecież prawo podejmować swoje decyzje, a tym samy dana Ci jest wolność tworzenia czegoś od podstaw lub adaptacji  już istniejącego rozwiązania. Może to będzie altanka? Może to będzie artykuł do prasy? Może to będzie fantastycznie wyhaftowany obrus? Może to będzie niesamowite danie na obiad? A może zorganizowana przez Ciebie nadzwyczajna wyprawa w nieznane?

Tu masz niezliczony wybór możliwości. Tylko Ty sam możesz się w tym ograniczyć. Ciekaw jestem, co w tej sytuacji uda Ci się stworzyć. Po latach będziesz mógł obchodzić rocznicę tego wydarzenia i delektować się swoim dziełem.

Pozdrawiam zatem rocznicowo,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl


 

Paweł

Drogi Czytelniku,
w niedzielny poranek 14. kwietnia dotarła do mnie najtragiczniejsza wiadomość w moim życiu. Wieczorem poprzedniego dnia zginął w wypadku drogowym syn moich bliskich znajomych. Miał niecałe siedemnaście lat!

Pawła poznałem, gdy był jeszcze w podstawówce. Wtedy zarówno on, jak i siostra bliźniaczka, nie byli ulubieńcami większości nauczycieli jednej z podwarszawskich szkół. Znam ten problem, bo do moich synów też były różne, najczęściej absurdalne zarzuty w szkole. Ot, los uczniów mających swoje zdanie i indywidualizm.

Paweł odżył dopiero w warszawskim gimnazjum na Żoliborzu. Świetnie czuł się też w liceum. Widziałem więc, jak się rozwija od dzieciaka do młodzieńca. Ileż to razy zastanawiałem się, co  w życiu osiągnie, w czym będzie lepszy ode mnie, czy od swojego Taty. Wszystko przekreśliła bezsensowna śmierć.

Z ludzkiego punktu widzenia to niepojęte, po co to nieszczęście. Trudno ogarnąć ludzkim rozumem, czemu ma służyć ta śmierć. Wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego tak właśnie się stało. Niestety, tylko Bóg zna właściwą odpowiedź. Jakże nieodgadnięte są Jego zamiary!

Mimo upływu wielu już przecież dni wraca do mnie widok szpaleru białych róż i jadącą pod nim na skuterze urnę z prochami Pawła. Widzę te zapłakane twarze, mimo apeli Mamy Pawła, żeby przestać się smucić, bo on by sobie tego nie życzył. Był przecież pogodnym dzieckiem i radosnym kompanem towarzystwa ludzi młodych i tych starszych.

Wystarczył moment nieuwagi i tak pięknie zapowiadająca się przyszłość Pawła legła w gruzach. Centymetry zadecydowały, że Jego życie dobiegło końca. Na zdjęciu z ekranu telewizora widać, że samochód „zahaczył” Go lewym słupkiem okiennym. Na dodatek kierowca jechał z szybkością grubo przekraczającą 50 km/h. Mówi się, że mógł mieć na liczniku nawet ponad 100 km/h. Przy takiej prędkości Paweł był bez szans na przeżycie uderzenia.

Może zginął, a dzięki temu przeżyło dwoje jego przyjaciół? Wszak w tym wypadku ranne zostały jeszcze dwie osoby. Może to na nim skupił się impet uderzenia, co dało im szanse odnieść mniejsze obrażenia, niezagrażające życiu? Zawsze będę dopatrywał się drugiego dna tej śmierci. Doszukiwał się jej głębszego sensu. Zastanawiał się, jakie wyda owoce.

Mam prawo jazdy od 1974 r. Bardzo staram się jeździć bezpiecznie. Ostatni mandat zapłaciłem w 1982 r. (sic!). A i to niesłusznie! Był to jednak czas stanu wojennego, więc milicjant był bezkarny i mógł zrobić z obywatelem wszystko. Po drogach pod względem przejechanych kilometrów przekroczyłem kilkakrotnie dystans obwodu kuli ziemskiej.

Dlatego też uważam , że mam prawo negatywnie ocenić kierowcę uczestniczącym w feralnym wypadku. Wspominałem już o nadmiernej prędkości. Na zdjęciu widać, że samochód zatrzymał się daleko za przejściem dla pieszych. To zdjęcie pokazuje również, że na drodze panowały kiepskie warunki. Woda w koleinach świadczy, że był opad deszczu lub mżawki. Jak można w tych warunkach tak pędzić?

Na dodatek wieczorem droga wylotowa z Warszawy jest prawie pusta. Czemu zatem kierowca jechał lewym pasem? Według mnie to zły nawyk. Nota bene niezgodny z przepisami o ruchu drogowym. To też jest dodatkowa okoliczność wypadku. Wszystkie te czynniki składają się na to, że z powodu złej pogody, nadmiernej szybkości i niewłaściwego pasa ruchu trójka młodych ludzi nie zauważyła ciemnego VW Passata.

Stał się dramat dla nich, ich Rodziców i najbliższych, ale także dla kierowcy. Wszak zawsze mu będzie ciążyć śmierć dziecka, do której się przyczynił swoim brakiem wyobraźni na drodze. Jeśli czytasz te słowa, pamiętaj aby słabiej naciskać pedał gazu i myśleć podczas jazdy.

Gdy wspominam śmierć Pawła, widzę jak na dłoni, co jest w życiu ważne. Ileż to razy jako rodzice wściekamy się na nasze dzieci za złe oceny w szkole, zachowanie przy stole, zapominanie o drobnych obowiązkach domowych i za wiele innych niedociągnięć. Kłócimy się o różne drobiazgi bądź inne głupoty, zamiast cieszyć się, że oto jeszcze jeden dzień jesteśmy razem.

Niech ta śmierć Pawła wprowadzi Cię w chwilę zadumy. Pomyśl, co możesz poprawić w relacjach z najbliższymi Ci osobami. Zastanów się też, czy umiesz okazać wdzięczność za to, że Ciebie ominęła taka tragedia.

Pozdrawiam refleksyjnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Komentarz: Jedna odpowiedź do “Paweł”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


 

Poznać człowieka

Drogi Czytelniku,
miałem w środę w Wielkim Tygodniu dziwne zdarzenie drogowe. W kilka samochodów dojeżdżaliśmy do szerokiego, czteropasmowego skrzyżowania. Część samochodów zdążyła przejechać na zielonym świetle. Jeden przejechał je na żółtym.

Po kilku sekundach stojący dwa pasy ode mnie radiowóz policyjny włączył „koguty” i sygnał dźwiękowy, a następnie z piskiem opon ruszył za tym samochodem. Pierwsza myśl, która mi przebiegła lotem błyskawicy, to taka, że panowie policjanci chyba chcą zarobić na Wielkanoc.

Ponad wszelką wątpliwość kierowca owego samochodu nie złamał przepisów ruchu drogowego, bo ani nie wjechał na czerwonym świetle, ani go nawet na nim nie opuścił. Co więcej, gdyby zdecydował się na awaryjne hamowanie mi przed nosem, mógł nawet doprowadzić do stłuczki, gdybym się zagapił.

Policjanci po paruset metrach dognali pechowego kierowcę. Byłem ciekawy, co mu zarzucają, bo nie widziałem z jego strony żadnego przewinienia. Podjechałem więc i zapytałem, o co chodzi.

Pierwszy policjant był tak zdziwiony moim pytaniem, że zrobił tylko głupia minę i brakło mu słów. Drugi zapytał, po co mi to wiedzieć, więc odpowiedziałem, że zależy mi na bezpieczeństwie na drogach i chciałbym wiedzieć, co złapany kierowca źle zrobił, abym w przyszłości uniknął takiego błędu.

Ten drugi policjant już mi chciał odpowiedzieć i otwierał usta, gdy nagle złapany kierowca obrzucił mnie stekiem wyzwisk i że to jego sprawa, jak jeździ. Nie ukrywam, byłem zszokowany.

Spieszyło mi się, a mimo to zatrzymałem się, żeby ewentualnie pomóc kierowcy niesłusznie oskarżonemu przez policjantów, a ten do mnie „z pyskiem”. Jego zachowanie spowodowało, że aż kusiło mnie podpuścić ich, aby mu przyfasolili solidny mandat. Jednak odpuściłem.

– Szkoda, że tak się pan zachowuje, bo miałem w telefonie nagrane zdarzenie. – Powiedziałem i demonstracyjnie poklikałem klawiszami telefonu. – A teraz już go nie ma. – Dodałem, ku uciesze policjantów, i odjechałem niezwłocznie.

Pomyślałem sobie tylko, jakim trzeba być burakiem, aby odrzucić czyjąś bezinteresowną pomoc. Przecież mogliśmy zostać przyjaciółmi, aby wspierać się nie tylko na drogach. Tymczasem gość nie tylko naraził się pewnie na koszt, lecz stracił także niepowtarzalną okazję poznać nowego znajomego.

Wspominany na moim blogu parokrotnie Grzegorz Turniak zawsze podkreśla, jak ważną umiejętnością jest nawiązywanie relacji poznawanie nowych osób, co pozwala uzyskiwać rekomendacje w biznesie i przydaje się w wielu innych sprawach. Akurat nadarza się świetna okazja, aby poznać pioniera networkingu, dr. Ivana Misnera, który przybywa 5.04.2013 r. do Warszawy.

Przyjdź i zobacz, ilu osobistości para się networkingiem. Porozmawiaj z nimi, ile nawiązali ciekawych kontaktów i co one im dały.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Jedna odpowiedź do “Poznać człowieka”

Omówiona sytuacja pokazuje jeszcze jeden aspekt psychologiczny – w/w kierowca miał wstrzyknięty pierwiastek poczucia własnej winy, co doskonale działa na podświadomość stróżów prawa, aby się nim zainteresować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


 

Pozytywne nastawienie

Drogi Czytelniku,
za kilka dni idę na 50 rocznicę ślubu mojego wujostwa. Pamiętam tamten dzień, mimo że byłem kilkuletnim brzdącem. Pewnie dlatego wzięło mi się dzisiaj na wspominki.

Stanęła mi przed oczami moja koleżanka z sąsiedniego podwórka. Dziewczyna niezwykle ambitna. Na dodatek utalentowana sportowo. Taka chłopczyca, jakbyśmy dziś powiedzieli w dobrym tego słowa znaczeniu.

Niestety, wyjechałem we wczesnej młodości jako kilkunastolatek z naszego miasteczka i kontakt z tą dziewczyną zupełnie się urwał. Niestety, z mojej winy. Miałem sporo kłopotów w nowym środowisku szkolnym, jako cudzy osobnik. Tak więc zaniedbałem swoje obowiązki i nie odpisałem chyba na żaden list od niej.

Tymczasem ona zaczęła odnosić coraz większe sukcesy sportowe. W końcu była jedną z najlepszych zawodniczek w kraju w swojej dyscyplinie. Mieściła się regularnie przez kilka lat w pierwszej szesnastce zawodniczek na świecie. Nieraz ocierała się o medalowe pozycje. Tak więc na prawdę była dobra w tym, co robiła. Pamiętam ten jej upór i wytrwałość, dzięki którym doszła do takich rezultatów. Fantastyczna dziewczyna!

Dosyć szybko zakończyła karierę. Zakochała się w zagranicznym zawodniku ze swojej dyscypliny sportowej. Tu zaczął się jej sportowy dramat. Urodziła córkę, potem jeszcze dwójkę dzieci. Nie było mowy o powrocie do sportu. Tym bardziej, że mąż zmarł w młodym wieku. Została za granicą sama z trójką dzieci. Pracowała tam potem jako trenerka.

Myślę, że miała dobry wpływ na swoje dzieci. Wszystkie zajmowały się profesjonalnie jej dyscypliną sportową. Najstarsza córka była wielokrotną mistrzynią świata i igrzysk olimpijskich.

Po wielu, wielu latach zdobyłem dzięki uprzejmości Erwiny Ryś-Ferens kontakt do mojej rówieśniczki. Zadzwoniłem do niej , porozmawialiśmy, wymieniliśmy się mailami. To nie była ta dziewczyna sprzed lat. Trudy życia odcisnęły na niej piętno. Brakowało mi tego jej hartu ducha, który zapamiętałem.

Jaki to dziwny paradoks. Ktoś, kto kiedyś tryskał energią, teraz jest przygaszony. Ja dla odmiany, który miałem kiedyś o sobie niskie mniemanie, im jestem starszy, tym psychicznie silniejszy.

Mogę o sobie powiedzieć, że dzięki ustawicznemu rozwojowi osobistemu, moje pozytywne nastawienie do życia stale rośnie. Mimo tylu różnych niepowodzeń, a może dzięki nim, mam w sobie tę niezbędną siłę mentalną, która pcha mnie ku nowym wyzwaniom.

Umiem sobie wyznaczyć cele do realizacji i konsekwentnie do nich dążyć. Niewątpliwie pomaga mi w tym moje pozytywne nastawienie. To jest umiejętność, której możesz się nauczyć. Oczywiście to wymaga trochę pracy, ale później rezultaty mogą Cię pozytywnie zaskoczyć.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl


 

Amerykański Dakar

Drogi Czytelniku,
pod koniec listopada zeszłego roku rozmawiałem z naszymi dwoma zawodnikami przygotowującymi się do rajdu Dakar 2013. Byli to motocykliści Jacek Czachor i Marek Dąbrowski. Podali  mi kilka bardzo ciekawych spostrzeżeń związanych z rajdem Dakar, które mogą być interesujące również dla Ciebie. Po tej rozmowie rozumiem o wiele lepiej niuanse związane z tym morderczym rajdem.

Niezwykle ważny jest sprzęt, którym dysponują zawodnicy. Od niego zależy, kto ma jakie szanse na zwycięstwo, a kto tylko na udział w wyścigu. W zeszłym roku w Rajdzie Dakar 2012 tylko 3 zawodników w kategorii samochodów osobowych mogło myśleć o podium. Wśród nich był Krzysztof Hołowczyc. Niestety, podobnie jak w tym roku, musiał wycofać się z rajdu. Ostatecznie, podobnie jak w tym roku zwyciężył  Stephane Peterhansel.

O wiele ciekawsza jest rywalizacja motocyklistów. Tutaj mniej więcej 30 zawodników dysponuje równorzędnym sprzętem. Stawka jest bardziej wyrównana ze względu na niższe koszty pojazdu. Zdecydowanie bardziej liczy się – mówiąc nieładnie, lecz dosadnie – czynnik ludzki.

To od zawodnika zależy, na jakie ryzyko zdecyduje się, jak jest twardy mentalnie, jak przygotowany kondycyjnie i jaką ma wytrzymałość na doraźne niepowodzenia. Wśród tych ostatnich są sińce po upadkach, mordęga gardła od pyłu i kurzu, moczenie w wodzie przy przekraczaniu rzek i wiele innych wątpliwych atrakcji.

Sam widzisz, że na Rajdzie Dakar jest podobnie jak w życiu. W czołówce, przynajmniej przez pewien czas, są ci, którzy dysponują największymi atutami. Jednak nie zawsze kończą bieg. Wygrywają tacy, co przez lata zdobywają doświadczenie oraz są silni pod względem fizycznym i psychicznym. Tak jak Stephane Peterhansel, który wcześniej wygrywał ten rajd jako motocyklista.

Jak ważna jest psychologia w tego typu współzawodnictwie podkreślał w czasie rozmowy Jacek Czachor. To jedyny człowiek na świecie, który ukończył wszystkie rajdy Dakar, w których uczestniczył. Na swoim koncie ma ich już kilkanaście, wiec dobrze wie, co mówi.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

———————

Pytanie: Jestem ciągle zagubiony, co robić?

Drogi Czytelniku mojego bloga ,
otrzymałem kolejne pytanie, tym razem o treści dokładnie takiej, jak tytuł tego wpisu. Ktoś zadał je anonimowo. Z pewnością był tak zagubiony, że nie zdążył podać nawet swojego imienia. O zwrotnym adresie mailowym także zapomniał.

Jednak z tym pytaniem jest coś na rzeczy… Jak żyć?

No właśnie, jak żyć, gdy świat wokół tak szybko się zmienia?

Brakuje uniwersalnej recepty, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Przecież każdy z nas ma ogrom problemów do zwalczenia. Raczej trudno o łatwe rozwiązania. Poza tym troski dnia codziennego zakłócają nam tok myślenia, co i jak robić. Prowadzi to w konsekwencji do naszego totalnego, jeszcze większego zagubienia.

Czy rzeczywiście sytuacja jest bez wyjścia? Nie! Każdy problem ma swoje rozwiązanie. No tak! Ale jak je znaleźć w konkretnej sytuacji?

Warto się na chwilę zatrzymać, aby uświadomić sobie, co jest dla mnie ważne. To jest w zasadzie proste zadanie. Czy jednak rzeczywiście od razu wiesz, jakie są Twoje prawdziwe wartości? A przecież od nich wszystko się zaczyna. Dopiero na ich podstawie możesz wyznaczyć swoje priorytety.

Weź kartkę i spisz, o co chcesz zabiegać. Na szczęście żyjemy we w miarę spokojnych czasach. Nie musisz walczyć o swoje idee na śmierć i życie.

Ciekaw jestem, jakich zapisów dokonałeś. Ile zagadnień jest dla Ciebie naprawdę ważnych. Które po drodze wykreśliłeś, a które pozostały?

Gdy już je masz, przeanalizuj je pod względem ważności. Dzięki temu poznasz swoje kryteria wyboru. Wtedy o wiele łatwiej będzie Ci podjąć wykluczające się decyzje. Wygra ta sprawa, która w Twojej hierarchii wartości jest Ci najbliższa.

Wiedząc po jakimś czasie, co jest dla Ciebie ważne, przestaniesz zajmować się sprawami błahymi, nieistotnymi, takimi, które w gruncie rzeczy odsuwają Cię od wyznawanych przez Ciebie wartości. Przestaniesz na nie tracić swój cenny czas.

To może być droga do wyjścia z Twojego stanu zagubienia. Akurat tak się składa, że wczoraj mieliśmy święto Trzech Króli. Pomijam tu wątek teologiczny. Chcę tylko zwrócić Twoją uwagę na fakt, że nawet tacy mędrcy, uczeni ludzie Wschodu, poszukiwali czegoś ważnego w swoim życiu.

Owszem, posiadali wiedzę czerpaną z ksiąg i tradycyjnego przekazu oraz z pewnością potrafili obliczyć zjawiska astronomiczne. A jednak zdecydowali się sprawdzić, jak ich wyobrażenia mają się do rzeczywistości. Wybrali się w długą podróż, aby sobie unaocznić to, co było dla nich ważne.

Wbrew pozorom Twoje poszukiwania mogą być jeszcze trudniejsze. Znacząco zwiększyła się liczba pokus, jakie ten świat Ci codziennie oferuje. Przecież w ostatnich latach rozwinął się on niesamowicie pod względem technologicznym. Dostęp do informacji, złych i dobrych, jest różnorodny.

Co z nich wybierzesz dla siebie? Jak się chcesz wśród nich odnaleźć? Które z nich są dla Ciebie przydatne? Które zgodne z Twoimi wartościami?

Gdy znajdziesz odpowiedź na powyższe pytania, Twoje zagubienie w końcu minie. Zrozumiesz, co powinieneś w swoim życiu robić i na czym się skupić, aby miało ono wartościowy wymiar.

Powodzenia!

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl

Dodaj komentarz