2014 – brudnopis 1 – grudzień-lipiec

 

Profesor

Drogi Czytelniku,
koniec roku to zazwyczaj znakomity czas na plany i zobowiązania na Nowy Rok. Słusznie! Jakby nie było, jest to okazja, aby wprowadzić coś nowego w swoim życiu. Inna sprawa, że nie zawsze starcza nam wytrwałości, aby w swoich postanowieniach wytrwać.

W każdym razie w tym zakresie mamy dobre chęci. Wierzymy, że ten kolejny rok będzie przełomowy. To nic, że poprzednio nam się nie udało. Tym razem będzie lepiej i uda się. Na etapie wznoszenia szampanem toastów jesteśmy o tym bezwzględnie przekonani. Wydaje się nam, że już to p-r-a-w-i-e osiągnęliśmy.  Niestety, jak zawsze to p-r-a-w-i-e robi zasadnicza różnicę.

Przede mną też wyzwanie noworoczne: Facebook. Wszyscy mi mówią, że skoro chcę, aby więcej ludzi dowiedziało się o mojej książce Przywilej wyboru, musi wokół niej coś się dziać na Facebooku. Brrr, na samą myśl, że będę musiał ileś czasu poświęcać na Internet w ogólności, a Facebook w szczególności, ciarki mnie przechodzą. No ale jak trzeba, to trzeba iść w tym kierunku marketingowym, mimo że cały mój organizm przed tym się broni. Jednakże dłużej sprawy odwlekać nie mogę. Zaistnienie na Facebooku to wymóg naszych czasów.

Jednocześnie dla mnie koniec roku to czas zadumy i refleksji. Może Ty też tak masz? Jeśli tak, z pewnością rozumiesz mój nastrój, a ja Twój.

A wtedy staje mi przed oczami Profesor. Wspaniały Człowiek, którego nie ma już wśród nas od maja 2014 r. Przypomina mi się czas tych dziesięciu lat, w których dane mi było z Nim rozmawiać, słuchać Jego wspaniałych opowieści i anegdot, a także dowiadywać się kolejnych historii o Profesorze od Jego przyjaciół i współpracowników, gdy zapraszał nas tradycyjnie w czerwcu do siebie do domu i pracowni lub przychodził na spotkania Stowarzyszenia Nasze Łomianki.

Opłatek NŁ_Tadeusz_Dominik_CynthiaTak, miałem zaszczyt być znajomym prof. Tadeusza Dominika i jego żony Cynthi. Niestety, jej też już tu nie ma, tzn. wyjechała do siebie do USA. Ona najpierw zakochała się w twórczości Profesora, a potem w Nim. Swoją drogą, to niezwykle ujmująca historia. Na zdjęciu to ta pani obok Profesora.

Jak wielkim artystą był Profesor, mogliśmy się przekonać kilka lat temu na balu charytatywnym. Profesor we fraku podszedł do sztalugi z rozciągniętym na niej białym kartonie i dosłownie w kilkanaście sekund powstał narysowany węglem rysunek kobiety.

Zanim zobaczyliśmy ostateczny efekt dzieła Profesora , on wciąż nas zwodził i prawie do końca nie wiedzieliśmy, co powstanie. To dzieło Profesora jest niczym relikwia dla naszego Stowarzyszenia.

Pozdrawiam noworocznie, życząc sukcesów w 2015 r.,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


 

Grzech zaniechania

Drogi Czytelniku,
to już trzeci, lecz na szczęście ostatni wpis tematycznie związany z wyborami samorządowymi 2014 roku – ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki Łomianek. Jeszcze nie wiem, kto wygrał w II turze wyborów na burmistrza. Zapewne obecnie rządzący burmistrz Tadeusz Dąbrowski, czyli – co jest tajemnicą poliszynela – ukrywający się za jego plecami zastępca, główny rozgrywający Piotr Rusiecki.

Co by nie mówić, obecna łomiankowska władza dokopała swoim przeciwnikom i zdobyła 15, a może nawet 16 miejsc w dwudziestojednoosobowej Radzie Miejskiej. Prawdziwy nokaut! Czapki z głów za skuteczność.  Na dodatek przecież niewiele brakowało, a ekipa T. Dąbrowski/P. Rusiecki uzyskałaby fotel burmistrza już po pierwszej turze, bo otarła się o wynik 50%.

Obawiam się, że to miażdżące zwycięstwo przyniesie Łomiankom 4 lata marazmu. Oczywiście, bardzo chciałbym się mylić w swojej diagnozie. Raczej czeka nas jednak brak wizji rozwoju Łomianek i niekontrolowana zabudowa kolejnych połaci terenu gminy przez deweloperów. W rezultacie będzie coraz więcej osiedli i domów bez dróg, wodociągów, kanalizacji, oświetlenia ulic, miejsc w szkołach itp.

Ktoś powie: „widziały gały, kogo wybierały”. Otóż nie. W tym przypadku mamy do czynienia z jakimś niezrozumiałym dla mnie „owczym pędem” do zguby.

Uważam, że jako społeczność popełniamy wielki błąd. Wręcz ciąży na wielu mieszkańcach grzech zaniechania. Za to, że nie potrafili wnikliwie ocenić ludzi sprawujących obecnie władzę. Ubolewam nad tym, lecz szanuję zwycięzców. Myślę, że już najbliższe 2 lata pokażą, czy się mylę.

Może w Twoim miejscu, gdzie przyszło Ci żyć jest podobnie? A może właśnie należysz do szczęśliwców, którzy mają nadzieję, że nowa ekipa będzie lepiej rządzić Twoją małą ojczyzną? Wszak są też miejsca w Polsce, że na wiele stanowisk nie było kontrkandydatów, bo wyborcy są zadowoleni ze swoich włodarzy i okazali im kolejny raz zaufanie.

A jednak mam też z kampanii wyborczej parę pozytywów. Poznałem wiele wspaniałych osób, które żyły często obok mnie, a o których nie miałem zielonego pojęcia, że istnieją. Nakręciłem też swój pierwszy spot wyborczy. A potem drugi. Dla mnie ważne w nich jest to, że nie mają one tak często spotykanej agresji politycznej. Gratulowali mi za tonawet oponenci z innych komitetów wyborczych. Czy po obejrzeniu Ty też jesteś tego zdania?

img_0910 mały wycinek-1Mogłem przy okazji wyborów pochwalić się swoją książką Przywilej wyboru. Ba, nawet  zrobiłem na Facebooku parę wpisów związanych z wyborami. Wcześniej tego nie umiałem. Tak więc te wszystkie doświadczenia wyborcze posłużą mi do tego, żeby do wielu nieznanych mi jeszcze osób dotarła informacja o mojej książce.

Teraz już umiem zrobić nagranie przed kamerą i opowiedzieć o niej. Lada chwila założę o niej stronę na Facebooku. Mam już zaproszenia do kilku bibliotek, aby o niej opowiedzieć. Jednym słowem, po doświadczeniach wyborczych ruszam z nowymi pomysłami na promocję mojego bestsellera.

Wiele ludzi podejmuje zobowiązania noworoczne, bo chce coś zmienić w swoim życiu. Ponieważ zmiany zawsze są trudne, nie zawsze udaje im się dotrzymać obietnic nawet przed sobą. Jeśli stoisz przed decyzją takiego zobowiązania, moja książka może okazać się dla Ciebie niezwykle przydatna. Zapraszam do lektury.

A jeśli nadal nic w swoim życiu nie zrobisz? Cóż, grzech zaniechania ma różne oblicza.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl



 

Współzawodnictwo

Drogi Czytelniku,
czy przypominasz sobie, kiedy ostatnio ubiegałeś się o pierwszeństwo w jakiś zawodach? Owszem, już sam udział w takim przedsięwzięciu jest bardzo ważny. Jednak zawsze warto myśleć o zdobyciu czołowego miejsca. Niewątpliwie wtedy bardziej się przykładasz do takiego współzawodnictwa.

W naszej organizacji Toastmasters wrzesień upłynął na konkursach. To jest czas, kiedy potykamy się w dwóch kategoriach: mowy humorystyczne i odpowiedzi na Gorące Pytanie, czyli krótkie improwizowane wypowiedzi. Najpierw na szczeblu klubu,  potem na poziomie rejonu, czyli Area J2 w Warszawie, aż w końcu finał ogólnopolski w Lublinie.

Jak widzisz, jest tu tak samo jak w każdych przyzwoitych zawodach. Najpierw są eliminacje, a później coraz bliżej do ostatecznej rozgrywki – nawet na szczeblu europejskim.  Konkursy odbywają się w czterech językach:  polskim , angielskim, niemieckim i francuskim.

Szczególnie ostra walka toczy się w klubach. Tutaj tylko jedna osoba może reprezentować klub w danej kategorii i języku.

W mowach humorystycznych przegrałem z kolegą Leszkiem Hryczukiem. To jest człowiek tryskający humorem, więc my, pozostali uczestnicy konkursu byliśmy praktycznie bez szans. Leszek jest doświadczonym mówcą, zawsze rzetelnie przygotowanym. Swoimi mowami humorystycznymi po polsku i angielsku doszedł do finału w Lublinie. Oj będzie tam śmiesznie i ciekawie 18 i 19 października tego roku.

Zrewanżowałem się Leszkowi w konkursie odpowiedzi na Gorące Pytania. Tutaj ja reprezentowałem nasz klub Toastmasters Leaders na półfinale w Warszawie 27.09.2014 r. Ostatecznie zająłem w nim 2 miejsce, też premiowane wyjazdem do Lublina.

2014-09-27 Warszawa-1Przegrałem tylko z Jarkiem Kuderem (drugi od prawej). To znakomity mówca. Jakby nie było, aktualny Mistrz Polski w wystąpieniach publicznych.

Niestety, do rewanżu w tym roku nie dojdzie. Pechowo nie mogę w ww. terminie być w Lublinie. A byłoby takie wspaniałe dalsze współzawodnictwo.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


 

Bezsilność

Drogi Czytelniku,
od czasu do czasu trafiają się nam sytuacje, na które nie mamy wpływu, a które jednocześnie stanowią dla nas jakąś zadrę. Godzą bowiem w nasz system wartości lub sposób widzenia świata. Ogarnia nas wtedy bezsilność, bo widzimy jak zło hardo podnosi łeb do góry, a my nie możemy go poskromić. Pozostaje nam wtedy tylko skulić uszy po sobie.

Podam parę takich przypadków z ostatniego okresu. Ty możesz mieć swoje przypadki, z pewnością inne.

Legia Warszawa – na boisku klub pokonuje rywala 6 : 1, a mimo to nie przechodzi do następnej rundy. W ciągu 180 minut gry przez ostatnie 4 minuty zagrał przypadkowo nieuprawniony zawodnik. W rezultacie zweryfikowano wynik z 0: 2 na 3 : 0 dla Celticu. Ani nie jestem wielkim kibicem Legii, ani nawet specjalnie fanem piłki nożnej, lecz dla mnie to jawna niesprawiedliwość. Albo czujemy ducha sportu i dalej powinna grać Legia, albo górę bierze kasa i układy wśród działaczy, a wtedy sztuczki przy zielonym stoliku są ważniejsze niż poziom sportowy.

Wszystko wskazuje na to, że Rosja maczała palce w zestrzeleniu nad Ukrainą cywilnego samolotu Boeing 777, co pociągnęło za sobą prawie 300 ofiar. A jednak politycy świata uznawanego za cywilizowany przeszli nad tym faktem, jakby nic się nie stało. W rezultacie rozzuchwalony bezkarnością W. Putin zwiększył tylko agresję wobec Ukrainy. A mnie w szkole uczyli, że w ten sposób doprowadzono do II wojny światowej, bo w podobny sposób ulegano A. Hitlerowi. Gołym okiem widać analogię.

Policja kontra rowerzyści. Zamiast brać się za piratów drogowych, łatwiej łupić mandatami cyklistów. Z pewnością znajdzie się wśród nich „kilku” zabijaków jeżdżących niebezpiecznie i bez wyobraźni. Jednak pieszy w zderzeniu z rowerzystą ma duże szanse przeżycia, z samochodem znacznie mniejsze. Marzy mi się, żeby liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych spadła przynajmniej ze 4 razy – do poziomu poniżej 1000 rocznie.  W Szwecji osiągnęli wynik  około 250 zabitych. Tyle tylko, że tam policja nie traci czasu na rowerzystów.

Suspensa dla ks. Wojciecha Lemańskiego przypomina mi kary nakładane w socjalistycznej Polsce przez kolegia ds. wykroczeń na ludzi buntujących się przeciwko władzy. Były one absurdalne i naciągane – podobnie jak w przypadku dekretu abp. H. Hosera. Po 1989 r. okazało się, że to buntownicy mieli rację, a nie ich przeciwnicy. Nie znam osobiście abp. H. Hosera. Trudno mi powiedzieć, czym się kieruje, mobbingując kapłana swojej diecezji. Obawiam się, że w grę wchodzi bezmyślna zaciekłość. Jeśli przemyślana, byłoby jeszcze gorzej.

Dla odmiany znam ks. W. Lemańskiego. Wierzę w jego powołanie, widzę charyzmę, troskę o Kościół i drugiego człowieka. Daleki jestem od oceny, że w tym konflikcie 100% winy ma abp. H. Hoser, a 0% jego antagonista. Wszak ks. W. Lemański potrafi być denerwująco zbyt medialny lub zbyt łatwo ulega nagabywaniom dziennikarzy wietrzących tylko sensację. Niemniej to szykanowany ksiądz lepiej rozumie wiernych. Jego sposób widzenia nauki Chrystusa jest dla nich bliższy i bardziej zrozumiały niż działania biskupa zamykającego kościół przed wiernymi. Zdecydowanie wolę jego wizję Kościoła niż to, co ma do zaproponowania abp. H. Hoser.

Tak, odczuwam bezsilność w przytoczonych sprawach. Wspominam o nich, bo może Ty też masz obszary, gdzie czujesz się bezradny wobec zła, które się dzieje. Myślę, że to dobrze, że czasami zaprzątasz sobie nimi głowę. Byłoby bardzo źle, gdybyś pozostał wobec nich obojętny. Owszem, to przykre, że praktycznie nic nie możemy zrobić. Dopóki jednak je dostrzegamy, pozostaje nadzieja, że nadejdzie czas, gdy okaże się, że ktoś z kim muszą się liczyć, podejmuje inicjatywy w danej sprawie. Wtedy my będziemy gotowi je poprzeć!

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


 

Chwila zadumy nad pracą

Drogi Czytelniku,
zdarza mi się rozmawiać z ludźmi, którzy stracili pracę lub są na etapie jej poszukiwania. Wiesz co? W zdecydowanej większości żal mi tych pracodawców, którzy się ich pozbyli lub nie mają pojęcia , jak dobrzy ludzie są do wzięcia.

Niedawno brałem udział w dyskusji na temat bezrobocia w Radiu TOK FM. Pretekstem do spotkania była książka uczestnika audycji Wojciecha Albińskiego Jak czuć się dobrze, gdy Cię wywalą, bo że to się stanie, to pewne. Posłuchaj, co wtedy powiedziałem:

Odtwarzacz plików dźwiękowych

audycja 42.26 minuty  – wstawić tu link do audycji

PS
Ukazała się kolejna recenzja mojej książki Przywilej wyboru. Tym razem napisała go Natalia na blogu Literaczek. Pozostałe informacje o książce możesz zobaczyć w zakładce O książce.

Pozdrawiam serdecznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl