2015 – brudnopis 1 – grudzień-lipiec

 

Co mogą oglądać dzieci

Drogi Czytelniku,
dzisiejszy wpis jest zupełnie inny od dotychczasowych. Przeznaczony jest bowiem głównie dla rodziców i dziadków. W roli głównej wystąpi mój syn Paweł.

Przypadek mojego syna pokazuje, jak ważną sprawą jest to, żeby skupić się na talentach, którymi dysponuje nasze dziecko, a nie nakazywać mu robić to, co nam się wydaje słuszne dla niego. Wszak młody człowiek ma prawo pokierować swoim życiem tak, jak uważa za słuszne. My, dorośli, możemy tylko własnym przykładem pokazywać, jakie są ponadczasowe wartości moralne i zasady współżycia społecznego. Nie mamy prawa niczego narzucać, bo to jego życie!

Paweł znalazł sobie ciekawą niszę: recenzuje w Internecie pełnometrażowe filmy dla dzieci. Dzięki internetowej witrynie www.filmydladzieci.net możesz szybko dowiedzieć się, co mogą oglądać na ekranie Twojej dzieci.

Nam dorosłym wydaje się, że gdy film jest animowany, lalkowy lub rysunkowy, to zawsze jest przeznaczony do odbioru przez dziecko i niczym mu nie zagraża. Nic bardziej błędnego, co pokazuje w swoich recenzjach Paweł. Nigdy bym się nie spodziewał, że aż tyle filmów jest przez niego zdyskwalifikowanych do oglądania przez dzieci!!!

I pomyśleć, że droga filmowa Pawła mogła się potoczyć zupełnie inaczej przez durną nauczycielkę w liceum, nota bene w randze wicedyrektorki. Jestem przekonany, że prawdziwi pedagodzy darują mi to negatywne określenie względem ich koleżanki po fachu.

Paweł od dziecka wykazywał niezwykłą cierpliwość i „fotograficzną” dociekliwość przy układaniu klocków, majstrowaniu przy różnych składanych zabawkach typu „mały mechanik”, a później ogromnych układankach puzzli. Potem nastała era komputera, więc w gimnazjum potrafił np. punkt po punkcie przez klika miesięcy odwzorować przestrzennie kombiwar – takie urządzenie do grzania potraw gorącym powietrzem. W liceum zaś robił filmy animowane.

Niestety, wspomniana powyżej nauczycielka informatyki zamiast wykorzystać zainteresowania Pawła do pokazania uczniom zastosowań tej dziedziny wiedzy, wolała go gnębić nauką o bazach danych, który to temat zupełnie go nie interesował. W rezultacie opuszczał nudne zajęcia i miał praktycznie same jedynki. Co więcej, kilka innych nauczycielek, chcąc się przypodobać pani wicedyrektor (później nawet dyrektor) szkoły, też go podobnie oceniała, co groziło niedopuszczeniem do matury. Musiałem z nimi i panią wicedyrektor przeprowadzić – że tak powiem – rozmowy edukacyjne.

Pikanterii dodaje fakt, że w tym samym czasie, gdy Paweł miał jedynki z informatyki, pracował w zespole robiącym w ramach podzleceń animacje dla samego Jamesa Camerona (sic!). Ostatecznie nauczycielka osiągnęła jedno: wybiła mu z głowy jego zainteresowania i mój syn porzucił animację. Myślę , że stała się wielka szkoda i krzywda, biorąc pod uwagę jego wyobraźnię. Ależ sukces pedagogiczny!

Na szczęście w 2007 r. rozpocząłem po 30 latach pracy zawodowej własną działalność gospodarczą. Na start dostałem z Urzędu Pracy dotację w kwocie 13300 zł. Z niej kupiłem m.in. swój pierwszy aparat fotograficzny. Była to cyfrowa lustrzanka Nicon D40.

Początkowo Paweł ją ode mnie pożyczał. Potem mi ją zabrał. Oczywiście mogłem się z tego powodu awanturować i tłumaczyć mu, że znajomość fotografiki nie ma żadnej przyszłości. Przecież teraz każdy ma lub będzie miał aparat fotograficzny. Niech więc zajmie się czymś pożytecznym i studiuje coś, co mu da dobrą pracę.

Pewnie swoim starym sposobem myślenia bym tak zrobił. Jednak już mocno przesiąknąłem ideą talentów, którą poznałem dzięki książce M. Buckinghama i D.O. Cliftona Teraz odkryj swoje silne strony. Rozumiałem, że najważniejszym zadaniem nas, rodziców i dziadków, jest wspierać rozwój naszych latorośli w tym obszarze, gdzie mają szczególne uzdolnienia, a więc w obszarze ich talentów. Po latach widać, że była to jedynie słuszna decyzja, bo Paweł rozwija się na swój sposób, a nie narzucony przeze mnie.

W nagrodę za takie postępowanie trafił mi się bonus. Okładkę do mojej książki Przywilej wyboru zaprojektował i wykonał Paweł.

Gdy więc w nadchodzącym Nowym Roku 2016 sięgasz do włącznika telewizora czy odtwarzacza lub idziesz z dzieckiem na film, zajrzyj wpierw na witrynę www.filmydladzieci.net, aby mieć pewność, że przekaz z ekranu będzie odpowiedni. A jeśli nie znajdziesz wybranego filmu, zaproponuj jego recenzję. Z pewnością się ukaże.

Pozdrawiam, życząc dobrego odbioru,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Komentarze: Jedna odpowiedź do “Co mogą oglądać dzieci”

Dzięki za tekst. Ja tych rzeczy ze szkoły nawet nie pamiętałem. Skupiajmy się na pozytywach i patrzmy w przyszłość! 🙂

D40 faktycznie wspominam ze wzruszeniem. Potem był D40x > D5100, a teraz najczęściej pożyczam Fuji X10 na wyjazdy. Zaraz po maturze coś tam robiłem dla Lightcraftu (nawet przez dłuższy czas), ale nie wydaje mi się, żeby Cameron miał ze studiem cokolwiek wspólnego. Chociaż szefostwo miało skłonność do wyolbrzymiania swoich osiągnięć… W każdym razie życzę im jak najlepiej i niech robią w przyszłości Avatary.

Z okładki jestem dumny, wyszła zacnie. Długą drogę przeszliśmy od pierwszej wersji.

Dodaj komentarz

Twój



 

Zaufanie i Partnerstwo

Drogi Czytelniku,
nieraz twierdziłem, że zamieszkiwanie w dużym mieście lub jego pobliżu daje spory handicap. Szczególnie dotyczy to stolicy. Mamy tutaj wiele możliwości spotkań, poznania różnych inicjatyw , dostęp do ludzi z centralnych urzędów, czy też mnóstwo – często bezpłatnych – szkoleń. Wszystko to składa się na różne okazje, które warto wykorzystać.

Jak wiesz, jestem fanem cyklicznych spotkań dotyczących zagadnień zarządzania kompleksową jakością (TQM), które organizuje prof. Andrzej Blikle. Na ostatnim z nich 22. października 2015 r. –  po wykładzie Profesora o wyborze jednego z dwóch stylów zarządzania: przemocy lub partnerstwa – odbyła się niezwykle interesująca dyskusja panelowa.

Prowadził ją częsty gość konwersatoriów TQM Jacek Jakubowski, psycholog i współtwórca Grupy TROP. Udział w niej wzięli –  jakby się mogło wydawać – przedstawiciele stojący po dwóch stronach barykady: trzech przedsiębiorców i naczelnik z Ministerstwa Finansów.

Tymczasem to grono, czyli przedsiębiorcy i przedstawicielka fiskusa, mówiło jednym głosem: nie da się uzyskać rozwoju gospodarczego Polski bez zmiany podejścia do przedsiębiorstw. Skąd taka konkluzja, zwłaszcza w ustach osoby ze służb skarbowych? Ano z bogatych doświadczeń podobnych organów m.in. Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Okazuje się, że nawet najbardziej restrykcyjny fiskus nie jest w stanie wszystkich „prześwietlić” i „oskubać”. Natomiast przy zmianie podejścia do podatników, gdy będzie miał do nich zaufanie i służył pomocą z wywiązywania się ze zobowiązań podatkowych, dochody budżetu wzrosną minimum 30%. W skali kraju to grube miliardy złotych!

Oczywiście to wymaga przezwyciężenia wzajemnej nieufności. Uczestnicy panelu dyskusyjnego brali udział w pilotażowym projekcie projekcie „Porozmawiajmy o podatkach”. Realizowało go wspólnie Ministerstwo Finansów i stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Opowiadali, jak siedząc twarzą w twarz ze swoimi adwersarzami, powoli zaczynali się wzajemnie rozumieć, akceptować i brać pod uwagę argumenty drugiej strony. Zdziwienie, że można tak twórczo rozmawiać, było zarówno wśród naczelników urzędów skarbowych, jak i przedsiębiorców.

Rozmowy stopniowo stawały się coraz bardziej szczere. Wynikało to m.in. z faktu, że rozmówcy byli z różnych obszarów kraju i nie było między nimi zależności fiskalnych.

Na bieżąco Jacek Jakubowski wyjaśniał nam, skąd się brała taka zmiana postaw. Można to uzasadnić jednym zdaniem: gdy między ludźmi rośnie zaufanie, pojawia się partnerstwo w działaniu.

Trudno przewidzieć, czy zmiana ekipy rządowej po wyborach 2015 r. nie unicestwi dalszych prac związanych z wdrożeniem projektu w większej skali, czyli na jedno z województw, a po zdobyciu doświadczeń – w całym kraju. Jeśli chcemy myśleć o fundamentalnej reformie podatkowej, to w pierwszej kolejności wymaga ona pozbycia się szkodliwych stereotypów myślowych zarówno po stronie podatników, jak i urzędów. W tej kwestii jest jeszcze naprawdę dużo do zrobienia.

PS
Jedną z osób, która brała udział w dyskusji panelowej był Karol Rakoniewski. Jest on nie tylko przedsiębiorcą i prezesem Lokalnej Grupy Działania, lecz także od niedawna autorem bloga Przemyślenia z różnych okazji. Wyobraź sobie, że nabył on moją książkę Przywilej wyboru dla biblioteki w Strzelnie, skąd pochodzi. Dobrze wie, jak tamta instytucja ma mało środków finansowych na podstawową działalność. Może to początek rzeszy fundatorów chcących podarować moją książkę bibliotekom, których nie stać na taki zakup? Byłoby wspaniale.

Pozdrawiam w ostatni dzień loterii paragonowej,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


 

Znaczenie wolontariatu

Drogi Czytelniku,
w środę 16 września 2015 r. byłem uczestnikiem gali Fundacji Banku Zachodniego WBK podsumowującej II edycję konkursu grantowego „Tu mieszkam, tu zmieniam”.

Gala BZ WBK-1Stało się tak, ponieważ Stowarzyszenie Nasze Łomianki, któremu prezesuję w kadencji 2015-2016, zdobyło z tej fundacji dofinansowanie projektu „WYRWANE Z OBJĘĆ PUSZCZY – Renowacja nagrobków na cmentarzu kolonistów w Puszczy Kampinoskiej”,

Natomiast na gali można było poznać nie tylko laureatów, jak nasze Stowarzyszenie, lecz w kuluarach wymienić się doświadczeniami z przedstawicielami innych organizacji. A było z kim, co pokazuje wspólne zdjęcie poniżej. Jestem na nim gdzieś tak 150 od lewej lub prawej strony – w ostatnim rzędzie.

Gala BZ WBK-2-2Jednak dla mnie najważniejsze było wystąpienie Prezesa Zarządu Banku Zachodniego WBK S.A. Mateusza Morawieckiego. To ten pan w niebieskim garniturze pierwszy z prawej strony. Kojarzyłem jego nazwisko z powodu Kornela Morawieckiego z Solidarności Walczącej. To nie moja bajka ideologiczna, lecz swego czasu było o tym odłamie Solidarności głośno. Nie wiedziałem, że pan Mateusz, z którym miałem okazję chwilę porozmawiać, to jego syn. Rzekłbym, że to swego rodzaju paradoks.

Wracając do wystąpienia pana prezesa, powiedział on znamienne – przynajmniej dla mnie – słowa: „Gdy przeglądam czyjeś cv, w pierwszej kolejności patrzę, czy osoba starająca się o posadę w banku ma doświadczenie jako wolontariusz. Jeśli nie, aplikacja idzie do kosza. Ludzi z dyplomami jest pełno, umiejących działać w zespole jako wolontariusze, nader mało. Dla mnie to najcenniejszy rodzaj pracownika, jeśli potrafi zangażować się jako ochotnik”.

Piszę Ci o tym, bo być może dziwisz się, dlaczego kolejny raz Twoje cv zostało odrzucone. Z pewnością jednym z powodów może być Twój brak doświadczeń z wolontariatem. Teraz jest na to wręcz moda, że pracodawcy zwracają baczną uwagę na Twoje doświadczenia jako działacza np. w harcerstwie, organizacji pożytku publicznego lub każdej innej, jak choćby członek Stowarzyszenie Nasze Łomianki.

Jako przykład niech posłuży również nasz klub Toastmasters Leaders. Wiele osób znalazło pracę lub polepszyło zajmowane stanowisko, bo mieli możliwość wykazać się doświadczeniem na ścieżce liderskiej w tej organizacji. Zapewne również umiejętność wystąpień publicznych była w ich przypadku nie do przecenienia.

Weź więc pod uwagę, że znaczenie wolontariatu rośnie nie tylko jako wkład do działań społecznych, lecz także jako najważniejszy punkt w staraniach o pracę. Daj sobie szansę!

Pozdrawiam woluntarystycznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


 

Seniorem być

Drogi Czytelniku,
na zaproszenie pani dyrektor Bożeny Świątek-Mazur z Miejskiej Biblioteki Publicznej Łódź-Polesie wziąłem udział w środę 26.08.2015 r. w spotkaniu z seniorami. Tego dnia zainaugurował swoją działalność Klub Seniora w filii nr 5 tej biblioteki.

Opowiedziałem zgromadzonym słuchaczom swoje przemyślenia, że nigdy nie jest za późno, aby zacząć działać zgodnie ze swoimi zainteresowaniami lub powołaniem. Mamy wystarczające talenty, które pozwalają osiągnąć wszystko, co sobie tylko zamarzymy. Dlatego musimy mieć jasno sprecyzowany cel, do którego dążymy. Wtedy nam o wiele łatwiej odrzucić pokusy, które nas od niego oddalają. Oczywiście w swoich wypowiedziach odnosiłem się do książki Przywilej wyboru.

Uważam, że to, jakimi będziemy seniorami, zależy całkowicie od nas. Owszem, możemy oczekiwać, że ze względu na zasługi długoletniej pracy dla kraju otrzymamy wreszcie należną gratyfikację, a nie tylko coraz wyższe koszty życia. Tyle tylko, że nikt się nie rwie do tego, aby to spełnić.

Łódź-3 KK-1Moim zdaniem o wiele bardziej rozsądnie jest przyjąć, że nikt nam nie ułoży na starość życia tak dobrze, jak możemy zrobić to sami w powiązaniu z instytucjami , które chcą służyć pomocą. Zacznijmy cenić nasze doświadczenie i umiejętności. One są bardzo potrzebne nam i młodemu pokoleniu, które też się kiedyś zestarzeje.

Dlatego dla mnie najciekawszą częścią spotkania były rozmowy z dwojgiem pasjonatów: panią Kazimierą Kowalską i panem Zbigniewem Ratajewskim.

Pani Kazimiera jako technik budowlany spędziła całe życie zawodowe przy desce kreślarskiej. Dzięki temu ma teraz wspaniale wyrobioną rękę do malowania obrazów, w tym wymagających niezwykłej precyzji np. kwiatów w wazonach.

Łódź-1 ZR-1Swojej pasji oddaje się już od kilkunastu lat. Dzięki temu zachowuje radość życia i odczuwa zadowolenie z tego, co robi. Tryska pogodą ducha.

Pan Zbigniew był zawodowym strażakiem. Jednocześnie już od piątego roku życia fascynował się szczególną dziedziną mechaniki precyzyjnej, a mianowicie mechanicznymi zegarkami.

Teraz wreszcie w pełni rozwija swoją kolekcję. Ma nieprawdopodobnie szeroką wiedzę o historii zegarów, sposobach ich produkcji i zastosowań. Na dodatek umie o tych wszystkich sprawach wspaniale opowiadać.

Zupełnie inną tematykę poruszał pan Tomek (niestety, nie zapamiętałem nazwiska). On z kolei zaangażował się w pomoc osobom niesprawnym intelektualnie.

Cieszę się, że powstało w bibliotece miejsce, gdzie gromadzą się osoby, które nie chcą być bierne, lecz czują potrzebę zrobienia jeszcze czegoś ważnego w swoim życiu.

Pozdrawiam seniorów młodych duchem,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl


 

Marek Szubzda

Drogi Czytelniku,
zdecydowałem się sformatować dysk swojego laptopa, bo Windows ma już za dużo błędów. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, więc moje obawy, że mogę coś pomylić i utracić dane, są w pełni uzasadnione. Niestety, przy takich pracach robionych u mnie wcześniej przez znawców tematu zawsze gdzieś ginęła część informacji, szczególnie z poczty e-mail.

Może dlatego przyszedł mi do głowy ciekawy pomysł: zanim uczynię format dysku, wyślę na stare adresy mejle z zapytaniem, co u ich posiadaczy słychać po latach. Dostałem już kilka ciekawych odpowiedzi.

Jedną z osób, która mi odpisała, jest właśnie wymieniony w tytule Marek Szubzda. Poznałem go w 2008 r., gdy pojechałem z Kamilem Cebulskim do Białegostoku. Miałem tam wykład o 5 talentach. I właśnie na nim był Marek – student studiów magisterskich w Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania.

O sobie w tamtym okresie napisał mi tak: „Byłem młodym, w duszy ambitnym, ale zakompleksionym studentem ze wsi niepotrafiącym wyjść przed szereg„. Co by nie mówić, trudny start.

A mimo to po sugestii Kamila, że najważniejszą decyzją jest nabyć umiejętność sprzedaży, został agentem ubezpieczeniowym. Widać, że Marek już wtedy lubił wyzwania, bo to według mnie jeden z najbardziej niewdzięcznych zawodów.

Wkrótce potem wspólnie z przyjacielem w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości otworzył sklep internetowy z ekskluzywną galanterią skórzaną. Po kilku miesiącach wspólnicy wyszli z tego biznesu z bilansem O+ (słownie: zero plus), czyli nie dołożyli do interesu.

Wtedy Marek rozpoczął swoją przygodę – jak twierdzi całkiem przypadkowo – z nieruchomościami. Stało się tak, bo w Białymstoku w 2009 r. swoje podwoje otwierał jeden z największych pośredników w tej branży, a mianowicie Home Broker. W oddziale firmy trafił na fantastyczny zespół świetnych specjalistów, którzy wprowadzili go w arkana nowej specjalności. Wkrótce na prowizjach zaczął nieźle zarabiać.

Niestety, po dwóch latach nastąpiły w firmie zmiany właścicielskie i stała się ona klasyczną korporacją wysysającą soki z pracowników i klientów. Czara goryczy wkrótce się przelała.

Marek Szubzda-1Marek i trzech jego kolegów odeszło z firmy, aby w 2012 r. założyć własne biuro nieruchomości Express House. Został w nim Dyrektorem ds. Administracyjnych. Wkrótce ich firma stała się jedną z najbardziej liczących się marek na lokalnym rynku nieruchomości.

Rozpoczęli więc ekspansję na dalsze rejony. W 2013 r. powstał oddział w Lublinie, a w 2015 r. w Poznaniu. To dopiero początek…

Co więcej, wraz z osiągnięciami w życiu zawodowym, Marek twierdzi, że jeszcze większy sukces osiągnął na niwie osobistej. W tym przypadku ma na myśli żonę Emilkę i ponad półrocznego synka Ignasia.

Przy takich sukcesach ręce same składają się do oklasków. Przykład Marka pokazuje, że jeśli ktoś wie, do czego zmierza, jest wytrwały, stale podnoszący swoje kompetencje, zdeterminowany i zakochany w tym co robi, poradzi sobie nawet w najtrudniejszych branżach.

W mejlu Marka jest też akapit, który odnosi się bezpośrednio do mnie: „Cieszę się niezmiernie z wyboru drogi, którą podążam m.in. dzięki Tobie Jerzy. Twój wykład o talentach był jednym z kluczowych na początku mojej drogi w kierunku sukcesu„.

Trudno sobie wyobrazić lepsze słowa podziękowania dla mnie i zachęty dla Ciebie.

Pozdrawiam z gratulacjami,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl