Kiedy w 2002 r. zacząłem pracę w spółce Nafta Polska SA, wkrótce dostałem służbowy telefon komórkowy Nokia 6310i. Nie od razu poznałem wszystkie jego możliwości, lecz i tak głównie używałem go do rozmów telefonicznych i smsów. Zaletą była świetna bateria. Z technicznego punktu widzenia powinienem prawidłowo używać nazwy akumulator. Niemniej w przypadku telefonów komórkowych błędna nazwa bateria tak się upowszechniła, że i ja będę jej używał.
Wyobraź sobie, że do dzisiaj w mojej Nokii 6310i jest oryginalna bateria litowo-polimerowa. Wtedy wytrzymywała ponad 2 tygodnie używania telefonu. A i dzisiaj po 17 latach telefon wystarczy doładowywać co kilka dni. To są więc czasy, o których w przypadku smartfonów nie ma co marzyć. Mnie wychodzi, że swojego Samsunga Galaxy J5 (2016) muszę doładowywać codziennie. Na zdjęciu widać, że chociaż w telefonie nie ma już karty SIM, to bateria wciąż trzyma pojemność nieźle. 
Celowo w poprzednim akapicie podałem dokładne oznaczenie mojego obecnego smartfona. Rzuca się w oczy rok 2016. Jeśli podejrzewasz, że to urządzenie czekało aż 3 lata, zanim go zacząłem używać, masz rację. W stosunku do Nokii była to dla mnie duża, nieporęczna „kobyła” do dzwonienia. Nadal uważam, że smukła Nokia 6310i jest dużo bardziej poręczna od kafla smartfona – że o odporności na uszkodzenia nie wspomnę.
Z tych powodów w moim przypadku wzięło się takie duże opóźnienie w rozpoczęciu eksploatacji Samsunga. Na szczęście gdy go kupowałem, był nowoczesnym urządzeniem, więc wciąż nadaje się do użytku. Wolę sprawdzone konstrukcje niż szpanerską gonitwę za nowinkami telekomunikacyjnymi.
Ten przypadek pokazuje, że w świecie zachodzą zmiany, do których musimy się dostosować. Gdybym w dalszym ciągu tkwił z Nokią 6310i w ręku, ominęłaby mnie możliwość robienia filmów, przedstawiania relacji na bieżąco, przesyłanie zdjęć i filmików, korzystanie z wielu aplikacji i wielu innych udogodnień. Owszem, kosztem wygody. Wciąż nie umiem znaleźć dobrego miejsca na smartfon. Do kieszeni spodni nie wejdzie, w teczce go nie słychać, z ręki może wypaść. Telefon Nokia miałem zawsze pod ręką w kaburze na pasku. Świetne miejsce: łatwo dostępne i bezpieczne dla urządzenia.
A mimo tych oczywistych trudności ponad 70% dorosłej populacji w Polsce wybrała smartfony. Wyszli ze strefy komfortu telefonicznego, w której ja tkwiłem przez ostatnie 3 lata. Wciąż się nie przyzwyczaiłem do smartfona. To jednak nie ma znaczenia. Szybkość życia wymusiła na mnie jego używanie.
Ty możesz mieć inną strefę wygody: praca, grono znajomych, dom czy inne zajęcia. Jeśli jednak chcesz coś osiągnąć więcej, żyć lepiej czy ciekawiej, niż teraz, trzeba zmienić warunki brzegowe. Wyznaczyć nowe cele, kierunki działania, konfigurację znajomych i przyjaciół, może wprowadzić inne zmiany. Wszystko to po to, aby po przejściowej niewygodzie – jaką ja mam obecnie ze smartfonem – później cieszyć się czymś nowym i wspaniałym.
I tego Ci życzę, bo myślę, że wkrótce i ja przyzwyczaję się do Samsunga Galaxy J5. Co najwyżej będę się zastanawiać, jak mogłem tak długo czekać, aby zacząć go używać. Może Ty niepotrzebnie też z czymś zwlekasz?
—
Do zobaczenia i usłyszenia,
Jerzy
Kategorie: Rozważania
.